sobota, 28 marca 2026

Isola Allegra Goodman





 „Isola” Allegri Goodman to bardzo dobra powieść historyczna, która nie próbuje zdobyć czytelnika tanimi chwytami ani wielką akcją od pierwszych stron. To książka, która rozwija się spokojnie, wręcz cierpliwie, ale z każdą kolejną stroną coraz mocniej wciąga w historię i emocje bohaterki. Na początku można odnieść wrażenie, że będzie to przede wszystkim opowieść o przetrwaniu, walce z naturą i samotności, ale z czasem okazuje się, że to tylko jedna warstwa tej historii. Tak naprawdę „Isola” jest przede wszystkim opowieścią o kobiecie, której przez całe życie odbierano wpływ na własny los, a która dopiero w skrajnych warunkach zaczyna odkrywać, kim naprawdę jest. I właśnie ten motyw zrobił na mnie największe wrażenie.


Marguerite to bohaterka, której naprawdę się kibicuje. Nie dlatego, że autorka na siłę robi z niej postać idealną, ale dlatego, że jej los jest zwyczajnie przejmujący. To jedna z tych historii, które budzą nie tylko współczucie, ale też złość i frustrację, bo momentami skala niesprawiedliwości, z jaką musi się mierzyć, jest wręcz przytłaczająca. W świecie, w którym o kobiecie decydują cudze ambicje, majątek, pozycja i kaprysy mężczyzn, Bohaterka długo nie ma właściwie żadnej przestrzeni, żeby naprawdę być sobą. I właśnie dlatego jej przemiana wypada tak mocno. Opowieść nie jest więc tylko historią o tym, czy ktoś przeżyje, ale o tym, co zostaje w człowieku, kiedy zabierze mu się wszystko, do czego był przywiązany.


Bardzo dobrze wypadł tu styl samej autorki. To nie jest pisanie efekciarskie ani przesadnie „literackie” w złym sensie tego słowa. Pisarka nie zalewa czytelnika ozdobnikami, nie próbuje na siłę wyciskać łez i nie robi z tej historii melodramatu. Pisze spokojnie, z wyczuciem, ale jednocześnie bardzo sugestywnie. Dzięki temu emocje wybrzmiewają naturalnie, a nie jak coś sztucznie podkręconego. Klimat tej książki jest naprawdę mocny — czuć chłód, izolację, strach, bezradność, ale też tę dziwną, cichą przemianę, która zachodzi w bohaterce. Im bardziej świat odbiera jej bezpieczeństwo, tym bardziej ona zaczyna odnajdywać własną siłę. To bardzo dobrze poprowadzony motyw i właśnie przez niego ta powieść zostaje w głowie dłużej niż wiele innych historycznych tytułów.


Dużym plusem jest też to, że warstwa historyczna nie sprawia wrażenia dekoracji. Czuć realia epoki, czuć zależności społeczne, ograniczenia, jakie narzucano kobietom, i to, jak łatwo można było człowieka zamknąć w roli, z której nie miał prawa się wyrwać. To nie jest tylko tło, ale ważna część całej opowieści. Dzięki temu „Isola” nie działa wyłącznie emocjonalnie, ale też daje sporo do myślenia. Pokazuje, jak często przetrwanie nie zaczyna się wtedy, gdy człowiek walczy z naturą, ale dużo wcześniej — wtedy, gdy musi codziennie znosić upokorzenie, zależność i brak głosu.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to momentami tempo jest odrobinę zbyt spokojne. To nie jest książka, która pędzi, więc ktoś nastawiony na intensywny survival albo mocno przygodową historię może poczuć lekki niedosyt. Sama część związana z walką o przetrwanie mogłaby miejscami uderzyć jeszcze mocniej. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że autorka świadomie poszła bardziej w emocje, psychikę i przemianę niż w czystą akcję. I chyba właśnie dlatego ta książka działa tak dobrze.

Dla mnie „Isola” to bardzo solidna, poruszająca i mądrze napisana powieść historyczna, która nie wbija w fotel od pierwszej strony, ale z czasem wchodzi coraz głębiej. To historia o samotności, niesprawiedliwości, przetrwaniu i odzyskiwaniu siebie, ale opowiedziana bez przesady i bez taniego dramatyzmu. Im dłużej o niej myślę, tym bardziej ją doceniam. To nie jest książka, która krzyczy, tylko taka, która powoli zostaje pod skórą. I chyba właśnie za to cenię ją najbardziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Morderstwa w Marble Hall Anthony Horowitz

„Morderstwa w Marble Hall” Anthony’ego Horowitza to dokładnie ten typ kryminału, który pokazuje, że autor nie tylko świetnie zna gatunek, al...