poniedziałek, 9 marca 2026

Lady Baltimore. Królowe czarownic Mike Mignola i inni

 




Mike Mignola po stworzeniu Hellboya nie musiałby już w zasadzie nic w komiksie nie robić, tylko co raz dorzucić coś tam do opowieści i leżeć sobie do góry brzuchem. Ale chyba lubi tę robotę, bo ciągnie dalej zaczęte serie, wchodzi w nowe projekty i raczy nas kolejnymi tytułami, przy których może nie ma tak autorskiego udziału, jak kiedyś, ale nadal widać jego rękę. „Lady Baltimore”, kontynuacja serii Baltimore, to jeszcze jeden poboczny, acz fajny projekt dla miłośników komiksowej grozy. Kawał dobrej opowieści, gdzie Mike może i jest jedynie współscenarzystą, ale partnerujący mu ludzie wiedzą, jak poruszać w estetyce, którą wypracował i dobrze ją oddają.


Chyba każdy to wie, ale powtórzyć nie zaszkodzi: Mignola to jeden z czołowych twórców horrorów. I jeden z najlepszych. Tyle w temacie. Sukces jego dzieła zawdzięczają klimatowi, jaki budował w swoich komiksach, dzięki swoim charakterystycznym rysunkom. Tu ich nie ma, to trzeba powiedzieć na wstępie. Inna ekipa za nie odpowiada, inaczej podchodzi do materii graficznej, ale jednocześnie wie, czego oczekuje czytelnik, a choć zachowają swój styl, jednocześnie starają się iść w kierunku tego, jakim operował on sam.

Fabularnie? No typowy Mignola – czyli walka ze złem, magia, groza, te sprawy. Mamy tu też zmagania o to, by samemu nie stać się potworem, a całość stawia na połączenie akcji, horrorowych klimatów / motywów i klimatu, w którym nie brak posmaku legend i podań. Czyta się to bardzo dobrze i szybko. Nie jest to może szczyt pomysłowości i oryginalności, jednak mamy tu kawał rzetelnej, komiksowej roboty. Wiadomo, to nie „Hellboy”, nadal jednak fani piekielnego chłopca mogą znaleźć tu sporo dla siebie.

I wiadomo, gdyby to wszystko rysował sam Mignola, rzecz stałaby o oczko albo i dwa wyżej, ale facet od lat woli już pisać i czasem machnąć jakąś grafikę. A dla jego pisania warto. Zawsze. fajny to album, da się go czytać bez znajomości poprzednich, bo zmienił się bohater, tytuł, więc i można powiedzieć, że to taki nowy start, fajnie wydany… Czego chcieć więcej? Jeśli Mignola – albo horrory – to Wasza bajka, bierzcie, bo warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Gothamski Nokturn Akt III, TOM 5 różni autorzy

 W końcu mamy finał. „ Gothamski nokturn ” wraz z tym tomem (znów całkiem grubiutkim, bo to jednak trzysta stron jest) wreszcie dobiega końc...