Hawkeye. Moje życie to walka tom 1 Różni autorzy


Mam ambiwalentny stosunek, do tych wszystkich hulków, supermenów, spidermanów, czy innych herosów, którzy gdyby nie ich niezgulstwo, albo inne wypadkowe-przyznajmy to szczerze, nie byliby zbyt interesujący.Co innego taki Hawkeye, czy inaczej mówiąc Sokole Oko. Stworzony w latach sześćdziesiątych, przez dwójkę twórców, zyskał sympatię i uznanie, można by rzec wszędzie.
A czym się różni ten heros, od innych, może spytacie. Ano tym, że jego"moce" pochodzą od niego samego. Jest po prostu znakomitym łucznikiem i nawet ze starcia, z naładowanym mocami przeciwnikiem potrafi wyjść zwycięsko.

"Hawkeye. Moje życie to walka" opowiada o zwyczajnym życiu tego bohaterach. Gdy nie walczy w ramię w ramię z takimi tuzami jak Kapitan Ameryka, czy Thor, po prostu oddaje się drobnym mieszczańskim rozrywką. Odwiedza sąsiadów, grilluje, a czasem nawet urządza imprezy. Zwyczajne życie czasem przerywane jakimiś spektakularnymi wydarzeniami. Bo należeć do grona Avengersów, to nie przelewki.

Wszystkie epizody zawarte w tym komiksie spodobały mi się właśnie dla ich"zwyczajności". Pierwszy bohater, który mimo tego że jest całkiem zwyczajny, potrafi rzeczy niezwykłe. Co więcej nie musi się uciekać do niestworzonych mocy.
Clint Barton-bo tak nazywa się w zwyczajnym świecie Hawkeye, pokazuje nam to co zawsze chcieliśmy wiedzieć. Jak sobie układa egzystencje bohater, gdy nie musi ratować świata. Takie przedstawienie życia, jakby nie było superbohatera jest dla mnie sporą nowością.

Co do rysunków, jak już wielokrotnie powtarzałem-nie jestem aż takim znawcą tego tematu, żeby krytykować, czy się zachwycać, jednak nawet ja uważam że warto się przyjrzeć bardziej tym planszom.
Nie pozostaje mi nic innego jak polecić. Uważam, że bohater ten zasługuje na moją uwagę i będę śledził jego poczynania. Przez ponad 50 lat zapewne wiele narozrabiał ...

Komentarze