„Asteriks na Korsyce” to już późny tom serii. Dwudziesty, czyli w sumie mamy tyki mały jubileusz. Poza tym to też jeden z ostatnich albumów, które napisał dla serii Goscinny – jeszcze cztery i niestety, ale zastąpi go Uderzo. Ale póki co to wciąż tom Goscinnego, wypełniony po brzegi tym, za co jego komiksy kochamy, uwielbiamy i czytać chcemy.
Ta seria jest genialna i tyle w temacie. Goscinny zrobił wiele wielkich komiksów, nie ma chyba jednak dzieła lepszego niż „Asteriks”, a mówiąc chyba, po prostu dopuszczam możliwość, że są ludzie, którzy wolą inne rzeczy, bo dla mnie osobiście to kwintesencja zarówno jego komiksów, humoru, jak i europejskich komediowych opowieści graficznych w ogóle. Humor, przygody, akcja, perfekcyjne wykonanie… No perełka, po prostu perełka.
I to taka, która zachwyci każdego, w każdym wieku. jednocześnie pod postacią super zabawy przemyca tu całe multum wiedzy o historii. To jednak, jak bawi się ciekawostkami, jak puszcza oka do fanów znających temat, a jednocześnie bawi się popkulturą, to absolutne mistrzostwo. Frajdy jest w tym co nie miara, uśmiech gości na twarzy cały czas, a tu jeszcze wciąga to wszystko, fascynuje i rusza coś w czytelniku – także na poziomie sentymentalnym.
I graficznie to petarda. Niewiele jest tak genialnie rysowanych serii dla dzieci. Takiej prostoty połączonej z detalami, z cartoonową, niezapomnianą magią i klimatem, który wprost się kocha. Dlatego cieszy tak bardzo fakt, że dostaliśmy takie genialne wydanie, w twardej oprawie i z masą dodatków. No cudowna sprawa, nawet jeśli macie już stare edycje. I wiem, wiem, tylko się rozpływam, ale poważnie, ta seria nie ma minusów i znać ją nie tylko wypada, ale warto.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz