Na imię mi Zack Mons Kallentoft, Markus Lutteman

/DOM WYDAWNICZY REBIS/ Skandynawska literatura, z nurtu kryminalnego, że tak to nazwę, charakteryzuje się bardzo powolnym, wręcz usypiającym tokiem narracji.Bohaterowie poruszają się jak we śnie, a czytelnik ma wrażenie, że właśnie wszedł w czyjeś marzenia senne.Pisarze z tego rejonu, wręcz prześcigają się w opowieściach, które, budując napięcie, mogą czytacza uśpić równocześnie. Nie inaczej jest w książce, którą właśnie mam przed sobą"Na imię mi Zack". Ale, zacznijmy, od początku. Zostają znalezione ciała 4 martwych kobiet, pochodzenia azjatyckiego. Piątą, potwornie okaleczoną, ktoś podrzuca pod drzwi szpitala. Wkrótce okazuje się, że to dopiero początek rozbojów na tle rasistowskim i seksualnym. A czas goni. Nasz bohater, musi wyrwać się z otępienia wywołanego narkotykami i wziąć się do pracy.Anty bohater, bohaterem książki, którą cechuje jedno - wyjątkowo plastycznie opisane morderstwa, oraz wymyślne sposoby zabijania.Ktoś, kogo tekst pisany, może wprawić w konsternację, powinien zwrócić na to uwagę, sięgając po tę książkę. Podsumowując, powieść duetu pisarskiego, można zaliczyć do pozycji udanych, jeśli przebrniemy, przez niektóre, niezwykle nieprzyjemne opisy, a równocześnie lubimy ten powolny, nie spieszny tok narracji.

Komentarze

  1. Bardzo wiele różnych opinii słyszałam i czytałam o tej książce.Mam ją w swojej kolekcji ale jakoś nie mogę się do niej przekonać i chyba jednak na razie sobie odpuszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziwna w swojej treści, ale jak najbardziej nadająca się do przeczytania :)
    Ma to coś w sobie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz