Świt, który nie nadejdzie Remigiusz Mróz


/CZWARTA STRONA/

Znowu mroźnie u mnie i zapewne wietrznie. Kolejna książka Mroza, którą przeczytałem i postaram się parę zdań sklecić co myślę o tej powieści. Pisarz ten pisze dużo i niemalże co miesiąc jego nowa publikacja ma swoją premierę. Zaledwie człowiek skończy jedną, a pięć kolejnych już wydanych. Na szczęście nie są to tylko kryminały. Mróz lubuje się w rozstrzale gatunkowym i chwała mu za to. Zatem zapraszam, będzie opinia krótka, acz-mam nadzieję treściwa.

Do stolicy, z odległej prowincji przybywa były bokser. Chce zapomnieć, o niezbyt chlubnej przeszłości, a kto wie, być może uda mu się nawet zacząć wszystko od nowa. Praktycznie zaraz po przybyciu do miasta wplątuje się w niezłą aferę. Ratuje z opresji pewną dziewczynę, nie zdając sobie sprawy, że zadziera z bandą, która praktycznie niepodzielnie włada miastem. Zamiast wybrać jaką taka ochronę policji, mężczyzna postanawia przystąpić do gangu. Czy ten wybór może wyjść mu na dobre? Przekonajcie się sami.

Nasz Mróz bardzo umiejętnie opisuje miejsca i czasy, których żadną miarą nie może znać z własnego doświadczenia. Wychodzi mu to nawet lepiej niż przedstawianie współczesnych nam realiów, choćby w niesławnej "Kasacji". I świat i ludzie tworzą piękny obraz nie tak znowu odległych lat. Co za tym idzie lektura takiej powieści, to sama przyjemność.

Co do samej intrygi, twórca również nie zwalnia ani na chwilę. Ciekawie przedstawione realia życia podziemia kryminalnego dużego miasta i ich dominacji nad resztą społeczeństwa. Bokser i jego decyzję przystąpienia do"ciemnej mocy" również można zrozumieć i nawet kibicować Wilmańskiemu w jego poczynaniach.


Pozostaje mi polecić. Na premierę czekają kolejne-pewnie równie ciekawe publikacje tego autora.

Komentarze