czwartek, 29 listopada 2018

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga James R. Hansen



/WIELKA LITERA/

Można by rzec, że Juliusz Verne, był pierwszym człowiekiem, który postawił stopę na Księżycu, że nie wspomnę o panu Twardowskim, który do dzisiaj mieszka na naszym satelicie. Minęło sporo lat, a ludzie nadal zwracali głowę ku górze. Postanowiono wyruszyć w tą podróż, zaczynając od drobnych kroków w kosmosie, a pierwszymi podróżnikami były zwierzęta, jak chociażby pies Łajka i inne.
Ale myśl – aby to człowiek - postawił nogę na innym obiekcie kosmicznym, nadal przyświecała naukowcom. Wszyscy wspominają – tą najważniejszą datę w historii ludzkości. A był 20 lipca 1969 roku, a znamienne słowa wypowiedział oczywiście Neil Armstrong.
Książka „Pierwszy człowiek” opowiada właśnie o nim i jego drodze ku gwiazdom – że się tak górnolotnie wyrażę.

Z okładki możemy się dowiedzieć, że:
Jego legenda rozpoczęła się w 20 lipca 1969 roku, gdy jako dowódca misji Apollo 11 stanął na Księżycu i wypowiedział słynne zdanie:
„To jest mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”.
Spokojny i bezpretensjonalny. Choć to on dowodził załogą, która podjęła pierwszą daleką wyprawę w kosmos, nie lubił być nazywany „Pierwszym Człowiekiem” i zawsze podkreślał, że misja była zespołową pracą ponad 400 tysięcy Amerykanów. Dumny z roli, jaką odegrał, nigdy nie przekuł jej w maszynkę do zarabiania pieniędzy.
Fascynująca biografia, która pokazuje nie tylko życie Armstronga, ale i wartość jego dokonań dla całej ludzkości. Poznajemy człowieka zaangażowanego, pełnego poświęcenia, pewnego siebie i stanowczego, ale zawsze szanującego innych, lojalnego i skromnego optymistę, który unikał rozgłosu.
To fascynująca i ponadczasowa opowieść o potędze ludzkiego umysłu i sile wytrwałości.

Podsumowując, książka ta to fascynujący obraz życia człowieka, który konsekwentnie dążył do realizacji swoich marzeń. Jak wspomniano, także wytrwałość i upór doprowadziły Neila na szczyt.
Całkiem niedawno czytałem wspomnienia naszego kosmonauty, czyli generała Hermaszewskiego i jest tam fragment, mówiący o tym, że nasz człowiek w Kosmosie na pokład wziął - między innymi -
zdjęcie Breżniewa, czy Gierka – oficjalnie- a także kartkę z ulubionymi tytułami powieści. Ciekawi mnie co osobistego na pokład zabrał Armstrong. Chyba że to przegapiłem czytając tą biografię.
Polecam wszystkim tym, którzy interesują się najważniejszymi dokonaniami człowieka. To także przekrój przez ostatnie 50 lat. Na podstawie tej publikacji – całkiem niedawno – w kinach zagościł film pod tym samym tytułem.

Hawkeye kontra Deadpool Gerry Duggan, Matteo Lolli


/EGMONT POLSKA/

Superbohaterowie Marvela tym różnią się od zwykłych ludzi, że posiadają jakieś umiejętności ogólnie uznane za niezwykłe. A ich przygody fascynują praktycznie każdego fana komiksu. Jednak nie wszyscy bohaterowie ze stajni marvelowskiej, to superludzie, którzy bez swych mocy byliby nikim. Są też tacy, którzy są kim są dzięki swoim talentom. Można tu wymienić na przykład Hawkeye’a, który jest po prostu znakomitym łucznikiem. A z drugiej strony mamy takiego Deadpoola, który robi co chce, bowiem jego niezwykła moc regeneracyjna załatwia wszystkie niemal problemy. Jednego z tych bohaterów, można rzec że toleruję, jednak ten drugi mnie irytuje.
A co by było, gdyby te dwie osoby spotkały się na jednej scenie? I o tym właśnie opowiada „Hawkeye kontra Deadpool”.

Z okładki możemy dowiedzieć się że:
Cukierek albo psikus! Halloween na Brooklynie może oznaczać tylko jedno – awantura czai się tuż za rogiem! Czyżby po nowojorskich ulicach przechadzali się złoczyńcy przebrani za śmiałków? Czarna Kotka zamierza wykraść tajne akta ujawniające tożsamość agentów SHIELD. Pomóc miał jej w tym młody haker Jeremy Ellsden, który w ostatniej chwili postanowił odwrócić się od swojej mocodawczyni. Halloweenowa atmosfera nie będzie jednak sprzyjała jego wiarygodności, a konsekwencje okażą się najgorsze z możliwych. Tak rozpoczyna się historia krótkiej współpracy Hawkeye’a z Deadpoolem. Czy to w ogóle możliwe? Czy Deadpool i Hawkeye zdążą odzyskać akta, zanim te wpadną w ręce Czarnej Kotki, czy raczej pozabijają się nawzajem?  Zachęcam do lektury.

Podsumowując.
Komiks ten całkiem znośnie się czyta, jednak jak dla mnie Deadpool jest strasznie irytujący. Jego żarty, czy słowne utarczki robią się coraz bardziej nużące, a to sprawia - że przynajmniej mi - trudno było przebrnąć przez niektóre strony. A sam tytuł wprowadza w błąd. Coś „kontra”, kojarzy mi się z przeciwnikami, a tutaj nasi bohaterowie współpracują. Ale może się mylę. Pomijając Wilsona i jego męczącą osobę, dzieło to – jak już wspominałem – powinno się wszystkim spodobać. I pewnie miłośnikom Deadpoola bardziej niż innym. Sama intryga o liście agentów i próba odwrócenia zła jest trochę przewidywalna, nie ma praktycznie zaskoczenia, gdy już dobrniemy do napisów końcowych.
Jeśli miałbym wskazać jakąś scenę, która szczególnie przypadła mi do gustu – to niestety rozczaruję. Nie utkwiła mi żadna w pamięci. Ten komiks jest rzadkim przykładem tego, że całość sprawia takie samo wrażenie. Jest poprawnie, ale zaznaczam – tylko dla mnie.

Autorem scenariusza jest Gerry Duggan, z rysunkami Matteo Lollego i Jacopo Campagniego.

Komiks w miękkiej oprawie do nabycia na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

Lanfeust w Kosmosie. Tom drugi Christophe Arleston, Didier Tarquin



/EGMONT POLSKA/

Uwielbiam fantastyczne światy, w których na każdym kroku czeka jakaś niespodzianka. Światy zamieszkałe przez niezwykłe stworzenia, te dobre i te odrażające. Pełne magii, w których technologia cierpi na zastój, a bez swej magii mieszkańcy zapewne nie wiedzieliby co robić.
Mnóstwo jest takich krain, a ja mam szczególną radość gdy odkrywam kolejną i przekonuję się, że przypomina mi inne, już poznane, a jednak inne. Trafiłem właśnie na kolejną-do której- dzięki temu, że znajduje się ona na kartach komiksu, mogłem też zajrzeć. Chodzi tu oczywiście o Lanfeusta i jego przygody w odmętach kosmosy, czy jak kto woli Kosmosu. Pierwszy raz trafiłem na dzieło, w którym tak wyraźnie pokazano granice między technologią, a czymś co można nazwać z grubsza magią.
Nie przedłużając – przedstawiam tom drugi przygód młodzieńca i jego przyjaciół.

O drugim tomie okładka mówi, że:
Dokończenie przygodowo-humorystycznej serii o międzygwiezdnych przygodach Lanfeusta. Heros z prowincjonalnej planety Troy i jego przyjaciele zagubili się nie tylko w kosmosie, ale i w czasie. Młodzieniec, mądry Shlimak i piękna Dżin przenoszą się w odległą przeszłość, żeby zdobyć bakterię gawlax, dzięki której będą mogli pokonać podstępnego Fatacelsjusza. Z kolei ukochana Lanfeusta, C’ixi, przedostaje się na Meirrion, najbogatszą planetę galaktyki. Jak poradzi sobie w tym centrum interesów, spisków i walki o władzę? I czy bohaterowie zdołają ochronić wszechświat przed żądzą władzy istoty ukrywającej się w ciele księcia Dheluu?  Zachęcam do lektury.

Słowem podsumowania, chciałbym zaznaczyć że nie słyszałem wcześniej o tym bohaterze, ani o jego perypetiach. Dopiero jego wojaże kosmiczne wpadły w moje ręce. Sam komiks jest niezwykle dynamicznie narysowany i z każdą sceną przekonujemy się, że twórcom wyszło dzieło interesujące i wciągające. Nawet nie znając wcześniejszych przygód można się przekonać do tej historii.
Mnie najbardziej zainteresowała relacja między Lanfeustem, a jego synem, którego nie widział lat parę. A nawet nie wiedział o jego istnieniu. Jak zbudować relację z kimś, kto wygląda na osobę w podobnym wieku jak ty? Te podróże w czasie…
Zamykając moją krótką opinię, mogę stwierdzić że polecam całą serię, a nawet skuszę się na dalsze przygody Lanfeusta, zwłaszcza że Egmont ma w planach wydanie Odysei Lanfeusta.


Autorem scenariusza jest znany francuski twórca Christophe Arleston. A najważniejszą rzeczą w komiksie – czyli rysunkami(które będę tak nazywał dla uproszczenia) zajął się Didier Tarquin, który stworzył także resztę świata w którym żyje nasz przyjaciel.

Komiks w twardej oprawie można nabyć na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

Transmetropolitan - Tom 3 Warren Ellis, Darick Robertson


/EGMONT POLSKA/

Transhumanistyczny komiks. Któż słyszał o czymś takim? Transhumanistyczny, to znaczy taki, w którym nauka jest wykorzystywana, aby poprawić ludzkie osiągi, czy niedoskonałości ciała. To przede wszystkim nanotechnologia i biotechnologia, wykorzystywane w poczuciu działania dla dobra rodzaju ludzkiego. Bardzo to skomplikowane, ale sprowadza się do działań mających z ludzi uczynić prawie że bogów. W takim świecie, w którym technologia jest prawie magią żyje niegdyś słynny dziennikarz Pająk Jeruzalem.

O komiksie możemy przeczytać że:
Trzeci tom cyberpunkowej, transhumanistycznej serii autorstwa Warrena Ellisa z rysunkami Daricka Robertsona. Historia dziennikarza śledczego Pająka Jeruzalema i jego walki o przetrwanie w Mieście, w którym, za swoje publikacje w „Słowie”, jest z równą zaciekłością kochany i nienawidzony. Od momentu objęcia urzędu przez nowego prezydenta Pająk ma prawdziwe kłopoty. Uśmiechnięty poprzysiągł go zniszczyć. A wcześniej całkowicie skompromitować. W Mieście, w którym wszystko można kupić, ukraść lub wyprodukować, tylko Prawda jest towarem deficytowym, a Jeruzalem jest jedynym człowiekiem, który zdecydował się utrzymać ją na rynku – bez względu na cenę. 

Jak podsumować ten komiks, zachęcając potencjalnych czytelników do sięgnięcia po to dzieło, skoro sam mam z tym problem? Nie chodzi o to, że nie polecam tego dzieła. Przeciwnie – uważam ten komiks, za jeden z ciekawszych, pośród tych po które czasem sięgam. Jednak mam problem z wyrażeniem swoich przemyśleń o tym dziele. Sam twórca, jest znany nawet mnie- bowiem jak często podkreślam, za znawcę komiksów nie mogę uchodzić. Jednak jego historia zawarta w tym konkretnym komiksie, jest zbyt dziwna nawet dla mnie. Dlatego sami się przekonajcie. Być może jeszcze nie czas dla mnie na takie historie. A jeszcze na okładce widzę rekomendację – lub jak kto woli – fragment recenzji, że dzieło to trafi do inteligentnego czytelnika. Hmm. Polecam jednak, bowiem sama historia jest na tyle ciekawa, że chce się wiedzieć co będzie dalej.

Jak już wspomniałem autorem tego komiksu jest Warren Ellis, którego kojarzę z dzieła „Avengers. Wojna bez granic”. Rysunki zaś są dziełem Daricka Robertsona.

Komiks w twardej oprawie do nabycia na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

Punisher Max - Tom 5 Garth Ennis, Goran Parlov i inni...


/EGMONT POLSKA/

Punisher, którego wszyscy znają doskonale, nie cofnie się przed niczym aby wyrwać jak chwasty podłych rzezimieszków. Jego postać jest jedną z ulubionych w universum Marvela. Co przełożyło się oczywiście na popularność jego przygód. Filmy i serial, który czeka właśnie na premierę drugiego sezonu. Jest co oglądać, a do czytania też się coś znajdzie. Dlatego, jako że jestem po lekturze czterech tomów jego przygód, idąc za ciosem sięgnąłem i po piątą część. A co znajdziemy przewracając stronice tego - dosyć obszernego - woluminu?

Tym razem mamy szansę poznać lepiej samego Barrakudę – który jak większość wie jest najzagorzalszym przeciwnikiem Franka. Castle nawet nie przypuszcza co szykuje dla niego jego wróg, a największą zagadką będzie odkrycie kto stoi za wynajęciem zabójcy. A walka będzie doprawdy nierówna, a to przy Punisherze wypada naprawdę dziwnie. Przekonajcie się sami.

Będąc już trochę zaznajomiony z Punisherem i jego sposobami działania, stwierdzam, że tutaj wszystko jest niemalże inaczej, niż można by się spodziewać. Zasługa ta leży pewnie po stronie samego Ennisa i jego niewyczerpanej wyobraźni. A i rysunki są całkiem realistyczne i czasem ma się wrażenie jakby się oglądało zdjęcia, a nie rysunek. A te stworzyli Goran Parlov i Howard Chaykin.

Myślę że można polecić ten komiks wszystkim tym, którzy jeszcze nie mieli szczęścia poznać przygód Franka. Mam wrażenie że ten zbiór jest mniej krwawy od poprzednich, a nawet nie zawaham się napisać, że miejscami nudnawy. Jednak nie mogę powiedzieć, żeby minusy przysłoniły mi plusy, bo tych ostatnich jest znacznie więcej. Krótkim podsumowaniem mogę rzec że polecam. Punisher, to bohater, którego warto poznać.

Komiks w twardej oprawie do nabycia na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

Ex Machina. Tom 2 Tony Harris, Brian K. Vaughan

/EGMONT POLSKA/

Vertigo, to-jeśli wierzyć Wikipedii imprint DC Comics, specjalizujący się w wydawaniu komiksów dla dorosłych, utrzymywanych najczęściej w konwencji science fiction, fantasy, czy horroru. Najsłynniejsze serie wydawane, pod tym szyldem, to-oprócz  "Kaznodziei", "Sandman”, czy „Saga o potworze z bagien”.
Ja całkiem niedawno trafiłem na drugi tom zbiorczego wydania komiksu  "Ex Machina" , który także wpisuje się w tą - nazwijmy to - serię.

A jest to opowieść o pewnym człowieku, który – po pewnym dziwnym wypadku – zaczyna dosłownie słyszeć wszelkie urządzenia mechaniczne i prawie zawsze może im wydawać polecenia. Tym samym świat zyskał nowego superbohatera. Jednak po pewnym czasie Mitchell ujawnia swoją tożsamość, a startując w wyborach na burmistrza Nowego Jorku wygrywa z miażdżącą przewagą.

Po wydarzeniach z poprzedniej części, wydaje się że jedyne zmartwienia naszego przyjaciela, to zarządzanie wielkim miastem, nieżyczliwi dziennikarze i zwykli szaleńcy. Jednak zaczyna się to zmieniać, kiedy miastem wstrząsa seria zamachów terrorystycznych, a także pojawienie się osobnika, który zdaje się posiadać podobną moc co Mitchell. Czy burmistrz zdejmie z kołka kostium Potężnej Machiny? Przekonajcie się sami.

Komiks ten jest dziełem samego Briana K. Vaughana twórcy „Y – ostatni z mężczyzn”, a to podobno dzieło wyjątkowe. Nie znam tego, ale wypada wierzyć tym, którzy różnego rodzaju komiksy traktują niemalże jak świętą księgę.
W tym zbiorczym wydaniu nie znalazłem sceny, która szczególnie przypadła by mi do gustu. Po prostu ta historia przemawia do mnie w całości. Jedyne czego nie znoszę to ciągłe retrospekcje, a tego jest tutaj mnóstwo. Poza tym jest naprawdę wciągająco i ciekawie.

Z a scenariusz odpowiada – jak wspomniałem Vaughan, a rysunkami zajął się Tony Harris, który jest także współtwórcą serii, a także Chris Sprouse. Wstępem opatrzyli – jeszcze wtedy bracia Wachowscy.

Komiks w twardej oprawie do nabycia na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

Daredevil - Nieustraszony, tom 6 Ed Brubaker, Michael Lark i inni...



/EGMONT POLSKA/

Daredevil zaistniał w wyobraźni czytelników już w 1964 roku, za sprawą Stana Lee i Billa Everetta.
Jak się dowiedziałem, chciano stworzyć postać, która miałaby jakąś znaczącą wadę-w tym przypadku-bohater jest niewidomy. Obawiano się reakcji osób z podobnym problemem, jednak ich opinie były więcej niż pozytywne. Murdock, który jest od dzieciństwa niewidomy pracuje jako adwokat, w najgorszej dzielnicy NY, zwanej Hell Kitchen, a nocami walczy z przestępczością w stroju diabła. Mimo utraty wzroku, nic nie wskazuje na to że jest w jakimś stopniu niepełnosprawny, bowiem jego zmysły są bardzo wyostrzone, a typowa biała laska, to także niezłe narzędzie do walki wręcz. Daredevil przede wszystkim planuje zemścić się na zabójcach swojego ojca-boksera. Z różnym skutkiem mu to wychodzi, w zależności kto akurat pisał scenariusz do jego przygód.
Pokłosiem popularności komiksu jest także film, oraz serial – który ja osobiście bardzo lubię.
W tej całej – całkiem niezłej rozrywce, jaką są przygody Murdocka, doszedłem już do szóstego tomu. A o czym opowiada ta część?

Nasz przyjaciel jest nieco przybity, tym co przydarzyło się jego zonie(chociaż słowo „przybity” nie oddaje ogromu jego cierpień). Do Nowego Jorku wraca zagorzały wróg Daredevila, który zawiązuje pewien sojusz, aby wreszcie pozbyć się „problemu”. Na dokładkę, ktoś po kim nie należało się spodziewać niczego dobrego, proponuje adwokatowi pak, a pewien człowiek „radośnie” przyznaje się do zbrodni, której nie popełnił. Luke Cage prosi Murdocka o pomoc. Ale czy Daredevil potrafi jeszcze wrócić do normalnego – jak na niego – życia? Przekonajcie się sami.

Tak jak i w poprzednich tomach możemy się co nieco dowiedzieć nie tylko o samym Murdocku, ale i o Hell’s Kitchen, czy jego antagonistach. Mamy także możliwość spotkania z osobnikami, których znamy skądś, ale nie bardzo wiem skąd. Jak na przykład Luke Cage, którego po czasie skojarzyłem, jako bohatera pewnego serialu, który to serial także powstał na podstawie komiksu. Człowiek uczy się całe życie, ale czasem te informacje są jak siódma woda po kisielu, czyli do niczego nie potrzebna/

Jeśli miałbym wymienić scenę, która najbardziej przypadła mi do gustu – niestety nie mogę tego zrobić. Ta część jakoś całościowo do mnie przemawia. Jest niezwykle pesymistyczna i praktycznie człowiek czuje, że to wszystko dąży do jakiegoś niezbyt dobrego końca. Ale można się pomylić, co daje rozeznanie,w tym, jak niektórzy odbierają zwykłą historyjkę obrazkową. Mogę polecić tą opowieść, ale zakończenie nieco mnie zawiodło. Być może kiedyś się dowiem jak to się dalej potoczyło.

Do nabycia na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

Jeremi Przybora małoletnim i stuletnim


/EGMONT POLSKA/

Jeremi Przybora to człowiek legenda. Na jego tekstach wychowało się kilka pokoleń słuchaczy. Współtwórca Kabaretu Starszych Panów. Aktor, pisarz, poeta, krytyk. Mało kto wie, że za namową Grzegorza Wasowskiego Przybora dokonał adaptacji kilkunastu najbardziej znanych bajek, które w formie książkowej mam właśnie przed sobą.
„Jeremi Przybora. Małoletnim i stuletnim”.

O książce możemy dowiedzieć się że:
Zapraszamy do lektury najpopularniejszych baśni świata opowiedzianych na nowo przez samego Jeremiego Przyborę. Szesnaście klasycznych tekstów, wśród nich między innymi:
• Zakochany kundel
• Piotruś Pan
• Herkules
• Piękna i Bestia
• Alladyn 
• Alicja w Krainie Czarów
• Robin Hood
• Królewna Śnieżka
zyskało zupełnie nowe interpretacje.

Mistrz słowa, Jeremi Przybora, zachwyca swoimi wersjami znanych baśni. Jego język, pełen polotu i fantazji sprawia, że z opowieści wydobywane jest to, co najpiękniejsze. Baśnie pełne są przepięknych neologizmów i określeń chwytających za serce. I tak na przykład w „Zakochanym kundlu” właścicielami Lady zostali Jim Serdeńko i jego żona Słonko. Piotruś Pan zabiera Wendy i jej braciszka do Niebywalencji. Alicja z Krainy Czarów wylabirynciła się szczęśliwie z labiryntu, a jak zmalała, to nie przejęła się za bardzo, bo wiedziała, że w końcu zdużeje.


Jak mawiała moja znajoma „cudeńko”. Najzabawniejsze baśnie jakie czytałem kiedykolwiek. Mistrz w swoich opowieściach przeznaczonych dla rzekomo małoletnich czytelników, puszcza oko i do dorosłego odbiorcy. Jego opowieści mimo że znane, w jego wykonaniu nabierają głębi i odbieramy je zupełnie inaczej. Postaci tu przedstawione przez pana Przyborę stają się naszymi dobrymi znajomymi, a wszystko to przez miana które twórca nadał bohaterom. Chociażby wspomniana już Niebywalencja. Albo sytuacja w „Małej syrence”, w której rak Sebastian zapytuje króla Trytona, czy jeśli dzieci Arielki będą niegrzeczne, będzie je mógł uszczypać w pupę. Albo wylewna pani Imbryk z baśni „Piękna i bestia”, z której przy byle okazji wylewała się herbata, wprost do zręcznie podstawiającej się filiżanki. I o wiele więcej.

Całość jest pięknie wydana w twardej oprawie, z pięknymi ilustracjami pochodzącymi z filmów Disneya. Baśnie te powstały 20 lat temu, ale nadal zachwycają interpretacją. Polecam gorąco każdemu, a takie wydanie będzie znakomitym prezentem dla każdego, szczególnie że Święta za progiem, a gwiazdkowe prezenty same się nie zrobią... Ja – jakbym nie miał swojego egzemplarza także bym taki chciał.

Do nabycia na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

Lou! Codziennik Julien Neel


/EGMONT POLSKA/

W serii „Komiksy są super!” wydawnictwo Egmont Polska publikuje pełne humoru, świetnie narysowane i mądre komiksy dla dzieci. Zazwyczaj są to bestsellery europejskiego rynku wydawniczego. Teraz te historie trafiają do polskiego czytelnika. W tym cyklu ukazał się również komiks noszący tytuł „Lou! Codziennik”. 
Twórcą jest Julien Neel, który za ten komiks, a raczej serię zdobył główne nagrody na festiwalu komiksowym w 2005 i 2010 roku. A sama seria cieszy się sporą popularnością, nie tylko wśród młodych czytelników – to trzeba zaznaczyć. A o czym opowiada ta historia?

Jest to opowieść o Lou – która ma 10 lat i mieszka ze swoją mama, w pewnym mieści. Jej rodzicielka – co ważne – jest pisarką – a co jeszcze ważniejsze – pisze głównie powieści, które można określić jako science fiction. Najlepszą przyjaciółką Lou jest Mina. Dziewczyna ma – jak większość młodych ludzi – problemy ze wstawaniem, uważa że nikt jej nie rozumie. Zaś jej matka, walczy z brakiem weny, a przy okazji poznaje pewnego Richarda… Zachęcam do lektury.

Otwierając ten komiks nie spodziewałem się, że będzie on tak ciekawy. Zabawny i w pewnym stopniu wzruszający. W przystępny sposób ukazuje problemy, z jakimi mierzyć się musi zapewne każda dziewczynka. A dodatkowo matka głównej bohaterki jest nieco zwariowana, a zaś jej matka jest po prostu boska. Trzeba to przeczytać, żeby wiedzieć o czym mówię. Mimo że jest to publikacja typowo młodzieżowa, wcale tego nie odczułem. Pisarz doskonale rozumie młodych i umie to pokazać w uroczy sposób. Swego czasu czytałem mnóstwo pozycji, ogólnie należących do literatury młodzieżowej, ale tutaj mamy komiks, który przemawia nie tylko słowem, ale i obrazem. Pozostaje mi polecić.

Do nabycia na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

Ernest i Rebeka - Mój kumpel mikrob. Wyd. zbiorcze tom 1 Guillaume Bianco, Antonello Dalena

/EGMONT POLSKA/

W serii „Komiksy są super!” wydawnictwo Egmont Polska publikuje pełne humoru, świetnie narysowane i mądre komiksy dla dzieci. Zazwyczaj są to bestsellery europejskiego rynku wydawniczego. Teraz te historie trafiają do polskiego czytelnika. W tym cyklu ukazał się również komiks noszący tytuł „Ernest i Rebeka. Mój przyjaciel mikrob”.
Pomysłodawcą tego komiksu, jest francuski scenarzysta Guillaume Bianco, który wraz  z Antonello Dalena stworzył dzieło, które zdobyło główną nagrodę w 2013, na pewnym festiwalu komiksowym.

Główna bohaterka, to Rebeka, która, jako że często choruje dużo czasu spędza w domu. Jednak nie jest to przyjemne chorowanie(jak często dzieci sądzą), bowiem jej rodzice kłócą się coraz częściej, a nad rodziną zawisa groźba rozwodu. Na szczęście w życiu Rebeki pojawia się przyjaciel, którym jest mikrob Ernest. Razem z nim dziewczynka przeżyje mnóstwo przygód, a będąc na wakacjach pozna także znaczenie szczęśliwego życia. Zachęcam do lektury.

Zabawna, wzruszająca, poruszająca istotne problemy historia. Dziewczynka próbująca sobie poradzić ze sytuacja, w której znajduje się niestety mnóstwo dzieci. Ale wcale przez to nie traci swojej radości życia. Nigdy nie pomyślałbym, że wzruszy mnie komiks o mikrobie i jego dzielnej przyjaciółce. Świetna rzecz, którą polecam wszystkim. Nie tylko młodym czytelnikom. W przygotowaniu na rynek polski kolejne zbiorcze wydanie.

Do nabycia na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

środa, 21 listopada 2018

Studio Tańca - wyd. zbiorcze tom 1 Beka, Crip


/EGMONT POLSKA/

W serii „Komiksy są super!” wydawnictwo Egmont Polska publikuje pełne humoru, świetnie narysowane i mądre komiksy dla dzieci. Zazwyczaj są to bestsellery europejskiego rynku wydawniczego. Teraz te historie trafiają do polskiego czytelnika. W tym cyklu ukazał się również komiks noszący tytuł”Studio tańca”.


Z okładki możemy dowiedzieć się, że:
Humorystyczna seria komiksowa o świecie tańca! Komiks opowiada o przygodach Julii, Lusi i Alii, trzech dziewcząt z college'u, które uczą się tańca w Studio Danse. Uczęszczają na zajęcia z klasycznego baletu i modern-jazzu, a także tańców afrykańskich. Na co dzień mierzą się z trudami treningów, muszą dbać o formę, a także wymyślać własne choreografie. Podkochują się w jednym z nauczycieli i przeżywają zauroczenia kolegami tańczącymi hip-hop. Starają się sprytnie godzić szkolne obowiązki z zajęciami w studio tańca. Scenki z ich życia pełne są humoru i wielu zabawnych sytuacji.  

Słowem podsumowania – seria ta powinna trafić przede wszystkim w gusta dziewczynek. Pełne humoru perypetie dzieci, które kochają tańczyć. Pierwsze miłości, niepowodzenia, a nawet intrygi.
Wszystko ujęte w krótkie historyjki pokazujące od zaplecza szkołę jazdy. Ciekawie wyglądają sceny, w których dowiadujemy się co dziewczynki będą przedstawiać. Zmienia się sceneria, a na koniec widzimy premierę sztuki. A sam komiks został sprzedany w paru milionach egzemplarzy. Ciekawe, czy i u nas znajdzie swoich wielbicieli. Myślę że tak. Polecam zatem uwadze.

Do nabycia na stronie Egmont Polska.

Ewangelia według Orli Eoghan Walls

 Są książki, które czyta się szybko i zapomina tydzień później. Są też takie, które zostają jak dziwny sen — niby niewyraźny, ale wraca nagl...