niedziela, 15 lutego 2026

Samuraj. Deadpool. Tom 1 Sanshiro Kasama Hikaru Uesugi





Deadpool łamie kości. Deadpool łamie czwartą ścianę. A teraz jeszcze łamie granice i wskakuje do mangi. No bo czemu nie? Miecze samurajskie ma? Ma. Walczyć umie? A no umie. Do tego łączy to co  mroczne, krwawe i w ogóle, z tym, co lekkie, zabawne, komediowe, a Japończycy to tak niemal zawsze, że nawet w najbardziej mrocznej, ciężkiej filozoficznej opowieści dla dorosłych walną nam w twarz dowcipem czy niemal infantylnym absurdem – i to wszystko do siebie pasuje. No i jak widać po tym dość okazałym tomie, dobrze też pasuje połączenie Deadpoola z mangą i warto po to połączenie sięgnąć


Manga, który zburzyła czwartą ścianę!

Wade Wilson – wasz ulubiony Najemnik z Nawijką – w końcu ładuje się z butami na karty mangi. Namówiony przez Iron Mana (i zachęcony solidnym przelewem za usługi) wpada do Tokio i od razu naprzykrza się paru znajomym mordeczkom. Zanim jednak zdąży wymyślić im chwytliwe ksywki czy coś, zawiązuje sztamę z nowymi superbohaterami, naparza się z bogami i wbija na pewien koncert, raz po raz doprowadzając do pasji swoich nieistniejących ubezpieczycieli. Aha, no i dołącza do japońskiej filii Avengers – Legionu Samurajów. Efekt? Totalny chaos, masa metażartów i śmiertelna dawka absurdalnego humoru, którą potrafi podać tylko Deadpool!


Marvel w mangę szedł od lat i się tego nie wstydził. Pisałem kiedyś o tym przy jakiejś okazji, więc się powtarzać nie będę, ale miał imprinty inspirowane mangą czy Azją, w mangę jako taką też wchodził. Więc zna klimaty, czuje i choć różnie to wypada, wie, co robi. Jeśli chodzi o twórców tego albumu, już raz dali nam się poznać komiksem z „Deadpool: Czerń, biel i krew”. No i nie pykło. Bywa, ale Japończycy już tak mają, że swoje komiksy to potrafią, jak rozpisują na setki, tysiące stron, a nie jak szorcik walną. No i jeśli komuś nie siadła tamta opowieść, a obawia się, że podobny poziom będzie tu, może przestać – „Samuraj” jest naprawdę dobry, nawet jeśli to tylko odcinanie kuponików.


Dynamicznie jest tu, klimatycznie i z humorem. Dzieje się dużo, puszczania oka jest pełno – ach to nawiązanie do (nie)zapomnianego japońskiego Spider-Mana, chociażby – szaleństwa też. Na nudę nie ma u miejsca, ponad 400-stronicowy tomik łyka się szybciutko, jak to mangi, a i popatrzyć jest na co, bo graficznie przyjemna robota: trochę idąca na łatwiznę, bo stawiająca w dużej mierze na budowanie klimatu rastrami, ale co tam, licencyjne czy adaptujące komiksy z kraju kwitnącej wiśni już tak mają i każdy chyba przywykł. Ważne, że nastrój jest i ładne to to.


Wydanie też i przy okazji w dobrej cenie. Co fajne, wzorem innych wydawnictw puszczających nam w ostatnich latach mangi zbiorczo, mamy tu album zbierający oryginalne dwa tomiki, więc zabawy jest dużo. A zabawa to dobra i warta polecenia.

Asteriks. Wróżbita Goscinny Uderzo





 „Wróżbita” to jeden z najlepszych tomów „Asteriksa” i to w zasadzie tyle w temacie. Niezapomniany moment serii, znany też z ekranizacji, w komiksowej wersji jest jednak jedną z najdoskonalszych rzeczy, jakie wyszły w tym cyklu. Perełka i tyle. I to taka, co można ją czytać niezależnie od reszty serii, bo i tak każdy tom to samodzielna przygoda.


Jeśli chodzi o treści, zostawiam Was z oficjalnym opisem:

W czasie szalejącej burzy w wiosce Galów zjawia się przedziwny wędrowiec. Nazywa się Gaduliks i jest wróżbitą. Poproszony o przepowiednię, ujawnia, że… po burzy nastanie piękna pogoda, a Galowie wkrótce się pokłócą! Obie wróżby spełniają się błyskawicznie! Na nic zdają się argumenty Asteriksa, który próbuje przywołać współmieszkańców do rozsądku i przekonać ich, że wróżbita to zwykły oszust. Rozbudzona w Galach chęć poznania wyroków losu wywołuje całą serię zabawnych zdarzeń. Gaduliks wygodnie urządza się na pobliskiej leśnej polanie (by swoją obecnością w wiosce nie drażnić Asteriksa i Obeliksa). Codziennie – w tajemnicy jedni przed drugimi – odwiedzają go mieszkańcy wioski. Każdy wraca jak zaczarowany, a kiedy sam Obeliks robi się dziwnie rozmarzony, Asteriks rusza do lasu, aby sprawdzić, co tam się dzieje.


Tak to mniej więcej wygląda jeśli chodzi o wydarzenia. A sam komiks? No cudeńko, które już sam w sobie – a my tu mamy jeszcze perfekcyjne wydanie, pamiętajmy o tym – zachwyca i nie wymaga nic więcej, by się doskonale bawić w trakcie. Żart, akcja, smaczki – wszystko to jest tu w punkt trafione. Twórcy dopieścili tą część, oferując tyle świetnych pomysłów, błyskotliwych dialogów i żartów i czystej komiksowej magii, że czyta się to z walącym sercem, wypiekami na twarzy i dziecięcą fascynacją.


Graficznie to też perełka. Uderzo jest mistrzem kreski, chyba najlepszym, co europejski komiks cartoonowy ma do zaoferowania i to, jak tu wyglądają jego prace, to absolutne mistrzostwo prostoty, lekkości, ale i detalu, klimatu oraz czystej, płynnej kreski. Że o doskonałym kolorze nie wspomnę.

Przypomnę za to o wydaniu. Jak pisze wydawca Nowa edycja w twardej oprawie oprócz komiksu zawiera także ponad czterdzieści stron dodatków, w których czytelnik pozna okoliczności powstawania albumu, zobaczy archiwalne materiały i dowie się wielu ciekawostek o bohaterach, autorach i historii. No i to wszystko mówi. Właśnie taka jest to edycja, dopieszczona, pełna materiałów dla fanów i po prostu cudowna. Bierzcie w ciemno, czy znacie, czy nie, bo dla takich bonusów autentycznie warto, nawet jeśli macie stare wydania na półce.

Ród Brainiaca. Superman. Tom 3 Galmon Edwin Williamson Joshua Sandoval Rafa

 



Ostatni tom Supermana od Joshuy Williamsona. Nie powiem, cieszę się, bo jednak ten scenarzysta nie jest moim ulubieńcem, ale… Nie wiem czemu wydawca podaje, że to ostatni tom, skoro seria tu się nie kończy, a i Williamson nadal ją potem pisał (z tym, że np. „Action Comics” będzie pisała Gail Simone), ale jest jak jest. A jak wypada sam komiks? A no o dziwo całkiem fajnie, z konkretną akcją i sporą ilością stron.


 Jeśli chodzi o sam komiks, to mamy tu typowy superbohaterski akcyjniak – jak ktoś lubi, będzie zadowolony. Ta historia ma iście eventowe zacięcie, pełno tu postaci – dla mnie największy plus to gościnny udział Lobo, bo Ostatniego Czarniana uwielbiam – i szybkiego tempa. Na nudę nie ma tu miejsca, dzieje się dużo i bez przedłużania ani przegadywania. No i rzecz ma fajny klimacik.


Ale o tym klimaciku decydują rysunki. I one stanowią najlepszą część komiksu. Popatrzyć naprawdę jest na co, grafiki są dość realistyczne, dopracowane, nie unikają czerni, a kiedy trzeba są i szybkie, dynamiczne i widowiskowe także. Wspiera je w tym naprawdę dobry, kładziony z głową kolor, w którym może i mamy sporo efekciarstwa, ale i efektowny też jest. Po prostu komiks, który ogląda się jak kinowe megahity z dużym budżetem, którego większość poszła na efekty specjalne.


Jak na Williamsona, dobry tom. Jak na Supermana, spoko komiks – typowy, ale nierozczarowujący. I tak samo można określić go, traktując po prostu jako superbohaterszczyznę. Lubicie Supermana i mało Wam jego nowych przygód? No to sięgnijcie, czeka na Was niemal 250 stron widowiskowej rozrywki, a tego właśnie oczekujcie.


Samuraj. Deadpool. Tom 1 Sanshiro Kasama Hikaru Uesugi

Deadpool łamie kości. Deadpool łamie czwartą ścianę. A teraz jeszcze łamie granice i wskakuje do mangi. No bo czemu nie? Miecze samurajskie...