poniedziałek, 25 maja 2020
Star Wars Komiks 2/2020 Poe Dameron: Iskra i płomień. Charles Soule
/EGMONT POLSKA/
Gwiezdne Wojny, mimo początkowego braku zainteresowania zyskały taką sławę, że praktycznie nie ma nikogo, kto chociażby nie słyszał o tej sadze. Upływem lat saga ta rozrosła się nie tylko o kolejne filmy, ale także seriale, książki, gadżety, a nawet kult religijny. Fenomen trwa nadal, a ja całkiem niedawno zaznajomiłem się z komiksem „Star Wars. Iskra i płomień”.
O komiksie możemy przeczytać, że:
Seria książek dla miłośników komiksu i fanów świata Star Wars. Co dwa miesiące aż do 148 stron z najnowszymi komiksami Star Wars, wydawanymi od 2015 roku przez wydawnictwo Marvel Comics. W każdym tomie prezentowane są zamknięte opowieści obrazkowe, tworzone przez najlepszych scenarzystów i rysowników. Wszystkie komiksy w magazynie należą do obowiązującego kanonu uniwersum Gwiezdnych Wojen i wzbogacają dzieje odległej galaktyki o nowe przygody bohaterów i czarnych charakterów, zarówno znanych z oryginalnej trylogii o zmaganiach Rebelii z Imperium, jak i z nowych filmów o walce Ruchu Oporu z Najwyższym Porządkiem.
Do tej drugiej kategorii zalicza się historia zawarta w tomie ośmym – ""Iskra i płomień"" z serii ""Poe Dameron"". Akcja opowieści rozgrywa się równolegle z filmami ""Przebudzenie Mocy"" oraz ""Ostatni Jedi"" i prezentuje niepokazane na ekranie wydarzenia z udziałem Damerona oraz innych pilotów Eskadry Czarnych.
Podsumowując. Całkiem ciekawie się to czytało. Rzecz jest prosta, nieźle narysowana i zawiera to wszystko, za co lubimy tą gwiezdną opowieść. Walka ze złem, niezmierzony kosmos, bitwy, codzienność odległej galaktyki. I O WIELE WIĘCEJ. Zachęcam do lektury.
Kryzys bohaterów Tom King, Clay Mann
/EGMONT POLSKA/
Tom King autor genialnych komiksów „Vision” i „Mister Miracle” powraca z nowym komiksem. Tym razem jest to „Kryzys bohaterów”.
O komiksie możemy przeczytać, że:
„Kryzys bohaterów” to 9-zeszytowa miniseria ze scenariuszem wielokrotnego zdobywcy Nagrody Eisnera Toma Kinga („Mister Miracle”, „Vision”) oraz rysunkami tak znakomitych twórców jak: Clay Mann („Batman”), Lee Weeks („Batman”) i Mitch Gerads („Mister Miracle”). Bezprecedensowe wydarzenie komiksowe rzucające światło na najciemniejsze zakamarki psychiki bohaterów uniwersum DC Comics. Sanktuarium to placówka zbudowana w tajemnicy przed światem przez Supermana, Batmana i Wonder Woman. Tutaj superbohaterowie, dzięki wykorzystaniu najnowocześniejszej sztucznej inteligencji, mają szansę poradzić sobie z przeżytymi traumami i koniecznością powrotu do niekończącej się bitwy ze złem. Spokój panujący w Sanktuarium zostaje naruszony, gdy dochodzi do masowego morderstwa. Główni podejrzani?
Harley Quinn i podróżnik w czasie znany jako Booster Gold. Teraz Człowiek ze Stali, Mroczny Rycerz i niesamowita Amazonka muszą doprowadzić do wykrycia sprawcy tej strasznej zbrodni. Sprawa jest poważniejsza, niż podejrzewają. Jeśli zabójca nie zostanie ujęty, niebezpieczeństwo może grozić wszystkim superbohaterom kiedykolwiek korzystającym z usług Sanktuarium...
Podsumowując.
King jak zawsze stara się tu zgłębić psychikę postaci i jak zwykle wychodzi mu to rewelacyjnie. A sama fabuła to typowy komiks superbohaterski, w którym bohaterowie szukają mordercy. Można by rzec kryminał , którego głównymi bohaterami są najjaśniejsze gwiazdy z Batmanem na czele. Wyróżnia go jednak podejście do tematu i skupienie – jak już wspominałem – na psychice postaci biorących udział w wydarzeniach.
Świetne rysunki. Realistyczne, szczegółowe, dopracowane. Do tego dochodzi tradycyjne dla Egmont Polska świetne wydanie. Nie jest to może wybitna opowieść,ale i tak absolutnie warta poznania. Tym bardziej polecam.
Batman, Który się Śmieje Eduardo Risso, Scott Snyder i inni...
/EGMONT POLSKA/
Batman - albo jak kto woli Człowiek Nietoperz - po raz pierwszy
pojawił się na łamach komiksu w 1939 roku. Postać ta została
stworzona przez Boba Kane’a i Billa Fingera, a autorzy wzorowali
się na takich postaciach jak Zorro, czy nawet Sherlock Holmes. Po
traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, Bruce Wayne, w przebraniu
rozprawia się ze złoczyńcami w swoim rodzinnym mieście jakim jest
Gotham City. Nie ma żadnych supermocy: jego bronią są intelekt,
sprawność fizyczna i niezwykłe gadżety, którymi są
nafaszerowane jego pojazdy na przykład. Jako jeden z najbogatszych
ludzi, może sobie na to pozwolić. Komiks ten doczekał się mnóstwa
adaptacji na potrzeby telewizji, czy kina i wraz ze Supermanem jest
jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów. Pozostając w
temacie Człowieka Nietoperza, całkiem niedawno trafiłem na
zupełnie nowe spojrzenie na tą – kanoniczną już postać. Jest
to komiks „Batman Metal. Batman, Który się Śmieje.”
O komiksie możemy przeczytać, że:
W serii „Batman Metal” Mroczny Rycerz stawił czoło drużynie
składającej się z koszmarnych wersji samego siebie. Każda z
postaci przybyła z innego świata mrocznego multiwersum, w których
Batman w jakiś sposób zboczył z superbohaterskiej ścieżki.
Większość koszmarnych Batmanów zginęła, ale pozostał jeden
wyjątkowy. Batman, Który się Śmieje. To Bruce Wayne, który stał
się Jokerem, szczerzący zęby socjopata dysponujący strategicznymi
umiejętnościami Batmana i sadystycznym poczuciem humoru Księcia
Klaunów. Aby powstrzymać najnowszy plan szaleńca, Batman będzie
musiał przechytrzyć samego siebie, połączyć siły z
niespodziewanymi sojusznikami, a być może nawet złamać jedną ze
swoich najważniejszych zasad. Przerażający mieszkaniec mrocznego
multiwersum jest najniebezpieczniejszym mistrzem zbrodni. Właśnie
pojawił się w Gotham, by zamienić dom Bruce’a Wayne’a w
inkubator zła. Nie jest sam.
Z jednej z tysięcy rozmaitych rzeczywistości mrocznego multiwersum
przybywa Ponury Rycerz. Bezwzględny pogromca złoczyńców jest w
stanie wykorzystać każdą broń ze swego arsenału, by zlikwidować
wybrane przez siebie cele. Dochodzi do wojny innej niż wszystkie –
do wojny Batmanów. Na linii ognia stają najbliżsi przyjaciele
Batmana, jego najgroźniejsi wrogowie i sobowtóry z innych światów.
Pozostaje tylko jedno pytanie: Kto będzie śmiał się ostatni?
Odpowiedź znajdziecie w tomie „Batman, Który Się Śmieje” –
przerażającej opowieści autorstwa jednego z najwybitniejszych
scenarzystów komisowych naszych czasów!
Najciekawsze postać z Batman Metal powraca. Tym razem dostała całą
własną miniserię. I chociaż nie jest to poziom „Batman Metal”,
a i kilka całkiem głupich pomysłów znalazło się w tym albumie,
warto go poznać, szczególnie kiedy lubi się Batmana i chce się
poznać jego zupełnie odmienne oblicze. Fabuła nie jest specjalnie
odkrywcza, bowiem mrocznych wersji znanych nam bohaterów od lat nie
brakuje. Jest jednak dynamiczna, pełna smaczków dla fanów i ma
ciekawy klimat. Niezła jest też szata graficzna. Jock to artysta
który operuje dość brudnym i prostym stylem. Stylem który pasuje
do snutej opowieści, jednak w połączeniu z kolorami nieszczególnie
udanym. A grafiki Risso naprawdę robią wrażenie. Polecam zatem.
Jest to pierwszy tom cyklu.
Do nabycia na stronie Egmont Polska.
czwartek, 14 maja 2020
Saga Winlandzka #6 Makoto Yukimura
/HANAMI/
Przede mną kolejny tom o wikingach i sądzę, że cała saga
rozkręca się na tyle, że kolejne części są coraz lepsze. Jak
czwarty tom był spokojny i niemalże bez akcji, to kolejne aż nią
kipią. I tak powinno być. Wątpię, że ci którzy żyli w tamtych
czasach ciągle tylko walczyli. Chwila odpoczynku też się należy.
O szóstym tomie możemy przeczytać, że:
Kanut wraca do Danii, by spotkać się z królem tego państwa, swoim
bratem. Natomiast na farmie Ketila wszystko się toczy swoim rytmem.
Thorfinn i Einar pracują w pocie czoła, wciąż marząc o
odzyskaniu wolności. Gdy Ketil wraz ze swoimi synami wyjeżdża do
stolicy, w okolicy jego majątku pojawia się zbiegły niewolnik...
?Saga Winlandzka? to epopeja, w której nie brak intryg, pokazanych z
rozmachem scen walk, berserków czy Jomswikingów, elitarnych
wojowników (niektórzy badacze twierdzą, że stacjonowali oni na
Wolinie!). To też barwne, nierzadko historyczne, postacie ?
Thorfinn, Askeladd, Floki czy Leif.
Saga... to świetna opowieść dla wszystkich miłośników komiksów
historycznych, fantasy i przygodowych. Coś realistycznego, ale i
typowo mangowego. Możecie liczyć więc na niesamowite przygody,
które kupią Was od pierwszego rozdziału i nie pozwalają odłożyć
komiksu przed finałem. Naprawdę, nie ma się co rozpisywać –
debatować nad każdym rysunkiem, czy słowem – przekonajcie się
sami.
Saga Winlandzka #5 Makoto Yukimura
/HANAMI/
Wikingowie od wieków rozpalają wyobraźnię, nie tylko zwykłych ludzi. Fascynacja tym walecznym ludem, wzięła się być może stąd, że żaden nie doczekał się tylu legend i mitów o swojej działalności co ten. Większość mocno podkolorowana, bowiem, kogo ciekawił by los grupy ludzi mieszkających sobie spokojnie w mroźnej krainie? Oczywiście sławne wyprawy łupieżcze miały miejsce, jednak nie były one aż tak częste, jakby mogło się wydawać. Oczywiście to bogate pole do popisu dla filmowców, który to temat wykorzystują we wszelkiego rodzaju filmach i serialach. Bowiem kto z nas nie słyszał o filmie"Długie łodzie Wikingów", czy najnowszym serialu"Wikingowie"? Książek oczywiście też jest od groma i nie tylko takich, które zajmują się naukowo tym ludem.
Jaki jest najlepszy komiks o wikingach? Można by sądzić, że będzie to któraś z europejskich sag takich jak „Thorgal” – którego przygody osobiście bardzo lubię – albo „Vei”, ale nie. To kwestia gustu, ale uważam że „Saga winlandzka” bije je wszystkie na głowę, pokazując że Japończycy nawet w tak odległych im tematach jak ludzi północy czują się jak ryba w wodzie i potrafią stworzyć coś, co na długo zapada w pamięci. Jednym słowem tworząc arcydzieło. Za mną już 5 tom cyklu. Z nowszych informacji może zainteresować wielbicieli sagi ta, że stworzono całkiem niedawno serial animowany bazujący na tej opowieści.
O tomie tym możemy przeczytać, że:
Los rzuca Thorfinna do Danii, gdzie jego życie jest zupełnie odmienne od tego, które wiódł do tej pory. Nie oznacza to jednak, że jest łatwiejsze czy przyjemniejsze, wręcz przeciwnie, tutaj też każdy dzień jest tak naprawdę dla bohatera niekończącą się walką ? nie tylko z innymi, ale również z samym sobą i demonami przeszłości.
Chwaląc tą mangę, warto też nadmienić o sporym tłumie postaci historycznych. Znakomicie zresztą oddanych i uchwyconych. A co ważne, całość ma niesamowity klimat, mroźny i mroczny, ale nie brak tu niemalże sielskich scen.
Ważnym elementem całości jest także jej dynamizm. „Saga Winlandzka”bliska jest pełnym akcji bitewniakom, ale jednocześnie pozostaje historycznie wierna i przekonująca. To dobra opowieść przygodowa, oferująca świetne tempo i dużo wrażeń. A także sporo widoków.
Genialnie zilustrowana, stanowi jeden z najciekawszych komiksów o wikingach w dziejach. Nic dziwnego, że stała się wielkim hitem i zarówno ona, jak i anime świetnie się przyjęło wśród odbiorców.
środa, 22 kwietnia 2020
Hitman. Tom 1 Garth Ennis, John McCrea
/EGMONT POLSKA/
przedpremierowo
Garth Ennis to twórca, o którym nawet ja słyszałem. „Kaznodzieja”, to jego najsłynniejsze dzieło, a przynajmniej ja kojarzę go najbardziej z tym tytułem. Całkiem niedawno zakończył się serial wzorowany na tym komiksie, ale jak wieść niesie niewiele wspólnego miał z tym dziełem. Tak czy inaczej, legendarny Ennis jest również twórcą serii „Hitman”, a wydawnictwo Egmont Polska, właśnie zaprezentowało nam pierwszy tom tej serii.
Z okładki możemy dowiedzieć się, że:
Pierwsza część opowieści o Tommyʼm Monaghanie, płatnym zbójcy z Gotham City, który w wyniku starcia z demonem zyskał supermoce – rentgenowski wzrok i telepatię. Jego specjalnością jest likwidowanie gangsterów i superłotrów. Ma jednak swój kodeks – nie zabija tych, których uzna za bohaterów. Z tego powodu, jak łatwo przewidzieć, sam stał się celem innych hitmanów. Jego działalność wzbudza również zainteresowanie obrońcy Gotham – Mrocznego Rycerza…
Twórca ten znany jest z tego, że jego opowieści są odpowiednio krwawe i wciągające, a jednocześnie nie raz kontrowersyjne. Tutaj zauważyłem zabawę schematami, spotkanie z bohaterami, których możemy kojarzyć. Świetna zabawa zapewniona – jeśli mogę zauważyć. Ogląda się także w miarę dobrze, bowiem rysunki w lekko kreskówkowym stylu doskonale oddają krajobrazy, czy sceny walk. Jednym słowem polecam.
Dotąd w Polsce wyszły dwa tomy , ledwie połowa zawartości tego tomu. Czytelnicy nigdy nie dostali całości, a przynajmniej u nas. Teraz jednak Egmont planuje wydać wszystko, więc jest na co czekać. Zatem czekamy.
Punisher Max- Tom 8 Steve Dillon, Jason Aaron
/EGMONT POLSKA/
przedpremierowo
Punisher pojawił się na świecie w 1974 roku. Wymyślony przez
dwójkę twórców, z miejsca stał się ulubieńcem rzeszy
czytelników. Frank Castle, bo tak właśnie nazywa się Punisher, to
weteran wojny w Wietnamie, który po stracie rodziny staje się
sędzią i katem w jednej osobie. Mści się na gangsterach którzy
pozbawili go rodziny, ale to dużo uproszczenie, bowiem osób które
zalazły mu za skórę jest zatrzęsienie. Na kanwie jego przygód
powstały, jak dotąd trzy filmy i jeden serial oraz liczne
nawiązania w innych komiksach. Całkiem się wciągnąłem w tą
serię, czego dowodem jest to, że mam za sobą ósmy już tom
przygód Franka. Tytuł jest zaskakujący „Punisher Max. tom 8” i tradycyjnie wyszedł on nakładem Egmont Polska.
O samym tytule możemy przeczytać, że:
Frank Castle, samozwańczy mściciel zwany Punisherem, od lat toczy
samotną walkę z nowojorskimi przestępcami. I robi to tak
bezwzględnie, że rodziny mafijne w końcu postanowiły zastawić na
niego pułapkę. Przynętą ma być szeregowy zbir Wilson Fisk,
niespodziewanie wyniesiony na stanowisko szefa wszystkich szefów, a
zabójcą – szalony strzelec wyborowy Bullseye. Obaj mają jednak
własne plany, a jeden z nich chciałby nade wszystko zrozumieć
Punishera… i być może zbliży się do tego bardziej niż
ktokolwiek wcześniej.
Podsumowując ten tom nie wnosi niczego odświeżającego do tej
serii. Castle lata jak nie przymierzając kot z pęcherzem i robi to,
do czego nas przyzwyczaił na przestrzeni tych lat. Czyli stara się
aby było krwawo i często widowiskowo. Ilustracje Dillona dają radę
i nie raz zatrzymywałem się dłużej przy którejś scenie aby
docenić jego kunszt. Więc jeśli fani Punishera nie mogą się
doczekać, to śmiało mogą sięgnąć i po tą część. Nie jest
powalająco, ale źle też nie jest.
Harleen Stjepan Šejić
/EGMONT POLSKA/
przedpremierowo
Harley Quinn – postać pojawiająca się w filmach i serialach,
których akcja dzieje się w mieście Batmana. Była lekarka, która
ogólnie mówiąc oszalała a w czynieniu zła niemalże przerosła
swego mistrza. Nigdy nie byłem zbytnim fanem tej antybohaterki,
jednak trafiłem na historię, która sprawiła że spojrzałem
inaczej na jej przeżycia. Chodzi tu oczywiście o słynne dzieło
„Harleen”, które nakładem wydawnictwa Egmont Polska, ukaże się
29 kwietnia.
Z okładki możemy
dowiedzieć się, że:
Młoda doktor
psychiatrii Harleen Quinzel jest bliska znalezienia lekarstwa na
szaleństwo nawiedzające Gotham City. Jednak musi najpierw udowodnić
swoją rewolucyjną teorię sceptycznie nastawionym autorytetom. Żeby
to osiągnąć, zagłębia się w zaburzone umysły najbardziej
niebezpiecznych więźniów Azylu Arkham. Coraz więcej czasu spędza
z obłąkanymi przestępcami, a im bardziej zbliża się do jednego
ze swoich pacjentów, tym mocniej oddala się od rzeczywistości.
Ta historia zagłębia
się w najmroczniejsze zakamarki umysłu bohaterki. Harley staje oko
w oko z najbardziej bezwzględnymi złoczyńcami w Gotham, co powinno
bardzo pomóc jej w badaniach, jednak pewna złośliwość losu
sprawia że zrobi to tylko Joker. To desperackie dążenie do
ukończenia pracy – nieustępliwe dążenie – przyczyniło się
do stworzenia postaci dalekiej od głupiej i kapryśnej Harley Quinn,
którą znamy chociażby z serialu. Jest to bardzo ciekawe podejście
do łańcucha wydarzeń, które przekształciły jeden z
najbłyskotliwszych umysłów Gotham City, w jeden z najbardziej
zdeprawowanych. Pełno tu interesujących psychologicznych zagadnień
oraz intryg, które prowadzą czytelnika w kierunku tragedii, która
– jak wiemy – czeka nas na końcu tej drogi.
Stjepan Šejic
potrafi w swoich obrazach oddać to co najbardziej lubię w
komiksach. Świetnie przedstawione wrażenie ruchu i wyraziste
postacie, które wydają się żywe, a nie wszyscy twórcy umieją to
przedstawić tak jakbym chciał zobaczyć. Ta historia ma wszystko
czego oczekuję od komiksu i dawno nie czytałem czegoś równie
dobrego. Jestem zachwycony i myślę że twórca trafi do wąskiego
grona moich ulubionych artystów, którzy tworzą trudną sztukę,
jaką jest komiks.
poniedziałek, 20 kwietnia 2020
Loteria Shirley Jackson, Miles Hyman
/MARGINESY/
Wreszcie zapoznałem się z publikacją, a raczej jej adaptacją
która wywołała niemałe zamieszanie, w roku w którym powstała.
Niedługi tekst który z miejsca uznano za kontrowersyjny i prawie
zakazano publikacji tegoż. Chodzi tu oczywiście o tytuł „Loteria”
amerykańskiej pisarki Shirley Jackson. Chociaż zapoznałem, to może
za dużo powiedziane, bowiem jest to „zaledwie powieść
graficzna”.
O publikacji możemy
przeczytać, że:
Małe, idylliczne
amerykańskie miasteczko, w którym wszyscy znają się po imieniu.
Każdego roku te imiona zapisywane są na kartkach i wkładane do
drewnianego pudełka. Tylko jedno zostanie wylosowane, ale w tej
loterii nikt nie chce być zwycięzcą...
I tyle. Jestem może
nieczuły, nie rozumiem zamysłu autora, ale zupełnie nie pojmuję
przesłania tego komiksu. Oszczędny w słowach, obrazy też jakoś
nie przemawiają do mnie. Sama treść opowiadania jest znakomita,
ale przekaz w formie „obrazków” zupełnie do mnie nie trafił.
Wnuk pisarki adaptował to opowiadanie, jednak jego adaptacja jest po
prostu nudna. Owszem okładka każe nam wierzyć że jest do
arcydzieło. Ale – jeszcze raz zaznaczam – cały czas chodzi o
tekst Jackson, nie o adaptację jej wnuka. Tak że podsumowując.
Opowiadanie tak, komiks nie.
sobota, 18 kwietnia 2020
Bibliotekarka z Auschwitz Antonio Iturbe
/WYDAWNICTWO LITERACKIE/
Bazując na II wojny światowej stworzono tyle różnego rodzaju
dzieł że nie sposób zaznajomić się z całością. To nie tylko
rozległe analizy, tego co doprowadziło do wybuchu tejże, ale i
powieści dziejące się w tamtych ciężkich czasach, czyli
dramatyczne losy ludzi. Ale także filmy dramaty, horrory, a nawet
komedie. Wymieniać można długo. Jednak najlepiej skupić się na
historiach, które są oparte na wspomnieniach osób, osobiście
zaangażowanych w ten koszmar. Jednak II wojna światowa to temat
rzeka. Całkiem niedawno skupiłem się na historiach, opisujących
życie i śmierć w obozach zagłady, a szczególnie w Auschwitz.
Kolejny tytuł opisujący historię, która bazuje na autentycznym
zdarzeniu to „Bibliotekarka z Auschwitz”.
O książce możemy
przeczytać, że:
Ma
zaledwie czternaście lat i wytatuowany na ręce numer 73 305. Dita
przyjechała do Auschwitz-Birkenau transportem z getta w Terezinie.
Razem z matką i ojcem trafiła do tak zwanego obozu rodzinnego. To
jedyne miejsce w „fabryce śmierci”, w którym dzieci i ich
rodzice mogą mieszkać razem. Jedyne, w którym działa tajna
szkoła, z niewidzialnymi tablicami i zeszytami, lekcjami
wypowiadanymi szeptem i przerywanymi, niczym dzwonkiem, brutalnymi
rewizjami. Ale książki są prawdziwe. Osiem rozlatujących się
tomów. Każdy na wagę ludzkiego życia. Najmniejsza biblioteka
świata. Dita została ich strażniczką, codziennie przenosi je do
bezpiecznej kryjówki, za każdym razem kładąc na szali własne
życie.
Byłaby to całkiem
interesująca powieść, gdyby opierała się tylko na wspomnieniach
Dity, bez upiększeń autora, który oczywiście musiał wtrącić
swoje trzy grosze. Lubię historie oparte na faktach, ale tutaj
pisarz zbyt daleko poszedł w swoją wyobraźnię, a Ditę zepchnął
niemalże na drugi plan. Świetnie się czyta, dlatego ocena wysoka,
jednak jest zbytnio „powieściowo”.
Transmigracja Timothy'ego Archera
/REBIS/
Philip.K.Dick, to jeden z najsłynniejszych twórców literatury
fantastycznonaukowej. Za życia-owszem znany, jednak dopiero po
swojej przedwczesnej śmierci zyskał szacunek i uznanie należące
mu się bez wątpienia. Kto nie słyszał o "Człowiek z
Wysokiego Zamku"-alternatywnej wizji świata, w którym to
hitlerowcy wygrali wojnę, a Stany Zjednoczone podzielone są na
strefy wpływów niemieckich i japońskich? Takich przykładów jest
wiele. Być może znany jest również z tego, że donosił na
naszego rodzimego pisarza, czyli Stanisława Lema, do FBI, twierdząc,
że pisarz ten to spisek komunistów, bowiem nikt nie może tworzyć
tak różnorodnych dzieł... Talentu mu jednak odmówić nie można.
Wydawnictwo Rebis właśnie wznowiło ostatnią powieść tego autora
„Transmigracja Timothy’ego Archera”. I uprzedzając jest to
powieść wyjątkowo pozbawiona „fantastyczności” - mimo tego
jest fantastyczna.
O samej opowieści możemy przeczytać, że:
Trudno o bardziej trafne podsumowanie życia i twórczości Philipa K. Dicka.
Transmigracja Timothy’ego Archera jest przepełniona śmiercią – wielce stosownie jak na ostatnią powieść. Problem w tym, że pięćdziesięciotrzyletni Dick nie chorował i nie miał podstaw, żeby się spodziewać rychłej śmierci. Stało się tak, że jego organizm – a to obejmuje również jego nadczułą psychikę – podyktował mu na zakończenie życia powieść o śmierci uwieńczoną znalezieniem świętego Graala. Bo biskup Archer wyrusza na ostatnią wyprawę w poszukiwaniu mądrości, a znajduje śmierć oraz współczucie bodhisattwy, czyli miłość. - Lech Jęczmyk, „Od tłumacza“.
Transmigracja Timothy’ego Archera jest przepełniona śmiercią – wielce stosownie jak na ostatnią powieść. Problem w tym, że pięćdziesięciotrzyletni Dick nie chorował i nie miał podstaw, żeby się spodziewać rychłej śmierci. Stało się tak, że jego organizm – a to obejmuje również jego nadczułą psychikę – podyktował mu na zakończenie życia powieść o śmierci uwieńczoną znalezieniem świętego Graala. Bo biskup Archer wyrusza na ostatnią wyprawę w poszukiwaniu mądrości, a znajduje śmierć oraz współczucie bodhisattwy, czyli miłość. - Lech Jęczmyk, „Od tłumacza“.
Podsumowując. Jeśli człowiek przyzwyczai się do tego, co może
oczekiwać od pisarza, którego powieści zna i ceni, trochę trudno
czyta się coś co odbiega od tego do czego nas przyzwyczaił. Tak
jest w przypadku „Transmigracji...”, bowiem trudno tutaj znaleźć
jakieś fantastyczne elementy. Owszem można je spotkać, jednak
tłumaczone są jako zaburzenia psychiczne. Ta publikacja to przede
wszystkim rozważania o śmierci, życiu, o poszukiwaniu Boga. I
nietypowo u tego autora – główna bohaterka to kobieta, w dodatku
zwracająca się bezpośrednio do czytelnika. Naprawdę nie
przypomina żadnej z poprzednich książek Dicka, mimo tego widać w
tym dziele jego rękę. Trudno to wytłumaczyć nawet, jeśli znacie
jego twórczość. Ta historia, mimo że trochę inna, odkrywa nowe
oblicze ulubionego pisarza. Mnie zafascynowała, dlatego polecam.
Atutem tego wydania są jak zwykle genialne rysunki Wojciecha
Siudmaka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Ewangelia według Orli Eoghan Walls
Są książki, które czyta się szybko i zapomina tydzień później. Są też takie, które zostają jak dziwny sen — niby niewyraźny, ale wraca nagl...















