poniedziałek, 29 listopada 2021

Lem w PRL-u, czyli nieco prawdy w zwiększonej objętości Wojciech Orliński





 Stanisław Lem, tego pisarza chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jeżeli jest taka osoba, która nie kojarzy go przynajmniej, cóż-pozostaje tylko pochylić się z troską nad taką osobą. Oczywiście to moje zdanie, w żadnym razie nie zamierzam nikogo zmuszać do czegokolwiek. A dzieła tego pisarza, że wszech miar godne są tego, aby je znać, a nawet posiadać w swojej biblioteczce, gdyż do niektórych - gwarantuje Wam, będziecie wracać raz po raz."Opowieść o pilocie Pirxie", "Solaris", "Dzienniki gwiazdowe", "Astronauci", można by tak wymieniać niemal bez końca.


Całkiem niedawno zapoznałem się z książką „Lem w PRL – u”, a z okładki możemy przeczytać, że:

Autorski wybór korespondencji pisarza z instytucjami systemu, urzędnikami i przyjaciółmi dokonany przez Wojciecha Orlińskiego obnaża, ile bezsensownych problemów i kumulujących się trudności czekało w PRL na człowieka, który ciężką pracą i talentem odniósł duży sukces.


Philip K. Dick przekonywał, że Lema nie ma, bo żaden człowiek nie może pisać po mistrzowsku w tak różnorodnych gatunkowo utworach. Ale czy istniał czy nie, ta książka nieco inna od pozostałych, to nadal świetna lektura ukazująca nam tego fascynującego autora.

W tej książce korespondencje autora z różnymi instytucjami ukazują nam także sama postać pisarza. Lem obnaża tu system, obnaża ludzi, ale też obnaża tu siebie – swoje poglądy i siebie jako człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Koszmarne komando David Dastmalchian, Jesús Hervás

  Patrząc na ten komiks, trudno nie odnieść wrażenia, że DC trochę nie ma pomysłu na nowe, więc sięga do tego, co już kiedyś było, ale zbytn...