środa, 6 maja 2026

Pierwszy rycerz. Bat-Man Perkins Mike Jurgens Dan

 




Batman powstał pod koniec lat 30 jako bohater opowieści detektywistycznych: superbohaterska odpowiedź na Sherlocka Holmesa, łącząca w sobie kilka postaci, estetyk itp. Z tym, że w tych latach 30 estetyka i realia owych czasów były po prostu realiami, które znali czytelnicy z dnia codziennego. Upiększonymi na potrzeby komiksu, ujętymi w bardziej łagodny sposób, ale jednak realiami i nie było potrzeby ich eksponowania czy szczególnego wykorzystywania, bo nie stanowiły dodatkowego atutu. Teraz jednak mamy inne czasy i ten retroklimat to spory plus, a Dan Jurgens, legendarny scenarzysta, który dał nam między innymi „Śmierć Supermana”, wziął na warsztat nie tylko początki kariery Batmana, ale też te realia czasu, w których przyszło mu karierę zaczynać. W efekcie dostajemy bardzo ciekawy kryminał noire z odrobiną superbohaterszczyzny, który znakomicie wykorzystuje zarówno samą postać, czasy, historię i to czego oczekujemy najbardziej czyli dobrą zagadkę, niosącą całość.




Tyle było już komiksów o początkach Batmana i nie ma chyba sensu wymieniać ich wszystkich. Mieliśmy sporo po polsku, jeszcze więcej w naszym kraju się zapewne nie ukazało, rzecz w tym, że różni twórcy przez wiele długich lat dokładali swoje trzy grosze, próbując nam pokazać jak wyglądały te wczesne lata działalności herosa. Czasem przenoszono go do innych realiów, osadzano akcją na przykład w wiktoriańskich klimatach czy skupiano się na tym, by dopowiedzieć, jak na początku wyglądały pewne aspekty jego działalności. Tutaj Jurgens idzie w zupełnie innym kierunku: on wykorzystuje nie tylko początki działalności Batmana ,ale też realia w jakich te się zaczynały/ Mając jednak dystans do tamtych czasów i szerszą perspektywę, temat zgłębia z różnych stron. Jego opowieść jest brudna bliska ulicy, ciemnym brudnym, szemranym zaułkom i ludziom. Tu nie ma upiększania. Gotham końca lat 30 to miejsce niebezpieczne, brudne, pełne przestępstw, ale też i paniki. Co prawda wojna w Europie nawet jeszcze się nie zaczęła, ale naziści już teraz wywołują strach także w Ameryce. Na tle tego wszystkiego dzieje się zaś seria morderstw polityków dokonywana… właśnie przez kogo? dlaczego? Tego musi się dowiedzieć zarówno Gordon jak i Batman. No i czytelnicy.




I cała akcja komiksu to właśnie taka detektywistyczna opowieść, wypełniona jednak ciągłymi tej akcji zwrotami, szybkim tempem i solidną dawką wydarzeń. Bywa krwawo, bywa brutalnie, twórcy nie unikają ukazywania nam detali chociażby odciętych głów ofiar, a całość choć ma wymiar rozrywkowy jednocześnie stara się pozostać jak najbardziej wierna historycznie i realistyczna, a co za tym idzie jest też w pewnym sensie ciężka i mroczna, depresyjna, można rzec. Świetnie narysowana pozostaje opowieścią w której cienie czerń i cała mnóstwo detali budują niesamowity klimat. Klimat tamtych czasów, klimat opowieści noir, klimat dobrych kryminalnych historii o Batmanie, który porusza się w mroku, który straszy, który ma w sobie coś z horroru, coś z miejskiej legendy (to ostatnie jest zresztą bardzo wyraźnie podkreślone), ale przede wszystkim pozostaje detektywem.




Świetnie wszystko to podkreślają nam rysunki. Mroczne, realistyczne, pełne detali, cieni, czerni i znakomitego uchwycenia realiów historycznych, jak i po prostu gatunkowych. Pięknie to wygląda, jest mocne, trafiające do czytelnika i robiące wrażenie. Tak samo zresztą jak wydanie w twardej oprawie, w powiększonym formacie, który pozwala nam się cieszyć tą historią i przepięknie wygląda na półce. Dużo było po polsku komiksów o Batmanie, dużo ich mamy w ostatnich latach: klasyki w grubych tomach, współczesnych serii kontynuowanych przez kolejnych artystów, pojedynczych albumów, mniej lub bardziej kultowych, a jednak historii takiej jak „Pierwszy rycerz” - tak dobrej tak świetnie poprowadzonej i mającej na siebie własny pomysł  - od lat nie było.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ewangelia według Orli Eoghan Walls

 Są książki, które czyta się szybko i zapomina tydzień później. Są też takie, które zostają jak dziwny sen — niby niewyraźny, ale wraca nagl...