środa, 12 lipca 2023

Beniamin i Beniamina Rene Goscinny, Albert Uderzo

 



Co tu dużo mówić, ta seria to Goscinny i Uderzo w pełnej krasie. Wszystko to, co u nich lubicie, znajdziecie właśnie tu. Prosto, szybko, z humorem, satyrą i dojrzałością. Świetna rzecz dla całej rodziny. Minusy? właściwie jeden - to seria, w której wkraczamy do opowieści kontynuowanej już przez duet autorów, a przejętej przez nich po poprzednikach. A seria to specyficzna, gdzie nie wiemy o bohaterach właściwie nic, co czasem bywa dziwne. Ale i tak całość jest znakomita, genialnie zilustrowana i pięknie wydana, z masą dodatków i w ogóle wszystkim, co najlepsze. Bierzcie w ciemno, na pewno się nie zawiedziecie. Ten duet sprawi, że spędzicie kilka miłych chwil na dobrej zabawie.


JLA. Wieża Babel Mark Waid, Devin Grayson, D. Curtis Johnson

 


Amerykańska Liga  Sprawiedliwości nigdy nie należała do moich ulubionych organizacji, jednak coś tam o niej słyszałem. Tak że nie mogłem przegapić tytułu „Wieża Babel”.


O albumie możemy przeczytać, że:

Ziemię nęka tajemnicza plaga. Wszystkie języki zastąpił bełkot. Gdy komunikacja stała się niemożliwa, na świecie wybuchła panika. Liga usiłuje uzdrowić sytuację... ale okazuje się, że to jeden z bohaterów mógł przyłożyć rękę do katastrofy. Czy za ogarniający planetę chaos naprawdę odpowiada członek Ligi? Czy drużyna przetrzyma tak wielką zdradę?




„Wieża Babel” to całkiem fajny komiks o Batku. Niby Liga Sprawiedliwości, ale to Batman wiedzie tu pierwsze skrzypce. A całość, porównywana czasem do Szklanej pułapki, jest udanym komiksem akcji, z dobrym pomysłem i reperkusjami na przyszłość. Dzieje się tu sporo i szybko. Komiks dobrze pokazuje na co stać Batmana i jakim mógłby być zagrożeniem dla innych, gdyby coś poszło nie tak. I tylko szata graficzna wrażenia nie robi, ale co począć, mogło być gorzej, choć i tak super się tego nie ogląda.

Tykko z pustyni (Wydanie zbiorcze) Christophe Arleston, Mélanie "Mélanÿn" Turpyn

 


Uwielbiam fantastyczne światy, w których na każdym kroku czeka jakaś niespodzianka. Światy zamieszkałe przez niezwykłe stworzenia, te dobre i te odrażające. Pełne magii, w których technologia cierpi na zastój, a bez swej magii mieszkańcy zapewne nie wiedzieliby co robić.

Mnóstwo jest takich krain, a ja mam szczególną radość gdy odkrywam kolejną i przekonuję się, że przypomina mi inne, już poznane, a jednak inne. Taką krainą, która z miejsca stała się jedną z moich ulubionych jest Troy. A kolejna historia, dziejąca się w tym rozległym świecie to „Tykko z pustyni”.



O komiksie możemy przeczytać, że:

Album zawiera komplet trzech tomów historii rozgrywającej się w pustynnej krainie Delpont trzy tysiące lat przed czasami Lanfeusta. Nastoletni Tykko pracuje w stajni karawanseraju. Marzy o wygraniu Wyścigu Trzynastu Plemion, jednak los szykuje dla niego znacznie większą przyszłość. Przeżyje przygody, podczas których zobaczy owiane legendą pradawne miasto, stanie oko w oko z potworami, a przede wszystkim pozna tajemnicę zaniku magii w krainie wielkich piasków. Czy uda mu się wypełnić misję, do której został powołany w snach? 


Może nie jest to Lanfeust, jednak i tak bawiłem się świetnie. Ta historia dzieje się trochę wcześniej, jednak jej cel jest taki sam. Bawić czytelnika. Robi to całkiem dobrze. Nie tylko samą opowieścią ale też dobrymi rysunkami. W ogóle podoba mi się styl rysunków tej serii. A samych treści, dziejących się w tym wszechświecie jest całkiem sporo i jest nikła nadzieja, że zapoznam się kiedyś z całością. Czego życzę i innym wielbicielom tej krainy.

Superman Action Comics. Nadejście Świata Wojny. Tom 1 Phillip Kennedy Johnson


 Całkiem niedawno zapoznałem się z kolejną wariacją na temat losów Supermana. Ten kosmita nie może mieć chwili spokoju. Teraz grozi mu utrata wszystkich  mocy, z których – oczywiście – jest najbardziej znany. A komiks nosi tytuł „Superman. Nadejście świata wojny”.


O komiksie możemy przeczytać, że:

Kiedy uszkodzony statek kosmiczny ze Świata Wojny po niebezpiecznej podróży dolatuje na Ziemię, Superman musi znaleźć odpowiedzi na niepokojące go pytania. Jaka jest tożsamość tajemniczych uciekinierów i co ich łączy z planetą Krypton? Czy we wszechświecie żyją inni Kryptonijczycy? 

W tym samym czasie naukowcy z Atlantydy badają wrak statku ze Świata Wojny... i dokonują szokującego odkrycia, które może zmienić równowagę sił na Ziemi! 




Jednak wolę klasyczne komiksy o naszym kosmicie, który pracuje sobie jako dziennikarz i jeśli jest w okularach nikt nawet nie pozna, że to bohater, którego wielbią tłumy. Zbyt dużo i naraz – tak można podsumować ten tytuł. Nie mogę odmówić historii tego, że jest wciągająca, ale miejscami nie wiedziałem o czy właśnie czytam. Być może umknął mi jakiś event? Nie wiem, jednak trochę mi przeszkadzały te niewiadome, być może widoczne tylko dla mnie. Ilustracje za to są całkiem udane i świetnie oddają nie tylko spokojne sytuacje ale i te pełne akcji, a tych jest zdecydowanie więcej. 

Empireum Ewing Al Slott Dan Schiti Valerio Izaakse Sean

 


Skrullowie znowu atakują. Najpierw poznaliśmy „Tajną inwazję”, teraz przyszła pora na „Empireum”.



O komiksie możemy przeczytać, że:

Zaciekła rywalizacja pomiędzy kosmicznymi imperiami Kree i Skrulli nieraz sprowadzała zagładę na całe planety i odmieniała losy uniwersum Marvela. Teraz byli wrogowie łączą siły pod berłem władcy, którego nikt się nie spodziewał. Nie są jednak w stanie zapobiec nowemu międzygalaktycznemu konfliktowi, którego centrum jest… Ziemia! Czy superbohaterowie z Avengers i Fantastycznej Czwórki zdołają ocalić naszą planetę?



Kolejny komiks w którym akcja pędzi, bez oglądania się na siebie. Prawie nie nadążałem z obracaniem stron tego albumu. Dzieje się tu bardzo dużo. Co znakomicie widać w ilustracjach. Pełne są ruchu i czasami aż wychodzą do czytelnika. Dużo by pisać. Sami się przekonajcie. A jako fan wszelkiego rodzaju kosmitów, jestem na tak. Same wydarzenia także są przedstawione ciekawie i przejrzyście, to chyba jeden z niewielu komiksów, z którymi nie miałem problemu w rodzaju „o co tu chodzi”.

niedziela, 11 czerwca 2023

Tajna Inwazja Leinil Francis Yu, Brian Michael Bendis

 


Wielkimi krokami zbliża się premiera serialu „Tajna inwazja”, więc Egmont postanowił nam przypomnieć komiks, na którym serial będzie się opierał. Znakomity pomysł, bo event jest całkiem dobry i warto się z nim zaznajomić. 


O komiksie możemy przeczytać, że:

Zmiennokształtni obcy z kosmosu, zwani Skrullami, podstępem przeniknęli do najpotężniejszych organizacji chroniących bezpieczeństwo Ziemi. Nikt już nie wie, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem – pod maską każdego superbohatera może się ukrywać kosmiczny złoczyńca! Czy przez ten wszechobecny brak zaufania ziemscy herosi pokonają się sami? I czego naprawdę pragną Skrulle? Oczywiście poza inwazją na pełną skalę, która… właśnie się rozpoczęła! 


Event dobry i ważny, ale czegoś mu brakuje aby określić go bardzo dobrym. Tak naprawdę, to tylko podstawowa miniseria, część wielkiej całości, poprowadzona tak dynamicznie, że na fabułę nie ma tu miejsca. Czyta się to szybko, lekko i przyjemnie ale potencjał tematu nie został niestety w pełni wykorzystany. Nadal udany to komiks, bardzo ładnie narysowany, ale nic poza tym. Wyrazista gęsta kreska i dużo detali sprawia, że znakomicie to się ogląda. Kadry są bogato wypełnione i ze świetnym kolorem. Oglądać to można jak dobry kinowy megahit.

Batman. Stan strachu. James Tynion IV

 


Kolejny Batman za mną. Po jakimś czasie można się przekonać, że coraz dziwniejsze te opowieści. Nie są złe, ale Batman nie jest już tym klasycznym Batmanem, do którego przekonało się tylu wielbicieli komiksów. „Batman. Stan strachu” to kolejna opowieść z innej beczki.



O albumie tym możemy przeczytać, że:

Strach na Wróble przystępuje do realizacji ostatniej fazy swojego planu, a Magistrat dzięki burmistrzowi Nakano zyskuje niemal całkowitą władzę w mieście. W Gotham panuje coraz większy chaos, policja jest praktycznie bezradna, nawet Oracle i batrodzina nie są w stanie zapanować na tym, co dzieje się na ulicach. Jeśli Batman i jego sojusznicy nie zdołają pokrzyżować planów Stracha na Wróble oraz pokonać Simona Sainta i jego armii robotów, wszystkich mieszkańców Gotham czeka przerażająca przemiana.



Całkiem ciekawa opowieść, która powinna zainteresować każdego. Ciekawie zarysowane postacie, sporo wątków, intryga, prawie że kryminał. Graficznie też całkiem udanie, tak że mogę stwierdzić że warto sięgnąć i po ten album. Na pewno nie będzie to czas stracony.

Avengers. Era Khonshu. Jason Aaron



 Avengers, to grupa bohaterów stworzona przez studio Marvela, w odpowiedzi na Justice League z konkurencyjnego studia DC.Nie znam się zbytnio na komiksach, jak to wielokrotnie powtarzałem, ale nawet ja kojarzę niektórych z tych bohaterów. A Marvel Fresh to zupełnie nowe spojrzenie na tą grupę superbohaterów. Czasem jest ciekawie, a czasem durnowato. W Marvel Fresh znajdziemy także komiks „Avengers. Era Khonshu”.



O albumie możemy przeczytać, że:

Tony Stark, uwięziony w epoce lodowcowej, traci nie tylko swoje cudowne wynalazki, ale i zmysły. Czy po zachodzie słońca, w godzinie diabła, utraci również duszę? Tymczasem we współczesności Avengers zmagają ze swoim byłym sprzymierzeńcem – groźniejszym od wszystkich wrogów! To przez niego na całym świecie ożywają mumie, a ich tajemnicze armie maszerują przy świetle księżyca od Wakandy po Nowy Jork, zwiastując świt nowej ery – ery Khonshu! 



Trochę efekciarsko, jednak jak już się zagłębimy w całą opowieść zaczynamy doceniać całą tą historię. Bohaterów jest oczywiście całkiem sporo, ale zważywszy na to że to avengersi to nie potykamy się aż tak często o kolejnego. Największy plus tego dzieła to oczywiście świetne grafiki, oddają nie tylko sceny akcji ale i spokojniejsze sytuacje, których tutaj jest jednak niewiele. Ołówek, akcja! I mamy komiks Era Khonshu. Czy warto? Przekonajcie się sami.

Amerykański Wampir 1976. Tom 9 Snyder Scott Albuquerque Rafael

 


Nigdy nie przepadałem za jakże chodliwym towarem, jakim jest bez wątpienia wampir. Osławione istoty, które żyją tylko po to aby – dosłownie – napsuć swoim ofiarom trochę krwi. Jednak i ja mam swoje ulubione opowieści z tego rozległego gatunku. „Wywiad z wampirem”, czy „Blade” to tylko wyjątki od reguły. Ostatnio, chcąc sobie przypomnieć o co chodzi w tym lepszych opowieściach o wąpierzach, sięgnąłem po komiks „Amerykański wampir. 1976”. A jest to już dziewiąty tom cyklu.



O albumie możemy przeczytać, że:

Jest rok 1976 i Ameryka chwieje się w posadach. Obywatele nie ufają rządowi, wszędzie panuje paranoja, a sam diabeł planuje rozpętać piekło na ziemi – akurat na dwusetną rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych. Amerykański Wampir Skinner Sweet też nie najlepiej się miewa. Minęło dziesięć lat od dnia, gdy ostatni bohaterski wyczyn pozbawił go nieśmiertelności. Skinner skończył już z walką i zamierza odejść z hukiem – w istocie jest bliższy śmierci niż kiedykolwiek, gdy dawna protegowana, Pearl Preston, zdradza mu kuszący sekret, aby zachęcić Sweeta do jeszcze jednej misji: zdobycia niezwykłej broni, która pomoże ocalić świat i – być może – przywróci mu dawne moce. 



Fajna seria i fajny tom. To już trochę nie to, taki powrót po latach nie wyszedł aż tak dobrze, jak powinien ale nadal warto. Rzecz całkiem dobrze łączy historię, tematy społeczne, zmiany zachodzące w Ameryce i horror, który jest tylko pretekstem dla całej reszty. Mamy więc sporo akcji, niezły klimat i rysunki, które w swym brudzie graficznym wypadają całkiem nieźle, ale czegoś im brakuje. Wniosek? Przyjemny komiks, ale potencjał miał znacznie większy.

Krasnoludy. Redwin z Bractwa Kuźni Nicolas Jarry Pierre-Denis Goux

 



Od dawna lubię historię fantasy i z chęcią odkrywam nowe których jeszcze nie poznałem. Jedna z takich opowieści rozgrywa się w świecie Akwilonu. Poznałem właśnie pierwszy tom, noszący tytuł „Krasnoludy. Redwin z Bractwa Kuźni”. I jest to oczywiście komiks.



O komiksie tym możemy przeczytać, że:

Tom pierwszy opowiada o Redwinie, niepokonanym w dziesiątkach pojedynków największym z krasnoludzkich wojowników. Teraz czeka go walka, która zdecyduje o przyszłości krain napadniętych przez hordy ożywionych trupów. Redwin wspomina swoją trudną i pełną goryczy drogę na szczyt sławy. Ma już dość przelewania krwi, czy znajdzie więc siłę na stawienie czoła przerażającemu wrogowi? 


Nie mam żadnych zastrzeżeń. Świetnie opowiedziana, z fajnymi bohaterami. Że nie wspomnę o znakomitych rysunkach, które, dosłownie nas przenoszą do Akwilonu. Polecam, zapewne sięgnę też po kolejne tomy cyklu.

czwartek, 25 maja 2023

Zagłada Gotham Mike Mignola Pace Richard

 


Batman i mitologia Lovecrafta się lubią. Skąd, jak nie z jego prozy zaczerpnięta została nazwa azylu Arkham? W końcu więc musiał spotkać się też z czymś jeszcze mocniej z Lovecraftem się kojarzącym. I to spotkanie mamy właśnie w tym tomie, inspirowanym „Zagładą Sarnathu”. I to tomie bardzo dobrym, choć po Mignoli można by się spodziewać więcej.


O komiksie możemy przeczytać, że:

Gotham, rok 1928. Minęło dwadzieścia lat, odkąd szaleniec zamordował rodziców młodego Bruce’a Wayne’a, spadkobiercy jednej z najstarszych fortun w mieście. Wkrótce potem Bruce uciekł przed rzezią Gotham i głosem ostrzegającym go, by przygotował się na nadchodzący świat. Teraz Bruce Wayne powrócił. A za nim wróciło piekło... 


Mike Mignola, twórca „Hellboya” i spec od horrorów i mitów wszelkiej maści, tym razem ogranicza się do roli scenarzysty. Bierze sobie jednak do pomocy współscenarzystę, a także operującego podobnym stylem rysownika. I myślę, że gdyby zrobił ten komiks solo, wyszedłby o wiele lepiej. Nadal jednak jest bardzo dobrze, na poziomie legendarnego, wydanego przez TM-Semic zeszytu „Sanctum”. Akcja, mrok, dużo nawiązań i bardzo przyjemny klimat. Nieźle to wszystko jest zilustrowane i sprawdza się zarówno, jako wariacja na temat Batmana, jak i Lovecrafta, a bardzo ładne wydanie pozwala lepiej cieszyć się tą opowieścią. Oby tak wznowiono jeszcze kilka jej podobnych – choćby „Gotham w świetle lamp gazowych”.

Ewangelia według Orli Eoghan Walls

 Są książki, które czyta się szybko i zapomina tydzień później. Są też takie, które zostają jak dziwny sen — niby niewyraźny, ale wraca nagl...