poniedziałek, 21 maja 2018
Dziewczynka, która wypiła księżyc Kelly Barnhill
/WYDAWNICTWO LITERACKIE/
Baśnie rządzą się swoimi prawami i jeśli czytamy że jakiś zły osobnik nęka kogoś dobrego, to możemy mieć pewność że złego czeka kara, a tego świętego nagroda. Oczywiście są wyjątki od reguły jak wszędzie. Podobne zasady panują w książkach fantasy, które są tak jakby rozbudowanymi baśniami. A rozbudowane krainy, są tym co sprawia że sięgam po daną historie.
Tym razem trafiłem na bestseller „New York Timesa", a jak nauczyło mnie doświadczenie, w tych bestsellerach, niektóre tytuły nie powinny się w ogóle znaleźć.
Na szczęście”Dziewczynka która wypiła Księżyc” należy do tej drugiej kategorii. Historia, która wciąga i zapada w pamięć.
Mieszkańcy Protektoratu od wieków wierzą, że pobliski las i bagna zamieszkuje okrutna wiedźma, którą może udobruchać jedynie ofiara złożona z najmłodszej osoby w osadzie. Pozostawiają w lesie niemowlę, licząc że ta ofiara zapewni im nie tyle bezpieczeństwo ale i dobrobyt.
Nie wiedzą o tym, że Xan wszystkie te dzieci ratuje od okrutnego losu i oddaje na wychowanie ludziom po drugiej stronie lasów. Pewnego razu trafia jednak do niej dziewczynka, która przypadkowo nakarmiona blaskiem księżycowym zyskuje niewyobrażalną moc, a Xan postanawia się zaopiekować dziewczynką. Jej moc zaczyna wzrastać, a kiedy mieszkańcy zaczynają doświadczać złowrogich znaków, postanawiają rozprawić się z wiedźmą. Pewien młodzieniec postanawia ją zabić i uratować swoją osadę. Zachęcam do lektury/
Pełna magii opowieść, o poświęceniu i nietolerancji. Dobro, zło, potwór z bagien, smok, niezwykła dziewczynka, dobra wiedźma. Czyli składniki na naprawdę piękną historię. Polecam nie tylko młodym czytelnikom. I dorośli odkryją w tej baśni coś dla siebie.
Czas zabijania. Bełżec, Sobibór, Treblinka i akcja "Reinhardt" Stephan Lehnstaedt
/PRÓSZYŃSKI I S-KA/
Jak zaznaczono na wstępie obóz Auschwitz jest symbolem eksterminacji Żydów na całym świecie, a o innych tego typu"placówkach"-można by rzec-nikt nie słyszał. A patrząc na to Niemcy wyprawiali gdzie indziej, aż trudno pojąć skalę tego ostatecznego rozwiązania. Wystarczy poczytać wspomnienia jedynego więźnia który uciekł z obozu w Bełżcu, z tej jedynej w swoim rodzaju "fabryki śmierci", aby mieć szersze pojęcie o tych obozach.
Takim dokumentem, wstrząsającym w swojej wymowie jest książka znanego niemieckiego historyka"Czas zabijania. Bełżec, Sobibór, Treblinka i akcja "Reinhardt".
15 marca 1942 roku rozpoczęła się akcja "Reinhardt". Niemieccy okupanci wywieźli Żydów z gett w okupowanej Polsce i zagazowali ich w obozach zagłady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince. Do listopada 1943 roku zamordowali w przybliżeniu dwa miliony ludzi, spalili ciała i zakopali popioły.
I właśnie o tej akcji mówi przede wszystkim ta pozycja.
Na szczęście autor nie ucieka się do przedstawiania tylko tak zwanych "suchych faktów". Swoją opowieść snuje w sposób interesujący i wywołujący emocje. Bo takich książek nie da się czytać bez minimalnego chociażby zaangażowania. Trudny to temat, trudno zapomnieć o tragedii ludzi, z takich obozów. Nie sposób przejść obojętnie obok takiego bestialstwa. Zachęcam do lektury, nie tylko miłośników historii, ale i tych którzy po prostu chcą poszerzyć swoją wiedzę.
Autor to uznany niemiecki historyk, a ta publikacja, była jedną z pierwszych na ten temat na tamtejszym rynku.
Cień rycerza Sebastien de Castell Cykl: Wielkie Płaszcze (tom 2)
/INSIGNIS/
Wreszcie do moich rąk trafił drugi tom cyklu „Wielkie Płaszcze”. Jako, że pierwszy tom cyklu bardzo mi się podobał, nie mogłem się doczekać kolejnego tomu. Jak wiemy z części pierwszej Wielkie Płaszcze pod wodzą Falcia robią wszystko aby uchronić następczynię tronu przed śmiercią, a jednocześnie sami mają własne kłopoty. Bowiem po śmierci króla, oni sami zostają uznani za zdrajców i ścigani niczym zwierzyna. Jednak dla kogoś, dla kogo honor to rzeczy święta, takie drobiazgi jak troska o własny los, nie mają znaczenia. A czego możemy się dowiedzieć z kolejnej części?
„Ostrza zdrajcy” praktycznie od razu rzucają nas w wir wydarzeń. Falcio val Mond, przy pomocy swoich wiernych kompanów, z których jeden jest świętym, nadal stara się wypełnić ostatnią wolę, króla jaka by nie była. Ochrona dziewczyny, to jedno z zadań którymi się zajmuje. Na dokładkę jego śladem podążają legendarni asasyni, a on sam umiera. Trucizna która znalazła się w jego organizmie powoli pozbawia go sił. Czy uda mu się dożyć czasów, w których jego misja zakończy się sukcesem? Przekonajcie się sami.
Dodatkowo książęta sprawiają kłopoty, starając zachować swoje wpływy w rozdartych konfliktem ksiąstewkach. Nasz bohater całkiem wbrew sobie stara się ustalić kto stoi za pewnymi zabójstwami. Dowody jednoznacznie wskazują na kogoś z Wielkich Płaszczy. Ale czy to możliwe? Jednocześnie Krawcowa ma zupełnie inne plany… Zachęcam do lektury.
Podsumowując-znowu udała się autorowi niezła sztuczka-zostałem wchłonięty przez stworzony przez niego świat. Intrygi, pojedynki, wojna, zdrajcy i bohaterowie. A nawet święci stąpający po świecie. Wszystko to sprawiło że także i ta część stała się jedną z moich ulubionych. Fantastyczna przygoda, przywołująca na myśl Trzech muszkieterów. Tu nie ma czasu na zastanawianie się, akcja pędzi do przodu, a my walczymy razem z pierwszym kantorem.
Polecam całą serię.
czwartek, 10 maja 2018
Siódma funkcja języka Laurent Binet
/WYDAWNICTWO LITERACKIE/
Czasem czytam książkę i po początkowym rozdziałach wpadam w panikę, można by rzec. Nie wiem, co autor miał na myśli, o czym w ogóle opowiada i czy po obróceniu kolejnej kartki spłynie na mnie natchnienie? Natchnienie, które pomoże mi pojąc zamysł pisarza i otworzy przede mną nowe możliwości, można by rzec. Było parę takich powieści, niektóre powędrowały z powrotem na półkę, czekając na lepsze czasy, a inne po jakimś czasie powróciły do moich myśli i spróbowałem jeszcze raz zagłębić się w treść, a tym samym pojąć zamiary twórcy.
Jedną z takich publikacji była powieść”Siódma funkcja języka”. Książka nominowana do nagrody Bookera w tym roku, okrzyknięta rewelacją, największe wydawnictwa biły się niemalże o palmę pierwszeństwa w wydaniu tej pozycji, a autor okrzyknięty został drugim Eco. Rekomendacje przyznacie całkiem zacne.
A o czym opowiada ta publikacja? W Paryżu w 1980 zostaje potrącony przez samochód i umiera jeden z najważniejszych francuskich filozofów, krytyków, teoretyk semiologii. Czy był to wypadek, czy komuś zależało na śmierci Barthesa? Zwłaszcza, że jak wieść niosła odkrył on klucz do siódmej funkcji języka, która pozwala kontrolować nie tylko myśli, ale i działania ludzi. Śledztwa podejmuje się komisarz Bayard, który przy pomocy młodego doktora Simona, odkrywa coś co może zupełnie odmienić widzenie świata. Sprawą zaczyna się interesować francuskie i bułgarskie służby specjalne, sycylijska mafia, a nawet organizacje terrorystyczne. Bo stawka jest zaiste wysoka. Zachęcam do lektury.
Podejmując się przeczytania tej książki nie wiedziałem na co się piszę. To przede wszystkim swego rodzaju traktat filozoficzny, w którym semiologia odgrywa znaczącą rolę. A jednocześnie to całkiem zgrabny thriller spiskowy, w którym ciekawą rolę odgrywa startujący właśnie w wyborach prezydenckich Mitterand, ale nie tylko. Pisarz doskonale operuje słowem, tutaj każde zdanie ma znaczenie, a kierując się podpowiedziami zawartymi w tekście, można nawet wcześniej odkryć co mogło się przyczynić do śmierci wielkiego człowieka. Ale to tylko moje wrażenie.
Powieść zapewne nie dla każdego, a i pewnie ja nie do końca pojąłem zamiary autora. Jednak jest w tej publikacji coś, co nie pozwala jej odłożyć, dopóki jej nie skończymy, a to wielki plus.
Zakon Rozbitej Soczewki Brandon Sanderson Cykl: Alcatraz kontra Bibliotekarze (tom 4)
/IUVI/
Przygody Alcatraza, od czasu kiedy zaczęły się u nas ukazywać, wywoływały u mnie tylko uśmiech, a czasami gromki śmiech. Ten zwariowany dzieciak, któremu Sanderson ukradł historie i zaczął je wydawać pod swoim nazwiskiem od samego początku trafiły na półkę z moimi ulubionymi historiami. Nie tylko bohaterowie, z nietuzinkowym Alcatrazem na czele, ale i złowrodzy Bibliotekarze i świat, w którym nic nie jest takie jakim się wydaje.
A czego dowiemy się z czwartego już tomu?
Mokia chyli się ku upadkowi. Jeśli zagłada przyjdzie, Bibliotekarze będą panować nad Wolnymi Królestwami. Na szczęście chłopak nie daje sobie w kaszę dmuchać i zaopatrzony w wybuchowe miśki i swój niezawodny talent do psucia wszystkiego czego się dotknie, rusza do boju. Czy mu się uda? W zasadzie możemy być tego pewni, skoro na horyzoncie już 5 tom jego przygód. Przekonajcie się sami.
Podsumowując- ten cykl pozostanie moim ulubionym, przede wszystkim na specyficzną historię jaką przedstawiają poszczególne tomy. Alcatraz, jego towarzysze, Bibliotekarze, niezwykły świat, niebanalny humor... Można tak wymieniać długo. W zasadzie nie widzę w tym cyklu wad. Może tylko jedną. Zdecydowanie za cienkie te książki! to się nie godzi. Polecam nieustająco.
Deadpool: Wszystko, co dobre... Gerry Duggan, Brian Posehn i inni...
/EGMONT POLSKA/
Deadpool, czyli Wade Wilson, to regenerujący się degenerat, jak można przeczytać na okładce. Nigdy nie przepadałem za tą postacią, bowiem jego żarty nie są śmieszne, a zachowanie odbiega znacznie od tego czego można by oczekiwać, a przynajmniej czego ja bym oczekiwał. Taki na przykład Punisher-zachowuje się znacznie gorzej, ale jego „dokonania” mają przynajmniej jakieś wytłumaczenie. A Wade robi to co robi, bo podejrzewam, że po prostu się nudzi. Postać ta ma jednak znaczne grono wielbicieli, czego powodem jest film, a za jakiś czas i druga część tegoż filmu. Ale mimo moich odczuć, czasem lubię sięgnąć po jakieś jego przygody, aby się przekonać, co też nowego wymyślił.
Album”Wszystko co dobre”, w zasadzie niczym się nie różni od innych z przygodami Wilsona.
Najpierw nasz bohater rusza na Bliski Wschód, gdzie całkiem przyjemna robótka, w wyniku starań Deadpoola zmienia się w krwawą jatkę. Dowiadujemy się także, co zaciekli wrogowie szykują dla Wade’a. W bonusie dostajemy opowieść, która przedstawia nam świat, w którym Deadpool posiada Rękawicę Nieskończoności. Przekonajcie się sami.
Co do samych opowieści. W zasadzie niczym się nie różnią od tych już przedstawionych. Jest krwawo, akcja pędzi na łeb na szyję, a Wilson sypie swoimi żarcikami, które-prawdę mówiąc-robią się przewidywalne i nawet nudne.
Plansze za to świetnie przedstawiają wybuchy, strzelaniny, czy krajobrazy. Rysownicy spisali się na medal. A jest ich całkiem sporo. Między innymi Mike Hawthorne.
Album wydany na kredowym papierze, w miękkiej okładce. Komiks można nabyć na stronie wydawnictwa Egmont Polska.
Transmetropolitan #1 Warren Ellis, Darick Robertson
/EGMONT POLSKA/
Transhumanistyczny komiks. Któż słyszał o czymś takim? Transhumanistyczny, to znaczy taki, w którym nauka jest wykorzystywana, aby poprawić ludzkie osiągi, czy niedoskonałości ciała. To przede wszystkim nanotechnologia i biotechnologia, wykorzystywane w poczuciu działania dla dobra rodzaju ludzkiego. Bardzo to skomplikowane, ale sprowadza się do działań mających z ludzi uczynić prawie że bogów. W takim świecie, w którym technologia jest prawie magią żyje niegdyś słynny dziennikarz Pająk Jeruzalem.
„Transmetropolitan” to pierwszy zbiorczy tom jego przygód. Nasz dziennikarz, powraca z dobrowolnego wygnania w góry. Aby wywiązać się z umowy z wydawcą, udaje się do dzielnicy Anioł 8, gdzie genetycznie zmodyfikowani ludzie, wdali się w utarczkę z policją. To zadanie-tradycyjnie-pozornie proste zmienia się w niezwykle złożone. Przyczyną jest relacja Pająka na żywo z zamieszek, która ma bezpośredni wpływ na rozwój wydarzeń. Ale to nie jedyny problem.
Dawno nie czytałem nic równie dziwnego. Bohater, jego przemyślenia ocierające się o filozofię. Miasto, mimo swojej wspaniałości, pełne zepsucia i praktycznie na granicy upadku. Najlepiej samemu zapoznać się z tym dziełem. Po jakimś czasie przywykłem do atmosfery i do działań bohatera. Metropolia przypominała mi miasto Grimm City z jednej książki Jakuba Ćwieka. Równie zepsute, i równie zadziwiające. Być może to tylko moje odczucie.
Co do samych rysunków, nie mogę powiedzieć że nie robią wrażenia. Oglądając te plansze poznajemy metropolię i jej mieszkańców. Jest mrocznie i brutalnie. Tu praktycznie nie ma miejsca na nadzieję, czy jakieś wyższe uczucia. Gdyby nie czarny humor, będący znakiem rozpoznawczym Pająka, byłoby to dzieło niezwykle pesymistyczne.
Za rysunki odpowiada Darick Robertson, a scenariusz napisał Warren Ellis. Całość wydana w twardej oprawie, na kredowym papierze. Jest to, jak już pisałem zaledwie pierwszy tom zbiorczego wydania.
Komiks można nabyć na stronie wydawnictwa Egmont Polska.
Punisher Max - Tom 4 Garth Ennis, Lan Medina i inni...
/EGMONT POLSKA/
Punisher, którego wszyscy znają doskonale, nie cofnie się przed niczym aby wyrwać jak chwasty podłych rzezimieszków. Jego postać jest jedną z ulubionych w universum Marvela. Co przełożyło się oczywiście na popularność jego przygód. Filmy i serial, który czeka właśnie na premierę drugiego sezonu. Jest co oglądać, a do czytania też się coś znajdzie. Dlatego, jako że jestem po lekturze trzech tomów jego przygód, idąc za ciosem sięgnąłem i po czwartą część. A co znajdziemy przewracając stronice tego-dosyć obszernego -woluminu?
Tym razem Frank, jak na mściciela przystało, wyrusza do Afganistanu, gdzie stara się rozprawić z pewnym zbrodniarzem wojennym, zwanym przez wszystkich Człowiekiem z Kamienia. Ale czy z pozoru łatwe zadania(mówimy tu w końcu o Punisherze) rzeczywiście będzie takie proste? Zobaczcie sami.
\W kolejnej historii-która bardziej przypadła mi do gustu- wdowy po rzezimieszkach, których Castle posłał do piasku zawiązują spisek, aby zemścić się na biednym Franku. I tu jednak nie wszystko będzie takie proste jakby się mogło wydawać. Zachęcam do zapoznania.
Przechodząc do podsumowania-jako że jest to już kolejny tom przygód naszego mściciela, stwierdzam, że ta część znacznie bardziej przypadła mi do gustu. Owszem jest tak samo krwawo i brutalnie, jak poprzednio, tu jednak Frank okazuje jakieś uczucia. W poprzednich częściach jego wyraz twarzy przywodził nieruchomą maskę, podejrzewałem nawet że jego idolem jest-być może Steven Seagal, który jak wiemy twarzą nie gra w ogóle i z powodzeniem mógłby grać Arkę Noego, tak doskonały jest w roli kawałka drewna. A wracając do Franka jego ekspresja wywołała u mnie pozytywne odczucia, Castle nie jest bezdusznym robotem, a to się chwali. Niezależnie od tego czym się zajmuje na co dzień. A jak wiemy jego zawód wymaga zimnej krwi. Trup ściele się gęsto, a akcja pędzi na łeb na szyję.
Co do samych plansz, nie mam jakiejś szczególnie ulubionej. Całość podobała mi bardzo. Jest mrocznie i brutalnie. Cały Punisher. Za ten stan odpowiadają tacy rysownicy jak Leandro Fernandez i Lan Medina. Scenariuszem zajął się oczywiście sam Garth Ennis, którego nawet jak kojarzę, za sprawą Hellblazera, czy Kaznodziei. Jest naprawdę ciekawie i wszyscy miłośnicy akcji powinni być zadowoleni.
Komiks wydano na kredowym papierze w twardej okładce. Tłumaczenia na język polski podjął się Marek Starosta. Komiks można nabyć na stronie wydawnictwa Egmont Polska.
poniedziałek, 7 maja 2018
Poświata Michael Chabon
/GRUPA WYDAWNICZA FOKSAL/
PRZEDPREMIEROWO
Michael Chabon to niezwykle popularny autor powieści, których nie można zaszufladkować do żadnej kategorii. To autor między innymi „Cudownych chłopców”. Od tej powieści właśnie zacząłem poznawać jego twórczość. A później był”Związek żydowskich policjantów” i pisarz ten pozostawał w sferze moich zainteresowań. Kiedy więc zaistniała możliwość zapoznania się z kolejną jego powieścią, przystąpiłem do lektury.
„Poświata”, jest to książka, w której pisarz zawarł wspomnienia swojego dziadka, który między innymi na łoży śmierci dzielił się swoimi przeżyciami z wnukiem. A człowiek ten miał doprawdy niezwykłe życie. Poczynając od żydowskich przodków, po nazistów, a zwłaszcza pewnego naukowca, którego prace nad pewną rakietą mogłyby zrewolucjonizować świat. To opowieść o wojnie, o śmierci, miłości, o życiu w Ameryce. To także wgląd w historię świata, która przewija się przez całą opowieść.
Autor już na wstępie zaznacza, że nie cała powieść jest prawdą. To często zmyślenia i niedomówienia, pasujące do ogólnej koncepcji książki. Lot na Księżyc, koszmar Holokaustu, wojna i o wiele więcej.
Pisarz snuje swoją opowieść w takim stylu, że trudno się oderwać od tej powieści. To dzieło trzeba poznać, aby zrozumieć, czemu jest to tak interesujące. Przypomina to trochę przygody pewnego barona, który w opowieści ze swojego życia lubił wplątywać wątki, które żadną miarą nie mogły się wydarzyć. Ale taki urok tej publikacji. Polecam, nie tylko wielbicielom pisarza.
4 3 2 1 Paul Auster
Ostatnio trafiam na książki, których żadną miarą nie da się czytać szybko. Aby zrozumieć co autor miał na myśli przedstawiając swoją historię, czy mieć przyjemność po prostu z obcowania z dobrą opowieścią. Nie jest to w żadnym razie wada, ale przy powieściach, w których każde słowo ma niemalże znaczenie, trzeba dużego skupienia. Długo to trwało, ale skończyłem, zapewne jedną z lepszych powieści, z jakimi dane mi było się zaznajomić w tym roku. I nie ma w tym grama przesady. Chodzi mi konkretnie o księgę „4 3 2 1” Paula Austera.
A jest to opowieść o Archibaldzie Fergusonie który przychodzi na świat w pewnej nowojorskiej rodzinie. Jego życie niczym się nie różni, od przeżyć niemalże każdego członka społeczeństwa, gdyby nie jeden szczegół. Człowiek ten może przeżyć swoje życie aż 4 razy. Wszystko zależy od jego wyborów i ścieżek którymi podąży. Nie zmienia się tylko jedno. Miłość do tej samej kobiety. Ale czy rzeczywiście naszym losem rządzi przypadek? Przekonajcie się sami.
Sposób przedstawienia całej historii, nie jest dla mnie zupełną nowością. Podobnie swoje opowieści przedstawiał Dickens, czy nawet Dostojewski. Chodzi mi o niezwykle rozbudowane zdania potrafiące zająć nawet pół strony. Pełne metafor i odniesień, trzeba się naprawdę skupić kiedy się człowiek zagłębia w tą powieść.
A sama treść mówi nam przede wszystkim o roli przypadku w naszym życiu Autor stawia przed nami pytanie, czy rzeczywiście jesteśmy zależni od naszych wyborów, a może nasz los jest z góry przesądzony. Jednocześnie pomijając to, znakomicie przedstawia życie w wielkim mieście, jego radości i dramaty. Zwykłych ludzi i takich, bez których świat byłby zupełnie inny.
Mnie ta powieść zauroczyła. Polecam gorąco, jednak trzeba sobie zarezerwować czas, jeśli chcemy wkroczyć w świat Fergusona.
Dym i lustra Neil Gaiman
Neil Gaiman, to pisarz którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Jego powieści, kiedy tylko zostają wydane jako nowość, z miejsca zyskują status bestsellera i znikają z półek księgarń. Wystarczy tu wymienić”Amerykańscy bogowie” i serial na podstawie tejże powieści, czy”Gwiezdny pył”, który z kolei stał się podstawą filmu o tym samym tytule. Pisarz ten tworzy także mnóstwo opowiadań, a także pisze scenariusze do komiksów, że wymienię tu tylko „Sandmana”.
Zbiór opowiadań, który mi wpadł ostatnio w ręce nosi tytuł”Dym i Lustra”. To ponad trzydzieści krótkich form literackich, na tak różne tematy, jak różne zainteresowania ma sam autor. Dowiemy się z tego zbioru między innymi tego co pewna starsza pani znalazła w antykwariacie i jakie konsekwencje z tego znaleziska wynikną. W innym poznamy pewnego diabła z pudełka, a w kolejnym dowiemy się co ludzkość zrobi kiedy z powierzchni Ziemi znikną wszelkie zwierzęta, a jedynym stworzeniem, na którym można eksperymentować pozostaną dzieci… Dowiemy się także jak to być trollem pod mostem i co się stanie, kiedy taki troll postanowi znaleźć swojego następcę.
I o wiele więcej.
Podsumowując ciekawy zbiór, pokazujący jak wszechstronnym pisarzem jest Gaiman. Jednak niektóre z tych opowiadań w ogóle do mnie nie trafiły. Są albo bardzo dziwne, albo nie wiadomo jaka ma być ich puenta. Czuje się, że kilka z nich powstały w wielkich pośpiechu i autor praktycznie ich nie skończył. Ale to może tylko moje odczucia. A le i w tym zbiorze znalazłem parę historii, które przypadły mi do gustu. Trollowy most, czy Pustynny wiatr są naprawdę znakomite. Autor dobrze czuje się w swoim świecie i umie przekazać swoją wizję czytelnikowi, jednak jak pisałem, nie w każdym utworze mu się to udało. Jak wskazuje sam tytuł, dym rozmazuje sylwetkę, a lustro nie zawsze pokazuje to co widzimy
Warto sięgnąć po ten zbiór, jednak, jeśli nie znamy twórczości tego pisarza, można zacząć naszą podróż od „Gwiezdnego pyłu”, albo „Koraliny”.
Dodatkowym atutem jest wydanie tego zbioru. Twarda oprawa, grafika Dark Crayon'a na okładce, skłania do sięgnięcia po ten zbiór. Polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Ewangelia według Orli Eoghan Walls
Są książki, które czyta się szybko i zapomina tydzień później. Są też takie, które zostają jak dziwny sen — niby niewyraźny, ale wraca nagl...












