środa, 22 kwietnia 2020
Hitman. Tom 1 Garth Ennis, John McCrea
/EGMONT POLSKA/
przedpremierowo
Garth Ennis to twórca, o którym nawet ja słyszałem. „Kaznodzieja”, to jego najsłynniejsze dzieło, a przynajmniej ja kojarzę go najbardziej z tym tytułem. Całkiem niedawno zakończył się serial wzorowany na tym komiksie, ale jak wieść niesie niewiele wspólnego miał z tym dziełem. Tak czy inaczej, legendarny Ennis jest również twórcą serii „Hitman”, a wydawnictwo Egmont Polska, właśnie zaprezentowało nam pierwszy tom tej serii.
Z okładki możemy dowiedzieć się, że:
Pierwsza część opowieści o Tommyʼm Monaghanie, płatnym zbójcy z Gotham City, który w wyniku starcia z demonem zyskał supermoce – rentgenowski wzrok i telepatię. Jego specjalnością jest likwidowanie gangsterów i superłotrów. Ma jednak swój kodeks – nie zabija tych, których uzna za bohaterów. Z tego powodu, jak łatwo przewidzieć, sam stał się celem innych hitmanów. Jego działalność wzbudza również zainteresowanie obrońcy Gotham – Mrocznego Rycerza…
Twórca ten znany jest z tego, że jego opowieści są odpowiednio krwawe i wciągające, a jednocześnie nie raz kontrowersyjne. Tutaj zauważyłem zabawę schematami, spotkanie z bohaterami, których możemy kojarzyć. Świetna zabawa zapewniona – jeśli mogę zauważyć. Ogląda się także w miarę dobrze, bowiem rysunki w lekko kreskówkowym stylu doskonale oddają krajobrazy, czy sceny walk. Jednym słowem polecam.
Dotąd w Polsce wyszły dwa tomy , ledwie połowa zawartości tego tomu. Czytelnicy nigdy nie dostali całości, a przynajmniej u nas. Teraz jednak Egmont planuje wydać wszystko, więc jest na co czekać. Zatem czekamy.
Punisher Max- Tom 8 Steve Dillon, Jason Aaron
/EGMONT POLSKA/
przedpremierowo
Punisher pojawił się na świecie w 1974 roku. Wymyślony przez
dwójkę twórców, z miejsca stał się ulubieńcem rzeszy
czytelników. Frank Castle, bo tak właśnie nazywa się Punisher, to
weteran wojny w Wietnamie, który po stracie rodziny staje się
sędzią i katem w jednej osobie. Mści się na gangsterach którzy
pozbawili go rodziny, ale to dużo uproszczenie, bowiem osób które
zalazły mu za skórę jest zatrzęsienie. Na kanwie jego przygód
powstały, jak dotąd trzy filmy i jeden serial oraz liczne
nawiązania w innych komiksach. Całkiem się wciągnąłem w tą
serię, czego dowodem jest to, że mam za sobą ósmy już tom
przygód Franka. Tytuł jest zaskakujący „Punisher Max. tom 8” i tradycyjnie wyszedł on nakładem Egmont Polska.
O samym tytule możemy przeczytać, że:
Frank Castle, samozwańczy mściciel zwany Punisherem, od lat toczy
samotną walkę z nowojorskimi przestępcami. I robi to tak
bezwzględnie, że rodziny mafijne w końcu postanowiły zastawić na
niego pułapkę. Przynętą ma być szeregowy zbir Wilson Fisk,
niespodziewanie wyniesiony na stanowisko szefa wszystkich szefów, a
zabójcą – szalony strzelec wyborowy Bullseye. Obaj mają jednak
własne plany, a jeden z nich chciałby nade wszystko zrozumieć
Punishera… i być może zbliży się do tego bardziej niż
ktokolwiek wcześniej.
Podsumowując ten tom nie wnosi niczego odświeżającego do tej
serii. Castle lata jak nie przymierzając kot z pęcherzem i robi to,
do czego nas przyzwyczaił na przestrzeni tych lat. Czyli stara się
aby było krwawo i często widowiskowo. Ilustracje Dillona dają radę
i nie raz zatrzymywałem się dłużej przy którejś scenie aby
docenić jego kunszt. Więc jeśli fani Punishera nie mogą się
doczekać, to śmiało mogą sięgnąć i po tą część. Nie jest
powalająco, ale źle też nie jest.
Harleen Stjepan Šejić
/EGMONT POLSKA/
przedpremierowo
Harley Quinn – postać pojawiająca się w filmach i serialach,
których akcja dzieje się w mieście Batmana. Była lekarka, która
ogólnie mówiąc oszalała a w czynieniu zła niemalże przerosła
swego mistrza. Nigdy nie byłem zbytnim fanem tej antybohaterki,
jednak trafiłem na historię, która sprawiła że spojrzałem
inaczej na jej przeżycia. Chodzi tu oczywiście o słynne dzieło
„Harleen”, które nakładem wydawnictwa Egmont Polska, ukaże się
29 kwietnia.
Z okładki możemy
dowiedzieć się, że:
Młoda doktor
psychiatrii Harleen Quinzel jest bliska znalezienia lekarstwa na
szaleństwo nawiedzające Gotham City. Jednak musi najpierw udowodnić
swoją rewolucyjną teorię sceptycznie nastawionym autorytetom. Żeby
to osiągnąć, zagłębia się w zaburzone umysły najbardziej
niebezpiecznych więźniów Azylu Arkham. Coraz więcej czasu spędza
z obłąkanymi przestępcami, a im bardziej zbliża się do jednego
ze swoich pacjentów, tym mocniej oddala się od rzeczywistości.
Ta historia zagłębia
się w najmroczniejsze zakamarki umysłu bohaterki. Harley staje oko
w oko z najbardziej bezwzględnymi złoczyńcami w Gotham, co powinno
bardzo pomóc jej w badaniach, jednak pewna złośliwość losu
sprawia że zrobi to tylko Joker. To desperackie dążenie do
ukończenia pracy – nieustępliwe dążenie – przyczyniło się
do stworzenia postaci dalekiej od głupiej i kapryśnej Harley Quinn,
którą znamy chociażby z serialu. Jest to bardzo ciekawe podejście
do łańcucha wydarzeń, które przekształciły jeden z
najbłyskotliwszych umysłów Gotham City, w jeden z najbardziej
zdeprawowanych. Pełno tu interesujących psychologicznych zagadnień
oraz intryg, które prowadzą czytelnika w kierunku tragedii, która
– jak wiemy – czeka nas na końcu tej drogi.
Stjepan Šejic
potrafi w swoich obrazach oddać to co najbardziej lubię w
komiksach. Świetnie przedstawione wrażenie ruchu i wyraziste
postacie, które wydają się żywe, a nie wszyscy twórcy umieją to
przedstawić tak jakbym chciał zobaczyć. Ta historia ma wszystko
czego oczekuję od komiksu i dawno nie czytałem czegoś równie
dobrego. Jestem zachwycony i myślę że twórca trafi do wąskiego
grona moich ulubionych artystów, którzy tworzą trudną sztukę,
jaką jest komiks.
poniedziałek, 20 kwietnia 2020
Loteria Shirley Jackson, Miles Hyman
/MARGINESY/
Wreszcie zapoznałem się z publikacją, a raczej jej adaptacją
która wywołała niemałe zamieszanie, w roku w którym powstała.
Niedługi tekst który z miejsca uznano za kontrowersyjny i prawie
zakazano publikacji tegoż. Chodzi tu oczywiście o tytuł „Loteria”
amerykańskiej pisarki Shirley Jackson. Chociaż zapoznałem, to może
za dużo powiedziane, bowiem jest to „zaledwie powieść
graficzna”.
O publikacji możemy
przeczytać, że:
Małe, idylliczne
amerykańskie miasteczko, w którym wszyscy znają się po imieniu.
Każdego roku te imiona zapisywane są na kartkach i wkładane do
drewnianego pudełka. Tylko jedno zostanie wylosowane, ale w tej
loterii nikt nie chce być zwycięzcą...
I tyle. Jestem może
nieczuły, nie rozumiem zamysłu autora, ale zupełnie nie pojmuję
przesłania tego komiksu. Oszczędny w słowach, obrazy też jakoś
nie przemawiają do mnie. Sama treść opowiadania jest znakomita,
ale przekaz w formie „obrazków” zupełnie do mnie nie trafił.
Wnuk pisarki adaptował to opowiadanie, jednak jego adaptacja jest po
prostu nudna. Owszem okładka każe nam wierzyć że jest do
arcydzieło. Ale – jeszcze raz zaznaczam – cały czas chodzi o
tekst Jackson, nie o adaptację jej wnuka. Tak że podsumowując.
Opowiadanie tak, komiks nie.
sobota, 18 kwietnia 2020
Bibliotekarka z Auschwitz Antonio Iturbe
/WYDAWNICTWO LITERACKIE/
Bazując na II wojny światowej stworzono tyle różnego rodzaju
dzieł że nie sposób zaznajomić się z całością. To nie tylko
rozległe analizy, tego co doprowadziło do wybuchu tejże, ale i
powieści dziejące się w tamtych ciężkich czasach, czyli
dramatyczne losy ludzi. Ale także filmy dramaty, horrory, a nawet
komedie. Wymieniać można długo. Jednak najlepiej skupić się na
historiach, które są oparte na wspomnieniach osób, osobiście
zaangażowanych w ten koszmar. Jednak II wojna światowa to temat
rzeka. Całkiem niedawno skupiłem się na historiach, opisujących
życie i śmierć w obozach zagłady, a szczególnie w Auschwitz.
Kolejny tytuł opisujący historię, która bazuje na autentycznym
zdarzeniu to „Bibliotekarka z Auschwitz”.
O książce możemy
przeczytać, że:
Ma
zaledwie czternaście lat i wytatuowany na ręce numer 73 305. Dita
przyjechała do Auschwitz-Birkenau transportem z getta w Terezinie.
Razem z matką i ojcem trafiła do tak zwanego obozu rodzinnego. To
jedyne miejsce w „fabryce śmierci”, w którym dzieci i ich
rodzice mogą mieszkać razem. Jedyne, w którym działa tajna
szkoła, z niewidzialnymi tablicami i zeszytami, lekcjami
wypowiadanymi szeptem i przerywanymi, niczym dzwonkiem, brutalnymi
rewizjami. Ale książki są prawdziwe. Osiem rozlatujących się
tomów. Każdy na wagę ludzkiego życia. Najmniejsza biblioteka
świata. Dita została ich strażniczką, codziennie przenosi je do
bezpiecznej kryjówki, za każdym razem kładąc na szali własne
życie.
Byłaby to całkiem
interesująca powieść, gdyby opierała się tylko na wspomnieniach
Dity, bez upiększeń autora, który oczywiście musiał wtrącić
swoje trzy grosze. Lubię historie oparte na faktach, ale tutaj
pisarz zbyt daleko poszedł w swoją wyobraźnię, a Ditę zepchnął
niemalże na drugi plan. Świetnie się czyta, dlatego ocena wysoka,
jednak jest zbytnio „powieściowo”.
Transmigracja Timothy'ego Archera
/REBIS/
Philip.K.Dick, to jeden z najsłynniejszych twórców literatury
fantastycznonaukowej. Za życia-owszem znany, jednak dopiero po
swojej przedwczesnej śmierci zyskał szacunek i uznanie należące
mu się bez wątpienia. Kto nie słyszał o "Człowiek z
Wysokiego Zamku"-alternatywnej wizji świata, w którym to
hitlerowcy wygrali wojnę, a Stany Zjednoczone podzielone są na
strefy wpływów niemieckich i japońskich? Takich przykładów jest
wiele. Być może znany jest również z tego, że donosił na
naszego rodzimego pisarza, czyli Stanisława Lema, do FBI, twierdząc,
że pisarz ten to spisek komunistów, bowiem nikt nie może tworzyć
tak różnorodnych dzieł... Talentu mu jednak odmówić nie można.
Wydawnictwo Rebis właśnie wznowiło ostatnią powieść tego autora
„Transmigracja Timothy’ego Archera”. I uprzedzając jest to
powieść wyjątkowo pozbawiona „fantastyczności” - mimo tego
jest fantastyczna.
O samej opowieści możemy przeczytać, że:
Trudno o bardziej trafne podsumowanie życia i twórczości Philipa K. Dicka.
Transmigracja Timothy’ego Archera jest przepełniona śmiercią – wielce stosownie jak na ostatnią powieść. Problem w tym, że pięćdziesięciotrzyletni Dick nie chorował i nie miał podstaw, żeby się spodziewać rychłej śmierci. Stało się tak, że jego organizm – a to obejmuje również jego nadczułą psychikę – podyktował mu na zakończenie życia powieść o śmierci uwieńczoną znalezieniem świętego Graala. Bo biskup Archer wyrusza na ostatnią wyprawę w poszukiwaniu mądrości, a znajduje śmierć oraz współczucie bodhisattwy, czyli miłość. - Lech Jęczmyk, „Od tłumacza“.
Transmigracja Timothy’ego Archera jest przepełniona śmiercią – wielce stosownie jak na ostatnią powieść. Problem w tym, że pięćdziesięciotrzyletni Dick nie chorował i nie miał podstaw, żeby się spodziewać rychłej śmierci. Stało się tak, że jego organizm – a to obejmuje również jego nadczułą psychikę – podyktował mu na zakończenie życia powieść o śmierci uwieńczoną znalezieniem świętego Graala. Bo biskup Archer wyrusza na ostatnią wyprawę w poszukiwaniu mądrości, a znajduje śmierć oraz współczucie bodhisattwy, czyli miłość. - Lech Jęczmyk, „Od tłumacza“.
Podsumowując. Jeśli człowiek przyzwyczai się do tego, co może
oczekiwać od pisarza, którego powieści zna i ceni, trochę trudno
czyta się coś co odbiega od tego do czego nas przyzwyczaił. Tak
jest w przypadku „Transmigracji...”, bowiem trudno tutaj znaleźć
jakieś fantastyczne elementy. Owszem można je spotkać, jednak
tłumaczone są jako zaburzenia psychiczne. Ta publikacja to przede
wszystkim rozważania o śmierci, życiu, o poszukiwaniu Boga. I
nietypowo u tego autora – główna bohaterka to kobieta, w dodatku
zwracająca się bezpośrednio do czytelnika. Naprawdę nie
przypomina żadnej z poprzednich książek Dicka, mimo tego widać w
tym dziele jego rękę. Trudno to wytłumaczyć nawet, jeśli znacie
jego twórczość. Ta historia, mimo że trochę inna, odkrywa nowe
oblicze ulubionego pisarza. Mnie zafascynowała, dlatego polecam.
Atutem tego wydania są jak zwykle genialne rysunki Wojciecha
Siudmaka.
piątek, 17 kwietnia 2020
Jest krew... Stephen King
PREMIERA 28 KWIETNIA.
Czytelnicy kochają powieści Stephena Kinga, ale i jego opowiadania - zawsze mocne i zapadające w pamięć - są prawdziwą mroczną ucztą dla zmysłów. "Jest krew…" to cztery nowe, znakomite opowieści, które z pewnością staną się równie sławne jak "Skazani na Shawshank".
King po raz kolejny pokazuje pełnię swojego kunsztu. W tytułowej noweli Holly Gibney, ulubiona bohaterka czytelników (znana z trylogii o Billu Hodgesie i z "Outsidera"), musi stawić czoło swoim lękom i być może kolejnemu outsiderowi - tym razem w pojedynkę. "Telefon pana Harrigana" opisuje międzypokoleniową przyjaźń, która trwa po grób… a nawet dłużej. "Życie Chucka" ilustruje ideę, że każdy z nas posiada wiele osobowości. A w "Szczurze" niespełniony pisarz boryka się z ciemną stroną swojej ambicji.
Opowieści te nie tylko prezentują w całej okazałości maestrię autora, ale również pokazują, że pewne tematy są nieprzemijające. Jednym z motywów przewodnich utworów Kinga jest zło, które występuje także w "Jest krew…", przedstawione w tytułowej noweli jako "duży, uszargany, lodowatoszary ptak". Stale obecne jest jednak też przeciwieństwo zła, w twórczości Kinga przybierające często postać przyjaźni. King przypomina nam, że codzienne przyjemności, choć ulotne, właśnie dzięki tej ulotności są piękne - czy jest to niespotykanie piękny, pogodny dzień po długich tygodniach szarugi, czy frajda z tańca, w którym idealnie wychodzi każdy krok, czy też nieoczekiwane miłe spotkanie. W takich momentach przekonujemy się, że Stephen King potrafi nie tylko przyprawić o dreszcz przerażenia, ale i perfekcyjnie opisać radość w jej najczystszym wydaniu.
W styczniu 2021 roku mała wyściełana koperta zaadresowana do detektywa Ralpha Andersona doręczona zostaje jego sąsiadom, państwu Conradom. Rodzina Andersonów jest na długich wakacjach na Bahamach, skąd mają wrócić trzeciego lutego, i Conradowie zgodzili się do tego czasu odbierać ich pocztę. Kiedy Ralph otwiera przesyłkę, w środku znajduje pendrive’a nazwanego "Jest krew", co prawdopodobnie nawiązuje do starego dziennikarskiego powiedzenia "Jest krew, są czołówki". Pendrive zawiera dwie rzeczy. Jedna to katalog ze zdjęciami i spektrogramami dźwięku.
Drugą jest rodzaj raportu, czy może raczej pamiętnik mówiony sporządzony przez Holly Gibney, z którą detektyw prowadził śledztwo rozpoczęte w Oklahomie, a zakończone w teksaskiej jaskini.
Sprawa ta nieodwracalnie zmieniła sposób, w jaki Ralph Anderson postrzega rzeczywistość. Ostatnie słowa swojego raportu Holly nagrała 19 grudnia 2020. Mówi zdyszanym głosem:
Zrobiłam, co w mojej mocy, Ralph, ale nie wiem, czy to wystarczy.
Pomimo wszystkich moich przygotowań istnieje możliwość, że nie wyjdę z tego żywa. Gdybyśmy mieli nigdy więcej się nie zobaczyć, chcę, żebyś wiedział, jak wiele twoja przyjaźń dla mnie znaczyła. Jeśli mimo wszystko zginę, a ty postanowisz dokończyć to, co zaczęłam, proszę, bądź ostrożny. Pamiętaj, że masz żonę i syna.
Fragment książki
środa, 8 kwietnia 2020
Ptyś i Bill. Bill, na psa urok! Tom 6 Jean Roba
/EGMONT POLSKA/
Komiks o chłopcu i jego psie w Belgii znany jest już od 1959 roku, a jego twórca Jean Roba chciał, aby Ptyś i Bill byli odpowiedzą na Fistaszki – kolejny komiks legenda. Czy stał się taka odpowiedzią? Nie mnie oceniać, jednak w kraju powstania stała się ta seria niezwykle popularna, na jej podstawie powstały seriale i filmy. Po śmierci autora dalszą kontynuacją zajmuje się twórca - „namaszczony” przez pomysłodawcę.
„Bill, na psa urok!” to historie pisane jeszcze przez Robę.
Z okładki możemy dowiedzieć się, że:
Przygody sympatycznego psa Billa i jego pana – małego chłopca Ptysia. Humorystyczna seria dla dzieci i dorosłych. Album zbiorczy zawiera trzy tomy oryginalne: ""Bill, na psa urok!"", ""Bill zbzikował"" i ""Globtroterzy"". Ptyś ciągle ma kłopoty – w szkole powoduje wypadek dyrektora, ucieka przed strażnikami parków miejskich, dowiaduje się, że każdy musi robić w życiu coś ważnego... A co ważnego może robić kilkuletnie dziecko? Oj, może... Wygłupiać się z ukochanym psem, szaleć z przyjacielem i wymyślać rzeczy, które doprowadzają dorosłych do rozpaczy. Tata narzeka na drożyznę, mama wścieka się, że mężczyźni nie doceniają kobiet, ale Ptyś i jego spaniel Bill bardziej interesują się robieniem papierowych samolotów i zapełnianiem żołądka pysznościami. Jednak pewnego dnia czeka ich przygoda największa z możliwych: podróż dookoła świata!
Kolejny tom, który czyta się z uśmiechem na twarzy. Krótkie historyjki są świetne, jednak nadal tytuł prawie każdej z nich zdradza puentę. Nie wiem czyja to wina, jednak przeszkadzało mi to w jakiś sposób. Z kolei dłuższa opowieść „Globtroterzy” sprawiła, że przypomniałem sobie przygodowe powieści, które czytałem nie tak dawno temu. W tej historii mamy powiew takich opowieści, bowiem nasza rodzina zostaje uwięziona przez pewne plemię, a głowy bohaterów być może skończą jako miniaturki… Przekonajcie się sami. Dla mnie ta seria jest jedną z najlepszych, jeśli nie najlepsza, z tych które ukazują się nakładem wydawnictwa Egmont Polska w cyklu „Komiksy są super!”Zatem polecam, na poprawę humoru, ale nie tylko.
Przygody wielkiego wezyra Iznoguda 2 René Goscinny, Jean Tabary
W czerwcu ubiegłego roku Egmont Polska postanowiło uraczyć czytelników pierwszym tomem przygód wielkiego wezyra Iznoguda. Mikry wzrostem, lecz wielki ambicjami wezyr który robi wszystko aby zostać kalifem w Bagdadzie. Niestety jego ambitne plany zawsze kończą się porażką, ale Iznogud nie rezygnuje. Jakaś porażka nie popsuje mu planów!
Teraz możemy cieszyć się kolejną częścią zbiorczych perypetii wezyra. „Przygody wielkiego wezyra Iznoguda. Tom drugi” - właśnie nadeszły.
O tym tomie możemy przeczytać, że:
Iznogud to niewielki wzrostem, ale wielce ambitny wezyr. Nie wystarcza mu stanowisko głównego zausznika władcy Bagdadu, dlatego nie cofnie się przed żadnym łotrostwem ani najokropniejszą zdradą, aby zostać kalifem w miejsce kalifa! Iznogud będzie próbował wysłać kalifa na Księżyc, skłócić go z potężnym sułtanem Pulmankarem, zamienić w złoty posąg, a nawet umyć mu zęby! A wszystko to po to, żeby spełnić marzenie o władzy absolutnej. Czy w końcu uda mu się osiągnąć cel? Drugi album z cyklu "Przygody wielkiego wezyra Iznoguda" zawiera tomy: "Gwiazdy dla Iznoguda", "Iznogud i magiczny komputer", "Marchewka dla wezyra" i "Dzień szaleńców".
Iznogud to jedna z najlepszych serii od Goscinnego. Kolejna świetna komedia dla całej rodziny. I teraz, po latach możemy się cieszyć kolejnymi zbiorczymi tomami. Iznogud może i jest do cna zepsuty, ale nikt nie może mu odmówić ambicji. Jego plany nie mogą się nie udać, ale zawsze coś mu staje na przeszkodzie, aby jego plany przyniosły zamierzony skutek. Mnóstwo świetnych historyjek scen. Choćby ta, w której kalif przebiera się za ajenta ubezpieczeniowego i rusza na poszukiwanie marchewki. Mamy też możliwość spotkania starych znajomych. W jednej z opowieści pojawiają się słynni piraci, których możemy kojarzyć z przygód pewnego Gala. I o wiele więcej. Mnóstwo „mrugnięć” do czytelnika, wspaniałe rysunki i ciekawe opowieści. Polecam nieustająco.
Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 7 Jim Davis
/EGMONT POLSKA/
Pisząc coś o Garfieldzie, nie można wspomnieć o jego twórcy, czyli Jimie Davisie. Bez niego ekscentryczny kot, który wielbi lazanię, lubi oglądać telewizję i nienawidzi psów, w ogóle by nie powstał. A przecież w czerwcu minęły 42 lata gdy ten żarłoczny futrzak zawojował serca niemalże całego świata. Tak zwane paski z jego przygodami ukazują się w gazetach na wszystkich kontynentach. Powstały także filmy animowane, oraz nowatorskie połączenie animacji z filmem aktorskim. To znaczy nowatorskie w tamtych czasach, a był rok 2000. Nakładem Egmont Polska ukazał się właśnie siódmy -zbiorczy tom przygód Garfielda-a co ważniejsze-te paski są ułożone w porządku chronologicznym. W siódmym tomie mamy więc końcówkę 1989 roku oraz trafiamy do roku 1990.
O siódmym tomie możemy przeczytać, że:
Tłusty żartowniś nie rezygnuje i chwyta każdą okazję, żeby ponabijać się z Jona! Przez lata Garfield zdążył wyciąć wiele numerów swojemu nieszczęsnemu – i nieporadnemu – właścicielowi: przykleił mu telefon do ucha, wysmarował podeszwy tłuszczem, a kiedy Jon zasnął, ostrzygł go na irokeza (wiadomo, tego wina, kto sobie drzemkę ucina). Ale to tylko żarty. W głębi serca Garfield wie, że potrzebuje Jona. Kto inny zapłaciłby dostawcy pizzy? Usiądźcie wygodnie, rozluźnijcie się i przyłączcie do tłustego kocura na superobfitą ucztę prześmiesznych i szalonych wybryków!
Kolejna doskonała rozrywka z żarłocznym i cynicznym kotem, który nie jest pozbawiony pewnego uroku. Jego fajtłapowaty pan i głupkowaty pies dopełniają całości. Chociaż co do Odiego należy wspomnieć, że właśnie w tym tomie możemy znaleźć historyjkę w której Odie czyta „Wojnę i pokój”, oraz słucha Mozarta. Możemy się więc domyślać, że jego codzienna „durnowatość” jest tylko na pokaz. Polecam wszystkim. Nie tylko wielbicielom kotów, ale i tym którzy chcą sobie poprawić humor.
Kapitan Ameryka: Steve Rogers Nick Spencer, Jesús Saíz i inni...
/EGMONT POLSKA/
Postać Kapitana Ameryki zaistniała w 1941 i początkowo służyła głównie do propagandy, a nasz bohater miał nawet pomocnika. Jego patetyczny patriotyzm niektórym przeszkadza, ale to pewne naleciałości, których nie da się tak łatwo wykorzenić. Niemniej postać tą lubię i chętnie sięgam po nowe albumy jego przygód, ukazujące się u nas. I tak, podążającym tym tropem trafiłem na jeden z najgłośniejszych albumów z jego udziałem. Ci co wiedzą, niech powiedzą tym co nie wiedzą…
A komiks ten nosi zaskakujący tytuł „Kapitan Ameryka. Steve Rogers”.
O komiksie możemy przeczytać, że:
Pierwszy tom głośnej sagi o Kapitanie Ameryce, zwieńczonej wydarzeniem „Tajne imperium”. Od czasu II wojny światowej Steve Rogers symbolizuje amerykańskie ideały. Niedawno odzyskał siłę i młodość – i wszyscy liczą na to, że przywróci ład w świecie, w którym po upadku więzienia Pleasant Hill znów panoszą się arcyłotrowie, a faszystowska organizacja Hydra błyskawicznie rośnie w siłę. Kapitan Ameryka ma jednak własne plany… i zrealizuje je, choćby miał iść po trupach. Czy ten genialny strateg, z którego zdaniem liczą się najważniejsi politycy, wciąż jest szlachetnym bohaterem, za którego wszyscy go uważają? Czy też służy teraz mroczniejszej sile?
Kapitan Ameryka od pewnego czasu zadomowił się na naszym rynku i coraz powracają kolejne tomy jego przygód. Najnowszy to wstęp do nadchodzącego eventu, ale wstęp dobry. Ciekawy. Mający swój urok, choć nadal najlepsze dopiero przed nami. Niniejszy tom to zarówno dzieło samodzielne, jak i wstęp do czegoś więcej, co zakończy się „Tajnym imperium”. Jednocześnie to niezły przykład komiksu o Kapitanie Ameryce także na początek przygody z tą postacią. Mimo to lepiej jednak sięgnąć po jego przygody autorstwa Brubakera, bo tam dopiero w pełni wykorzystano jego potencjał. Rysunkowo rzecz jest poprawna. Ani nie zachwyca, ani nie zawodzi. Gruby tom zapewnia za to sporo rozrywki dla miłośników postaci, kto lubi, może się zapoznać.
Ultimate Spider-Man. Tom 6 Brian Michael Bendis, Mark Bagley
/EGMONT POLSKA/
Spiderman, albo jak wolą niektórzy Spider-Man zaistniał w wyobraźni komiksomaniaków już w 1965 roku. A wszystko zaczęło się, kiedy Peter Parker, będąc na wycieczce szkolnej, przypadkowo zostaje ukąszony przez radioaktywnego pająka, w wyniku czego nabiera mocy, z których tkanie pajęczych sieci, jest najmniej spektakularną. Oczywiście Peter - jako że jest nastolatkiem - musi ukrywać swoje moce. Ale wraz z mocą przychodzi również odpowiedzialność. Chłopak szybko się o tym przekonuje, kiedy przez jego niezaangażowanie - ginie jego wujek. Od tego czasu nasz Człowiek Pająk staje w szranki z najgorszymi zbirami, a niektórzy szczerze go nienawidzą...
Na podstawie komiksu powstało kilkanaście seriali animowanych, parę wersji na potrzebę telewizji, oraz filmy kinowe, z których najnowszy miał premierę nie tak dawno temu. A pozostając w sferze komiksów, niedawno wpadł mi w ręce szósty tom przygód Petera „Ultimate Spider – Man”.
Z okładki możemy dowiedzieć się, że:
Szósty tom przygód młodego Spider-Mana. Choć nastoletni Peter Parker z sukcesem stawił już czoła wielu wyzwaniom, nawet on może nie sprostać bezdusznej maszynie do zabijania, jaką jest Carnage. Jednak utrata bliskiej osoby zmotywuje Pająka do zdecydowanego działania. Nieco później osobliwe zajście połączy Spider-Mana z Wolverine’em. Żeby rozwikłać tajemnicę, powinni współpracować, a to wcale nie będzie bułka z masłem. Spider-Man spotka także Doktora Strange’a i Johnny’ego Storma, który został zmuszony do skończenia liceum. Ludzka Pochodnia trafi do szkoły, do której uczęszcza też… Peter Parker.
„Ultimate Spider - man” to zdecydowanie najlepsza seria o pająku na rynku. Tytuł doskonały do rozpoczęcia przygody z tym bohaterem, bo na nowo opowiadający wszystkie jego najważniejsze przygody. Najnowsza część zabiera nas do jednego z najtragiczniejszych momentów spidermanowej historii, który w tym wydaniu nabiera nowego znaczenia. A chociaż to już szósty zbiorczy tom, przed nami jeszcze dużo zabawy. Nie dotarliśmy nawet do połowy i jeśli seria utrzyma poziom – w co nie wątpię – będzie na co czekać.
Ten tom może pochwalić się także znakomitymi ilustracjami, co pozostaje niezmienne od samego początku. Pozostaje mi tylko polecić. Kupujcie i czytajcie.
wtorek, 7 kwietnia 2020
Star Trek. Statki Gwiezdnej Floty 2151 - 2293
Na 6 maja zaplanowana jest polska premiera bogato ilustrowanej encyklopedii statków kosmicznych z uniwersum Star Trek Gene Roddenberry’ego z lat 2151-2293. Książka po raz pierwszy w historii przedstawia rozwój Gwiezdnej Floty w ujęciu chronologicznym, uwzględniając również mniej ważne jednostki, które mogły umknąć uwadze widza.
To pozycja obowiązkowa dla prawdziwych fanów uniwersum!
poniedziałek, 6 kwietnia 2020
Co nam leży na wątrobie? Samuel Didier
/CZARNA OWCA/
przedpremierowo
Popularnonaukowe książki mają za zadanie nie tylko zaciekawić
czytelnika swoimi opowieściami, ale i sprawić że wiedza w nich
zawarta czegoś nas nauczy. To nie tylko historie wynalazków,
podboju kosmosu, czy głębin oceanu, ale i nas ludzi. Można by rzec
że całkiem dogłębnie przedstawione, bowiem nie tak dawno trafiłem
na książkę „Co nam leży na wątrobie? Jak dbać o jeden z
najważniejszych narządów”.
O książce możemy
przeczytać, że:
Wątroba jest
narządem, o którym wiemy niewiele. Jej dolegliwości przez długi
czas były uznawane za wstydliwe z powodu ich rzekomych związków z
alkoholizmem. Czas najwyższy rozprawić się z tymi stereotypami.
Wątroba ma kluczowe znaczenie dla naszego zdrowia – jako „stacja
oczyszczająca” przetwarza substancje przechodzące przez ludzkie
ciała. Bez niej leki, które przyjmujemy, byłyby całkowicie
nieskuteczne .
- prawdziwych przyczynach marskości wątroby, dementując szkodliwe mity;
- straszliwej i wciąż zbyt mało znanej epidemii niealkoholowej stłuszczeniowej choroby wątroby (NASH);
- fascynującym mechanizmie regeneracji wątroby;
- działaniu rozmaitych diet na organizm;
- naukowej ocenie skandalu wokół szczepionki przeciwko żółtaczce typu C.
Największym plusem
tej książki jest to, że napisana jest językiem, który trafi do
każdego. Nie są to suche fakty, które powinny być przedstawiane
wyłącznie w encyklopedii, ale wciągająca i całkiem zabawna
historia o naszym najważniejszym organie. Wyszczególnione są także
informacje, które warto przyswoić. Polecam każdemu, zadziwiająco
ciekawa publikacja. A nie spodziewałem się zbyt wiele po tym
tytule.
Piętno Przemysław Piotrowski
/CZARNA OWCA/
przedpremierowo
Całkiem niedawno odwiedziłem Częstochowę, a raczej miejsca zbrodni w tym pięknym mieście. Kontynuując swoją podróż, wpadłem do Zielonej Góry, a nawet do samej stolicy. Moja czytelnicza podróż tym razem nosi tytuł „Piętno”.
O książce możemy przeczytać, że:
Igor Brudny to twardy, warszawski glina, który woli nie wracać do swojej przeszłości. Tym razem może jednak nie mieć innego wyjścia. Zielona Góra. Mężczyzna bliźniaczo podobny do Brudnego jest poszukiwany w sprawie wyjątkowo brutalnego morderstwa. Komisarz musi wrócić do rodzinnego miasta, by oczyścić się z podejrzeń i rozwikłać tajemnicę swojego pochodzenia. Na miejscu działa już zespół śledczych dowodzony przez inspektora Romualda Czarneckiego. Brutalność mordercy nie pozostawia wątpliwości – to dopiero początek. Obecność Brudnego dodatkowo komplikuje całą sprawę. Czarnecki jest przekonany, że komisarz może okazać się kluczem do złapania sprawcy. Ale czy może mu zaufać?
Twardy warszawski
glina, który – to oczywiste – nie lubi wracać do swojej
przeszłości. Która zaatakuje go z najmniej oczekiwanej strony.
Całkiem dobrze się to czytało. Ciekawi bohaterowie, zbrodnie o
których trudno zapomnieć, jest super. Oby więcej takich historii,
wtedy i polskich autorów będę czytał więcej. Niemniej, w sferze
kryminalnej mamy całkiem dobrych pisarzy i to się chwali. Polecam
zatem.
Wołanie grobu Simon Beckett
/CZARNA OWCA/
przedpremierowo
Simon Beckett to brytyjski dziennikarz i pisarz. Jego najsłynniejszym bohaterem jest antropolog sądowy David Hunter. A jego przygody znają czytelnicy niemalże na całym świecie. Oprócz mnie, bowiem powieść „Wołanie grobu” jest pierwszą z tym bohaterem jaką przeczytałem.
O książce możemy przeczytać, że:
Posępne, złowrogie torfowiska niczym sceneria z najlepszych powieści gotyckich oraz poczucie grozy, które towarzyszy czytelnikowi od pierwszej do ostatniej strony książki. Osiem lat wcześniej wybitny antropolog sądowy – David Hunter – był członkiem ekipy dochodzeniowej, która prowadziła śledztwo w sprawie serii okrutnych morderstw. Schwytany wtedy mężczyzna przyznał się do zbrodni. Nie odnaleziono jednak zwłok ofiar, choć podejrzewano, że mogły być zakopane na odludnych wrzosowiskach Dartmoor w Anglii. Po latach koszmar zaczyna się od nowa. Psychopatyczny seryjny morderca ucieka z więzienia i zamierza dopaść tych, którzy dawniej uczestniczyli w śledztwie przeciw niemu i doprowadzili go przed oblicze sprawiedliwości.
Podsumowując.
Ciekawa i wciągająca powieść, której akcja toczy się wokół
serii morderstw, które popełniono przed laty. I oczywiście
przeszłość dopada naszego bohatera, a psychopata bardzo chce
dopaść naszego doktora. I przynajmniej w tej powieści w zasadzie
bohater jest jeden, a dodatkowo całkiem ciekawie opisuje swoje
życie. Nie tylko zawodowe. Mając to na uwadze, że tytuł ten
pochłonąłem w jeden wieczór, zapewne sięgnę po kolejne tytuły
nie tyle autora, ale te w których Hunter gra pierwsze skrzypce.
Zatem polecam.
Z moich kości Marcin Dudziński
/CZARNA OWCA/
przedpremierowo
przedpremierowo
Od jakiegoś czasu czytam książki tematami, albo gatunkami, jak kto
woli. Była więc faza książek historycznych, opartych na faktach,
biografie, fantastyka, a teraz przyszła pora na kryminały, które
niektórzy nazywają thrillerami. Pierwszą pozycją z tej nowej
grupy okazała się powieść „Z moich kości”. Jest to drugi tom
trylogii Profanum, jednak w mojej opinii zupełnie to nie
przeszkadza. Spokojnie można zacząć czytanie od drugiego tomu
właśnie, chyba że czegoś nie rozumiem.
O książce możemy
przeczytać, że:
Częstochowa.
Komendant miejski policji Jerzy Walter musi stawić czoła kryzysowi
i własnej przeszłości. Pozornie spokojny czas, który
nastąpił po skandalu wokół jego brata, biskupa Stanisława
Waltera, przerywa nagła kradzież. Z muzeum archeologicznego ktoś
zabiera bezcenne kości. Gdy pierwsza z nich zostaje odnaleziona,
policjanci orientują się, że to nie włamanie było ich
największym problemem. Mając w pamięci groźbę brata, Jerzy
Walter zaczyna podejrzewać, że wszystko, co właśnie ma miejsce,
zostało przygotowane w określonym celu…
Krótkim
podsumowaniem chciałem zaznaczyć że w tej powieści jedynym
minusem – jak dla mnie - jest liczba głównych postaci. Rzadko
umiem przejść koło tego obojętnie, bo po prostu tego nie lubię.
Nie chodzi o to żeby był jeden bohater w ogóle, ale żeby tylko
jeden miał możliwość wypowiadania swojego zdania. To skakanie
między bohaterami, jest ze wszech miar męczące.
Pomijając ten błahy
minus, autor ma naprawdę znakomite pomysły. Całość napisana jest
lekko i powieść wciąga nas od pierwszej strony. Potrafi też
sprawić, że mamy dylemat komu kibicować na kartach tej powieści,
bowiem większość, jak nie wszyscy powinni ponieść jakąś karę
za swoje poczynania. Dla tych którzy lubią szczególnie krwiste
historie, bowiem autor nie raz aż za szczegółowo opisuje ofiary i
rany, które im zadano. A wyobraźnia pracuje… A jeszcze miasto,
które każdy Polak przynajmniej kojarzy, skąpane nie tylko w
skwarze, ale i we krwi. Jednym słowem polecam. Czekam na zwieńczenie
trylogii i zapewne sięgnę po pierwszy tom, aby sprawdzić jak to
wszystko się zaczęło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Sekrety nigdy nie umierają Ralph Vincent
Lekka, prosta książka, całkiem przyjemne czytadło dla nastolatków. Poprawnie napisana z całkiem niezłym klimatem. Wchodzi szybko i przyjem...
