Przypadki Robinsona Crusoe Daniel Dafoe


/MG/

Robinsona Crusoe przeczytałem kilkanaście razy, będąc w wieku, że tak to ujmę szkolnym.Nie przeszkadzało mi, że to lektura, bowiem byłem na tyle dziwnym człowiekiem, że przypisane do programu nauczania powieści i nie tylko, niemalże wszystkie lubiłem. Defoe wykazał się wyobraźnią, talentem gawędziarskim, więc cała ta przygoda wywarła na mnie wrażenie. Po latach przyszła pora na przypomnienie sobie co też przeżywał nasz bohater, czy pomstował bardzo na swój los? Ale zacznijmy może od początku.

Nasz bohater, cudem uratowawszy się z rozbitego statku ląduje na bezludnej wyspie, gdzie musi się zmagać z nieprzyjazną aurą ale nie tylko. Napiąwszy do granic możliwości swoją zaradność, nie tylko przetrwał, ale i zyskał towarzysza, w osobie Piętaszka. Dał sobie radę nie tylko z ludożercami, ale i z bandą piratów. Oswaja zwierzęta, buduje schronienie, budzi podziw swoim hartem ducha i niezłomnością...


Po tylu latach moje spojrzenie na tą opowieść nieco uległo zmianie. Nadal jest to doskonała powieść przygodowa, którą mimo tylu lat od powstania, czyta się znakomicie. Bohaterowie, ich niestworzone perypetie, to największy plus tej powieści. Jednak gdy czytelnik spojrzy głębiej odkryje pewne cechy głównego bohatera, które mogą nieźle irytować. Jego nadmierna, ocierająca się o dewoctwo religijność, nie przeszkadzała mu w bezmyślnym zabijaniu stworzeń, a uratowanego przez siebie człowieka uznał za kolejne zwierzątko, które oswoił. Wymieniać by długo. Jeśli przymkniemy oko na te fanaberie autora, ze względu na lata w których ta książka powstała, pozostaje doskonała powieść historyczno-przygodowa i tego się trzymajmy.

Komentarze