Stulecie przemocy Lavie Tidhar


Lavie Tidhar, to pisarz powieści które cieszą się uznaniem krytyków. Te wszystkie nagrody za chociażby powieść"Osama" mówią same za siebie. Wydawnictwo Mag, wydało właśnie całkiem niedawno jego kolejną powieść "Stulecie przemocy". Całkiem nowa dla mnie książka, którą właśnie przeczytałem. Długo myślałem jak sklecić parę zdań, z tego natłoku myśli, który skumulowały się we mnie po lekturze.

Fala Vomachta w 1932 roku zmienia wszystko. Niemcy w swoim dążeniu do stworzenia Rasy Panów osiągnęli sukces, połowiczny, ale jednak sukces. Na całym świecie ludzie zyskują nadludzkie moce, a co za tym idze świat nagle odmienia się. Bynajmniej nie na lepsze. II wojna światowa dochodzi do skutku, tyle tylko, że w wyniku Fali, każda strona konfliktu zyskuje do pomocy superbohaterów.
Poznajemy dwójkę ludzi, którzy zostają wezwani do Biura Spraw Przestarzałych. Mają pomóc w wyjaśnieniu pewnej sprawy. Nasi bohaterowie sięgają wspomnieniami w przeszłość...

Tak w wielkim skrócie wygląda sprawa fabuły tej powieści. Najbardziej denerwującą mnie rzeczą w całej tej opowieści jest dziwny zabieg autora, polegający na ciągłych retrospekcjach. Po jakimś czasie stało się to niezwykle męczące, a cała publikacja zrobiła się irytująca.
Co samej fabuły, jak większości opiniujących skojarzyła mi się z komiksami o superbohaterach. Takie oderwane historie doskonale pasowałyby do komiksu właśnie.
Czy polecam tę nowość? Z pewną dozą zwątpienia tak, jednak mnie nie przekonała do siebie. Jedna z najnudniejszych powieści w całym cyklu Uczta Wyobraźni.


Komentarze