Podróże Guliwera Jonathan Swift


/MG/

Z powieścią Swifta zapoznałem się lata temu i od tamtego czasu, historie w niej zawarte miały jakiś wpływ na kolejne moje wybory w kwestii lektur, a to coś znaczy. Bez mała trzystuletnie dzieło od lat ma nowe wydania i za każdym razem przybywają mu kolejne pokolenia czytelników. Zasługa to autora jak i przedstawionych tu opowieści. Bo umówmy się satyra-satyrą, najważniejsza jest treść. A więc, cóż mamy w tej książce takiego, że od tylu lat zachwyca i skłania do zastanowień kolejne rzesze?

Lemuel Guliwer, to pokładowy lekarz, który w wyniku zbiegów okoliczności, tragicznych, co i komicznych trafia wpierw na wyspę Liliputów, potem na wyspę Olbrzymów, a kolejnym razem nawet na latającą wyspę. Każda z tych podróży to okazja do wyszydzania przez autora licznych wad i upodobań klasy rządzącej, kupców, ale nie tylko. Z biegiem lat każdy z nas zapewne odnajduje coś nowego w tej pysznej satyrze.


Słowem podsumowania, książka ta latami przypisywana była do lektur dla najmłodszych czytelników, ze względu na fantastyczne tło zmagań Guliwera, jednak niesłusznie. Autor całkiem sprytnie ukrył w pozornie nieważnej treści, znakomity pastisz nie tylko na rządzące elity. To trzeba znać.

Komentarze