piątek, 31 marca 2017
Podróże Guliwera Jonathan Swift
/MG/
Z powieścią Swifta zapoznałem się lata temu i od tamtego czasu, historie w niej zawarte miały jakiś wpływ na kolejne moje wybory w kwestii lektur, a to coś znaczy. Bez mała trzystuletnie dzieło od lat ma nowe wydania i za każdym razem przybywają mu kolejne pokolenia czytelników. Zasługa to autora jak i przedstawionych tu opowieści. Bo umówmy się satyra-satyrą, najważniejsza jest treść. A więc, cóż mamy w tej książce takiego, że od tylu lat zachwyca i skłania do zastanowień kolejne rzesze?
Lemuel Guliwer, to pokładowy lekarz, który w wyniku zbiegów okoliczności, tragicznych, co i komicznych trafia wpierw na wyspę Liliputów, potem na wyspę Olbrzymów, a kolejnym razem nawet na latającą wyspę. Każda z tych podróży to okazja do wyszydzania przez autora licznych wad i upodobań klasy rządzącej, kupców, ale nie tylko. Z biegiem lat każdy z nas zapewne odnajduje coś nowego w tej pysznej satyrze.
Słowem podsumowania, książka ta latami przypisywana była do lektur dla najmłodszych czytelników, ze względu na fantastyczne tło zmagań Guliwera, jednak niesłusznie. Autor całkiem sprytnie ukrył w pozornie nieważnej treści, znakomity pastisz nie tylko na rządzące elity. To trzeba znać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Koszmarne komando David Dastmalchian, Jesús Hervás
Patrząc na ten komiks, trudno nie odnieść wrażenia, że DC trochę nie ma pomysłu na nowe, więc sięga do tego, co już kiedyś było, ale zbytn...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz