czwartek, 7 czerwca 2018

Excalibur Bernard Cornwell



Nadeszła pora pożegnania z bohaterami trylogii arturiańskiej. Ostatni tom właśnie przeczytany i ze względu na to, że zżyłem się z postaciami tych książek, trudno ją odłożyć na półkę. Cornwell stworzył na nowo legendę o Arturze. Nowość tej historii polega na braku w niej magii, którą utożsamiamy z Arturem, Camelotem, czy samym Excaliburem. Jednak to nie zmienia faktu, że jest to jeden z najlepszych cykli jaki przeczytałem od dawna-w swojej kategorii.
A czego możemy się dowiedzieć z ostatniego tomu "Excalibur"?

Derfel nadal jest przewodnikiem który oprowadza nas po tamtym świecie. Ten były niewolnik, staje się z czasem najbliższym przyjacielem Artura, a jego opowieść pochodzi-można by rzec- z pierwszej ręki. Widzimy naszego władce, który nadal nie otrząsnął się po zdradzie Ginewry. Jego walka z saksońskim najeźdźcą przybiera na sile, a jednocześnie próbuje on zjednoczyć nadal zwaśnione krainy Brytanii. Na szczęście ma on do pomocy wielkiego Merlina, A Excalibur wreszcie zostanie użyty do tego, do czego został stworzony. Zachęcam do lektury.

Finałowy tom sprawił, że na dłuższy czas straciłem kontakt z rzeczywistością. Duża tu zasługa autora, jego genialne przedstawienie zagrożeń, które w tej części są szczególnie widoczne, a także dylematy które nękają bohaterów. To już nie są beztroscy rycerze z pierwszej części. To pełnokrwiści rycerze, dla których honor to rzecz święta, a walka z wrogiem to coś na co czekali całe życie.

Pisarz świetnie przedstawił tamte czasy wraz z pogańskimi rytuałami, ekspansję chrześcijaństwa, życie prostych ludzi, i tych do których zapukało przeznaczenie. Mimo tego-że jak pisałem-w tej trylogii magia Camelotu praktycznie nie występuje, autorowi udało się zachować tą tajemniczość, zaklętą w legendzie o Arturze. Autor jako historyk świetnie także ukazał świat w którym przyszło żyć bohaterom, w taki sposób, że przenosimy się w tamten odległy świat, w którym rycerze bronili słabszych, dbali o swój honor, a także wiedzieli czym jest poświęcenie.
Polecam szczerze całą trylogię.



Pieśń krwi Trylogia Kruczy Cień (tom 1) Anthony Ryan



Tak się dziwnie złożyło, że trafiłem ostatnio na debiut pisarza, którego twórczość znam i całkiem mi się podobają jego wizje fantastycznych światów. Wydana przez samego pisarza książka, zyskała taką popularność, że o prawo do jej wydania wydawnictwa niemalże się biły, jeśli wierzyć opisom na okładce. A poznałem tego autora za sprawą świetnej fantasy”Ogień przebudzenia”, w której smoki odgrywają bardzo ważną rolę.
Chodzi oczywiście o autora który zwie się Anthony Ryan i uważam że jest to jeden z najciekawszych pisarzy ostatnich lat, przynajmniej dla mnie.
A debiut tego twórcy, który mnie zainteresował, to pierwszy tom trylogii Kruczy Cień, a nosi on tytuł”Pieśń krwi” A o czym jest ta historia?

Opowiada ona o pewnym chłopcu, który trafia da zakonu, w którym podobni do niego-pod okiem mnichów-uczą się technik walki oraz tego jak przetrwać w głuszy. Chłopak ma początkowo opory, jednak po pewnym czasie staje się jednym z najlepszych uczniów, jacy gościli w klasztorze. Jednocześnie dowiaduje się o tym-że być może-jego przeznaczeniem jest poprowadzenie ludu do walki z nieprzyjacielem, który nie jest z tego świata. Wraz z przyjaciółmi stara się czynić wszystko, aby jego misja nie poszła na marne, a jednocześnie chce odciąć się od swojego ojca który jest słynnym Lordem Bitew. Los Wojownika Wiary jest pełen wyrzeczeń, jednak czas pokaże, czy te wyrzeczenia przyniosą nagrodę. Zachęcam do lektury.

Anthony Ryan stworzył księgę, którą mimo obszerności czyta się jednym tchem. Mnisi ze swoimi zasadami, tajemnicze zakony, zdrady, bitwy, szczęk broni, pojedynki-czyli to wszystko co czyni książkę wartą uwagi. A jeszcze bohaterowie którym można kibicować, bardzo ciekawy świat, którego los zależy oczywiście od Vaelina i o wiele więcej.
Sam zakon przypominał mi trochę fabułę powieści”Czerwona siostra”. Kto czytał, niech sam zobaczy, czy te podobieństwa rzeczywiście występują.
Mam przed sobą jeszcze dwa-równie obszerne-tomy, jestem bardzo ciekaw jak potoczą się losy moich przyjaciół… Polecam szczerze całą trylogię.
Dodatkowo książka zawiera mapę świata, w którym przyszło żyć naszym bohaterom.


środa, 6 czerwca 2018

Clifton. Wyd. zbiorcze Tom1 Bob de Groot, Bernard Dumont



/EGMONT POLSKA/

Clifton, to belgijska seria komiksów, zapoczątkowana już w 1959 roku. Opowiada ona o emerytowanym pułkowniku brytyjskiego wywiadu, który mimo emerytury przyjmuje zlecenia od rządu i często jako detektyw-amator rozwiązuje skomplikowane sprawy nie tylko kryminalne. Pełna humoru seria zyskała uznanie na całym świecie a i u nas zdobyła wiernych fanów.
Pierwszy zbiorczy tom zawiera cztery historie, a autorem rysunków do nich jest słynny Bedu, autor Hugo.
A o czym opowiadają te historyjki?
Clifton jako dowódca skautowskiej grupy musi uratować swojego podopiecznego z rąk porywaczy zanim będzie za późno.
W kolejnej Clifton opowiada o sprawie, którą rozwiązał będąc jeszcze w szkole, a także dowiadujemy się co robił kiedy wybuchła wojna.
„Uszkodzona pamięć” opowiada o człowieku który, jak zdradza tytuł stracił pamięć. Nasz pułkownik stara się pomóc tej osobie, a na jaw wychodzą pewne sprawy nie zbyt korzystne dla naszego asa.
Ostatni historia przedstawia naszego detektywa na planie filmowym. Film ma opowiadać o życiu pułkownika, jednak ktoś za wszelką cenę nie chce dopuścić do tego, aby film powstał. Przekonajcie się sami.

Podsumowując, komiks ten to doskonały przykład na to, jak stworzyć sympatyczną postać, której przygody sprawiają wiele radości. Jednym z plusów tej serii jest oczywiście przedstawienie w wyolbrzymionej formie stereotypów na temat brytyjskich słabostek, z herbatką o piątej na czele.
Całość jest urocza i czyta się ten album z prawdziwą przyjemnością.
Co do rysunków Bedu stworzył świetny album, a kolejne plansze, wywołują tylko uśmiech na twarzy. Mnie całość bardzo się podobała i czekam na inne równie udane publikacje.
Komiks w twardej oprawie można nabyć na stronie Wydawnictwa Egmont Polska.

Bug Enki Bilal



/EGMONT POLSKA/

Internet, czym jest zapewne wie każdy z nas. Gigantyczna sieć, w której można znaleźć informacje praktycznie na każdy temat, nie licząc ciemnej strony tej sieci. Biliony wiadomości, tysiące użytkowników, którzy nie wyobrażają sobie jednego dnia bez choćby zajrzenia w bezmiary internetu. A co jeśliby cała sieć i wszystkie z nią powiązania zniknęły pewnego dnia? Nie tylko wszelkiego rodzaju informacje, ale i awaria urządzeń które w jakimś stopniu pobierają także dane z sieci.

BUG definicja:
Z języka angielskiego: pluskwa, owad, robactwo.
W żargonie informatycznym: usterka programu, błąd oprogramowania, powodujący jego nieprawidłowe działania.

W 2041 roku stało się to czego ludzkość nawet nie przewidywała. Jednego dnia znika całkowicie cała sieć internetowa. Wszelkie zgromadzone tam informacje, te bez których ludzie mogą się obyć i te niezwykle ważne. Spadają samoloty, nie działają windy, umierają ludzie z zaawansowanymi rozrusznikami serca. Chaos, panika, morderstwa, kradzieże, początki anarchii. Wydaje się, że ludzkość właśnie cofnęła się do średniowiecza. Wydarza się jednak coś, co zmienia stan rzeczy. Na stacji kosmicznej znajduje się człowiek zainfekowany tajemniczym robalem, a jednocześnie jego mózg otrzymuje wszelką wiedzą zawartą w internecie. Wie wszystko i już wkrótce przekona się, że aby zyskać tą wiedzę, wielkie mocarstwa będą gotowe na wszystko aby ją pozyskać. Przekonajcie się połowicznie, bowiem jest to dopiero pierwszy tom serii.

„BUG”to komiks który mnie pozytywnie zaskoczył. Nie tylko całkiem prawdopodobną historią, ale i pięknymi rysunkami. Może daleko im do realności, ale w jakiś sposób oddają tą tajemnicę i zagrożenia wynikające z zaistniałej sytuacji.

Bohater który chce wrócić na Ziemię do swojej córki. Wielkie korporacje, źli i prawi ludzie. Świetnie przedstawiony świat, nie tak odległej przyszłości. Bardzo to wszystko ciekawe i mam nadzieję na dalsze równie interesujące części.

Autorem scenariusza i rysunków jest Enki Bilal, który wykonał naprawdę świetną robotę. Komiks na polski, z języka francuskiego przełożył Wojciech Birek.
Komiks można nabyć na stronie wydawnictwa Egmont Polska.

Gwiezdny wyścig-gra planszowa



/FOX GAMES/

Chociaż żyjemy w dobie komputeryzacji, a młodzi ludzie stawiają na rozrywkę cyfrową, wciąż na naszym rynku nie brak bardziej tradycyjnych gier. A skoro są wydawane coraz to nowsze, widocznie jest na nie popyt. I dobrze, bo takie gry jak żadne inne uczą nas planowania, trenują naszą pamięć, ale przede wszystkim są doskonałą rozrywką, nie rzadko dla całej rodziny. Więc wypada znać, a jak wspomniałem, jest tego tyle, że doprawdy każdy znajdzie coś dla siebie-a to najważniejsze.
W tych grach, wybija się ponad przeciętność jedna, która mi szczególnie przypadła do gustu. Fantastyczna opowieść, która jest wstępem do interesującej rozgrywki. Jak możemy dowiedzieć się z pudełka:

Gwiezdny wyścig to planszowa gra blefu polegająca na zagrywaniu kart akcji i właściwym przesuwaniu poszczególnych żetonów (lub grup żetonów) na planszy w taki sposób, aby zakończyć rundę będąc na najlepiej punktowanej pozycji na planszy. Gracze nie znają żetonów swoich przeciwników muszą więc nie dać się odkryć oraz spróbować zgadnąć żetony innych.
Stary Świat, jaki znali nasi przodkowie, przestał istnieć. Ludzkość dawno opuściła układ słoneczny i wyruszyła w drogę ku nowym gwiazdom. Międzyplanetarne korporacje, założone z myślą o przetrwaniu ziemskiej cywilizacji, stały się jedyną szansą na przetrwanie ludzkości. Brak własnej floty statków sprawił jednak, że walka między nimi rozgorzała na dobre… gwiezdny wyścig właśnie się rozpoczął. Tak narodziła się nowa era i nowe reguły rządzące w kosmosie.
Stań na czele jednej z czterech korporacji i poprowadź flotę statków należącą do trzech niezależnych ras: Terran, Balnearii oraz Krystallin w wyprawach na odległe planety.
Tylko z ich pomocą uda ci się przemierzyć galaktykę i zaopatrzyć planety w technologię swojej korporacji.
Wylosuj 2 karty Misji, aby wynająć swoje Statki.
Zagrywaj karty Akcji i wpływaj na wynik wyścigu przesuwając Statki na planszy. Oddalaj je lub przybliżaj do planety, zamieniaj miejscami i zrealizuj swój plan podboju kosmosu. Pamiętaj, że w gwiezdnych wyprawach przeszkadzać ci będą pozostałe korporacje.
Tylko jeden statek może dotrzeć do planety!
Czy będzie to statek wynajęty przez twoją korporację?




Elementy gry:
44 karty Akcji, po 11 w każdym kolorze
9 kart Misji
9 znaczników Statków, po 3 dla każdej rasy
9 plastikowych podstawek pod znaczniki Statków
4 dwustronne żetony punktacji, po 1 w każdym kolorze
1 żeton punktacji „+120”
1 plansza kosmosu
4 dwustronne żetony planet
4 dwustronne żetony Patrolu
1 instrukcja
Autor: Guillaume Fournier
Ilustracje: Tomek Larek
Wiek graczy: 8+
Liczba graczy: 2–4 graczy
Długość rozgrywki: 20 minut



Gra opowiadająca świetną historię, a jednocześnie ucząca nas planowania. Istotnym elementem jest tu także blef i nasza pamięć. Nie znamy ruchów naszych przeciwników, a nawet swoich. Jednak kiedy gra się rozpocznie, wystarczy zapamiętać poszczególne etapy, aby nasza podróż przez kosmos zakończyła się wygraną. Polecam tą grę starszym graczom, chociaż młodsi także powinni mieć z tej gry pożytek.

Rurka wodna-gra kafelkowa


/FOX GAMES/

Teraz mamy taką piękną pogodę, że jedyne rozwiązanie to siedzieć sobie w chłodzie, popijać napój z lodem i czytać interesującą powieść. Inną opcją jest odwiedzenie jakiegoś wodnego parku, w którym na okrągło można się chłodzić do woli, a człowiekowi nie chce się wracać do domu. Na szczęście wakacje blisko więc takie rozrywki nie są tylko nierealnymi marzeniami, ale całkiem interesującymi planami na przyszłość. Aby więc nie tęsknić za bardzo za rozrywkami takiego parku, warto zagrać w grę „Rurka wodna”. Jak się możemy dowiedzieć z opisu na pudełku:

Wizyta w parku wodnym bez zjazdu rurą się nie liczy. Każdy to wie. W tej grze budujecie właśnie taką rurę. Najlepiej jak najdłuższą, to chyba jasne!
Frajda dla całej rodziny, emocje i bardzo szybkie tempo gwarantowane.
Jesteście gotowi? To wskakujcie do „Rurki wodnej”!
Rurka wodna to kafelkowa gra, w której gracze budują jak najdłuższy zjazd zjeżdżalni. Wygra ten, kto jednym ślizgiem zaliczy najdłuższą trasę w wielkim parku wodnym. Gracze po kolei dokładają elementy zjeżdżalni i poruszają się po niej pionkami.
Rurka wodna to szybkie tempo i frajda dla całej rodziny, a wśród licznych zalet, cechują ją:
    • proste zasady
    • lubiany przez graczy, kafelkowy mechanizm budowania planszy


Elementy gry:
    • kafelki z elementami zjeżdżalni (29 odcinków zwykłych,  7 kafelków superrurek, 3 kafelki z symbolami akcji, 1 kafelek wjazdu do tunelu),
    • 1 kafelek startowy,
    • 3 duże kafelki atrakcji,
    • 1 kafelek wyjazdu z tunelu,
    • 4 kafelki ratowników,
    • 6 pionków,
    • 6 kart graczy,
    • 18 żetonów premii,
    • instrukcja.
Autorzy: Sam-goo, Evan Song
Ilustracje: Christophe Swal, Tomek Larek
Wiek graczy: 7+
Liczba graczy: 2–6 graczy


Podsumowując, doskonała rozrywka dla całej rodziny. Śmiechu jest co niemiara, a dążenie do tego, aby nasza zjeżdżalnia była najdłuższa jest naprawdę świetną zabawą. Każdy w tej grze odkryje coś dla siebie, a dzieci uczą się jeszcze planowania i takiego ustawienia, aby ich konstrukcja wygrała. Polecam wszystkim.

Czarodziejski labirynt


/ZIELONA SOWA/

Ostatnimi czasy bardzo chętnie sięgam po gry planszowe. W zalewie komputerowych dziwactw, które noszą szumną nazwę gier, sięgając po grę na starym dobrym kartonie-wiem czego się spodziewać. Szczególnie gry dla dzieci cieszą oko niesamowitą grafiką, tysiącem kolorów oraz porywającą rozrywką.
Takie gry dostarczają nie tylko rozrywki, ale i uczą spostrzegawczości, planowania, ale nie tylko.
Uczą także zapamiętywania oraz poszerzają wiedzę dziecka.
Jednym z takich przykładów jest gra”Czarodziejski labirynt”.

Czeka Cię ryzykowna i kręta droga, która prowadzi przez magiczny, zielony labirynt. Jednak bądź ostrożny! Nie wpadnij w dzikie pnącza, bo o zdobyciu skarbu będziesz mógł zapomnieć…

„Czarodziejski labirynt” to ciekawa gra jednoosobowa (możliwy również wariant dwuosobowy), w której liczy się spostrzegawczość, umiejętność dobrego planowania i zdolność logicznego myślenia. Gracz wciela się w czarownicę lub czarodzieja. Aby wygrać, trzeba zdobyć skarb. W tym celu przekręca się lub przestawia kafelki tak, aby utworzyły drogę, która do niego prowadzi. Gra umożliwia zabawę w różnych wariantach i na różnych poziomach trudności. Dzięki temu każda rozgrywka jest inna!

Elementy gry: 48 kafelków, instrukcja
Wiek: 6+
Liczba graczy: 1-2 graczy
Czas gry: 10-20 min.

Podsumowując gra ta to nie tylko rozgrywka w grupie, ale i pojedyncze rozdanie. Które bawi dziecko, uczy, a także przenosi do czarodziejskiego świata, w którym skarby i niesamowitości czekają na odkrycie. Polecam.

Namierz to!


/ZIELONA SOWA/

W zalewie komputeryzacji czasem warto sięgnąć po grę tradycyjną. Najlepsze gry to gry planszowe, od dawna wszyscy to wiedzą. Przynajmniej ci którzy takie gry przekładają nad komputerowe rozgrywki.A gry dla najmłodszych graczy charakteryzują się przede wszystkim niezwykle kolorową i przyjazną grafiką, co sprawia że w taką grę gra się naprawdę przyjemnie. Nakładem Wydawnictwa Zielona Sowa ukazało się mnóstwo takich gier, które bawią i uczą na przykład spostrzegawczości, albo trenują pamięć.
Przykładem takiej gry jest gra”Namierz to!”
Namierz to! wyjątkowa gra karciana dla graczy w każdym wieku. Możesz grać w domu, samochodzie, pociągu, a nawet w samolocie! Baw się jedną grą na trzy sposoby:
• zadając szczegółowe pytania do zapamiętanych kart i przepytując się wzajemnie z ich treści, np. Czy na karcie znajduje się czerwony krab?
• tworząc dla siebie wyzwania na czas typu: Znajdź …(coś) na karcie, np. Znajdź 4 czerwone kraby, 2 żółte klapki i zieloną palmę. Masz na to 10 sekund
• wyznaczając przewodnika gry, który będzie zadawał pytania i ścigając się między pozostałymi graczami w udzielanie poprawnych odpowiedzi, np. Macie 5 minut na odnalezienie 2 czerwonych krabów!
Namierzanie może być świetną zabawą!

Elementy gry: 32 karty, 50 żetonów, instrukcja
Wiek: 4+
Liczba graczy: 2-4 graczy
Czas gry: 15-30 min.

Podsumowując doskonała gra dla całej rodziny. Można przy niej spędzić miłe chwile, a nasi milusińscy mogą ćwiczyć swoją pamięć, a także rozpoznawanie kształtów czy rozróżniać przedmioty, czy zwierzęta. Polecam.

piątek, 1 czerwca 2018

Terror Dan Simmons



Dan Simmons, to jeden z najlepszych pisarzy fantastycznych opowieści, jakiego dane mi było czytać. W jego powieściach występuje wszystko to co lubię i mam taką zasadę, że każde jego dzieło kupuję, lub chociażby wypożyczam, bo wiem że dostanę znakomitą historię, pełną pełnokrwistych bohaterów i niebanalną opowieść. Wystarczy to wspomnieć chociażby o „Hyperionie”, a wymieniać można by długo. Często zdarza się tak, że jego powieści opisują jakieś realne wydarzenie, dopiero przedstawienie takie wydarzenia, tak jakby „od kuchni”, jawi się czytelnikowi jako nowość.

Nie inaczej jest w przypadku powieści „Terror”.

W 1845 roku-dwa statki-wyruszają na wyprawę, która być może doprowadzi do odkrycia Przejścia Północno Zachodniego, czyli przesmyków między wysepkami Arktyki. Wyprawą dowodzi sir John Franklin. Wyprawa ta miała za zadanie oszczędzić drogi-najprościej rzecz ujmując-bez opływania całej Ameryki Północnej. Potężne statki Erebus i Terror, zaopatrzone w nowoczesne, jak na tamte czasy silniki, zaopatrzone również w zapasy żywności, odzież, węgiel, czyli wszystko potrzebne do tego, aby wyprawa mogła trwać nawet 5 lat. Szmat czasu, w naprawdę ekstremalnie trudnych warunkach. Kiedy statki wypływały we wspomnianym przeze mnie roku, ostatni raz widziano je u wybrzeży Anglii. Potem ślad po nich zaginał. Autor, jak na znakomitego rzemieślnika przystało, posiłkując się dostępnymi informacjami, dodając swoje przemyślenia, korzystając z legend ludów eskimoskich stworzył opowieść, w której dowiadujemy się co stało się ze statkami i ludźmi którzy wyruszyli na tą wyprawę.

Całą tą opowieść poznajemy z perspektywy kilku osób, między innymi dowódców statków, czy informacji zawartych w osobistym dzienniku lekarza pokładowego. Autor zastosował ciekawą koncepcję. Dowiadujemy się o śmierci sir Francisa, już na samym początku powieści, ale potem możemy poznać niektóre wydarzenia z jego perspektywy. 
Co się stało ze statkami, dlaczego wyprawy ratunkowe praktycznie niczego się nie dowiedziały? Zachęcam do lektury.

Słowem podsumowania, jak to u Simmonsa bywa, zostajemy od razu postawieni przed faktem dokonanym i stopniowo odkrywamy, co doprowadziło do takie, a nie innego stanu rzeczy. W tej powieści jest to szczególnie widoczne. Niezwykle ciekawie przedstawione życie na statkach uwięzionych w lodowej pułapce, tajemniczy potwór który czyha na marynarzy, dziwni Eskimosi, codzienna wala o przetrwanie. W warunkach, w których, doprawdy niewielu umiałoby sobie poradzić.

Umiejętność połączenia znanych faktów, z fantastyczną kontynuacją-można by rzec-wyszła tu znakomicie. Powieść tą czyta się z wypiekami na twarzy i uważam, że jest to jedna z najlepszych książek, jaką przeczytałem, od dawna. Pozostaje mi polecić, oby więcej tak zajmujących lektur.


Outsider Stephen King


/PRÓSZYŃSKI I S-KA/

PRZEDPREMIEROWO.

Tradycyjnie chciałbym zacząć od krótkiej notki o Stephenie Kingu. To pisarz, którego powieści rozchodzą się w wielomilionowych nakładach, a każda kolejna, jest wyczekiwana z niecierpliwością, nie tylko przez wielkich fanów. Jego książki są chętnie ekranizowane, jak choćby „Lśnienie”, czy „Zielona mila”. W jego powieściach najczęstszym miejscem, w którym dzieje się coś niesamowitego jest jakieś małe, senne miasteczko, które nagle staje się świadkiem makabrycznych i tajemniczych wydarzeń. Castle Rock czy Haven, doświadczyły tyle, co inne miasta przez setki lat… Ale taka jest cena sławy… Nie zmienia nic fakt, że są to fikcyjne miasta.
Sam jestem wielbicielem jego twórczości i z niecierpliwością zawsze, czekam na jego kolejną powieść. Tym razem przyszła pora na „Outsidera”.

W pewnym uroczym i idyllicznym miasteczku dochodzi do odrażającej zbrodni. Zostaje zamordowany pewien chłopiec, a okoliczności jego śmierci wywołują szok wśród mieszkańców. Szok tym większy, kiedy okazuje się, że główny oskarżony to trener miejscowej drużyny baseballowej. Uwielbiany przez dzieci, szanowany przez wszystkich. Sam mężczyzna twierdzi, że jest niewinny, przedstawia również niepodważalne alibi, jednak dowody wskazują bezdyskusyjnie na jego winę. Jednak, kiedy główny oskarżony ginie, pojawiają się nowe okoliczności. Jak to możliwe, że jeden człowiek przebywał w dwóch miejscach jednocześnie? Może to tylko sztuczka, próbująca zmylić śledczych? Przekonajcie się sami.

To co najbardziej lubię w powieściach Kinga, jest to, że poznajemy jego bohaterów w codziennych sytuacjach. Wiemy z kim się przyjaźnią, co jedzą, jaki jest ich ulubiony program w telewizji, czy mają przyjaciół, czy są dobrzy, a może źli. Powoli dowiadujemy się czegoś, co zmienia ich życia całkowicie. U żadnego autora nie zauważyłem, tak ciekawego przedstawienia bohaterów. Pozwala się to wczuć w ich przeżycia, martwimy się o naszych przyjaciół z kart powieści i kibicujemy im w ich dokonaniach. Naprawdę ważny szczegół w jego książkach.

Co do samej historii. Jest małe ale. Maleńkie, ale jest. Owszem czyta się tą powieść, z przysłowiowymi wypiekami na twarzy, jednak w pewnym momencie doszedłem do tego jak autor rozwiąże tajemnicę dwóch takich samych osób, w dwóch różnych miejscach. Albo ja za dużo czytam, albo King staje się lekko przewidywalny. Jednak jest to drobny mankament, przynajmniej dla mnie, bo oczekiwałbym jakiegoś zaskoczenia, a nawet podziwu, który by świadczył o tym, że wykonano dobrą robotę, a tu tego brakuje. Wszystko inne jest naprawdę znakomite i szczerze polecam tą powieść. Tak na zakończenie, autor zrobił mi psikus i zaspojlerował mi jedną ze swoich publikacji, której jeszcze nie czytałem. Mówi się trudno, zamierzam i tak zapoznać się z tym dziełem.
Premiera już 5 czerwca.

Gorączka Mary Beth Keane



/WYDAWNICTWO LITERACKIE/

Lubię powieści, które przedstawiają jakieś znaczące wydarzenie, bądź postać, w takiej opowieści, w jakiej autor starał się ująć temat. Nie zmienione są tutaj fakty, które znamy, są jednak przedstawione zupełnie inaczej, niż dajmy na to w reportażu. Taką historią jest na przykład „Grace i Grace” Margaret Atwood, a jest ich znacznie więcej. Kolejną, którą przeczytałem całkiem niedawno jest”Gorączka”.

A jest to historia pewnej irlandzkiej dziewczyny, która przybywa do Ameryki, za tak zwanym chlebem. Zaradna i pracowita z miejsca znajduje zatrudnienia. Po pewnym czasie jednak, u ludzi u których pracuje, szerzą się tajemnicze zgony, a diagnoza jest jedna-to tyfus. Mary zostaje oskarżona o to że świadomie zarażała tych ludzi chorobą, będąc zdrową. Lekarze stawiają diagnozę, jest nosicielką wirusa i powinna do końca życia być odizolowana od reszty społeczeństwa. Kobieta, nie wierzy w swoją moc sprawczą, jednak wyrok zapada i zostaje przetransportowana na wyspę, na której znajduje się szpital, dla beznadziejnych przypadków.

Mary śle rozpaczliwe listy do różnych kancelarii adwokackich i po pewnym czasie jej sprawa zostaje rozpatrzona. Jednak nic nie zmienia wyroku. Jednak kobiecie udaje się wydostać z wyspy, pod warunkiem jednak, że nie będzie gotować dla nikogo prócz siebie. Kobieta nie wierzy nadal w swoją winę i łamie zasady. W wyniku czego szpital, w którym najmuję się w kuchni zostaje objęty kwarantanną a sama Mary wraca na wyspę.

Niezwykła i ciekawa opowieść o kobiecie, która w swoich czasach nazywana była Tyfusową Mary. Nie wierzyła w swoją winę i wyniku swoich działań, doprowadziła do śmierci kilkunastu osób.
Ciekawie również przedstawiono czasy w których żyła, a także reakcje zwykłych ludzi na sprawę Mary i późniejsze uwięzienie na wyspie. 
Autentyczna historia przybliżająca nam postać, opowiedziana przez wszechwiedzącego narratora, który daje dojść do słowa także kobiecie. Polecam wszystkim, ta niezwykle ciekawą historię.

Ewangelia według Orli Eoghan Walls

 Są książki, które czyta się szybko i zapomina tydzień później. Są też takie, które zostają jak dziwny sen — niby niewyraźny, ale wraca nagl...