Ktoś we mnie Sarah Waters



/PRÓSZYŃSKI I S-KA/

arah Waters, to jak się dowiedziałem pisarka debiutująca całkiem niedawno, ma na swoim koncie zaledwie sześć powieści, z których praktycznie każda nominowana była co najmniej do jednej nagrody.Co za tym idzie, znając moje upodobanie do znęcania się nad samym sobą, wątpliwymi lekturami, wybrałem sobie jedną z repertuaru tej pani i postanowiłem sprawdzić, za cóż te nagrody, a co najważniejsze, czy zasłużone.

Lata 50 XX wieku.Do pewnej posiadłości zostaje wezwany doktor, który, jako że lekarz rodzinny jest niedostępny, ma zbadać pewną pokojówkę.Sam doktor doskonale zna ową rodzinę, jak i samą posiadłość, bowiem lata temu jego matka, była w tym domu swojego rodzaju pomocą domową.Jednak po przybyciu na miejsce, nasz doktor stwierdza, że sama posiadłość jak i ludzie ją zamieszkujący znacznie różnią się od tego co zapamiętał.Zapuszczony ogród, odpadający tynk, to tylko niektóre z objawów upadku domiszcza.Dodatkowo w posiadłości dochodzi do różnych tajemniczych zdarzeń, które być może są sprawką jakiejś tajemniczej mocy, czy też któregoś z mieszkańców.Rozpoczyna się walka, być może o życie wszystkich mieszkańców, jak i samego doktora, bowiem wydarzenia nabierają intensywności.

Wiktoriańska posiadłość i opowieść o tajemniczych zjawiskach, to połączenie, które od dawna wywołuje uśmiech na mojej twarzy.Takie połączenie, po prostu sprawia mi frajdę z lektury.Jednak powieść Waters, może również sprawić satysfakcję samym językiem i sposobem przedstawiania faktów.Jest to bogata i pełna metafor zawartość, która przywodzi na myśl dzieła Dickensa co najmniej.Oczywiście, chodzi mi to o same bogactwo porównań i sposób prowadzenia kolejnych sytuacji.


Podsumowując powieść zapewne warta uwagi, jednak taki język może po jakimś czasie znużyć niejednego czytelnika.Ale jak już przyzwyczaimy się do kwiecistych zwrotów, lektura stanie się całkiem interesująca.

Komentarze