wtorek, 5 sierpnia 2025

Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong Buccellato Brian Duce Christian

 




Pamiętacie takie czasy, kiedy crossovery w albo z DC były rzadkością? Ja jestem tak stary, że pamiętam – pamiętam, jaką atrakcją było, kiedy Batman i Superman pojawili się razem we wspólnej przygodzie, a kiedy już z Batmanem naparzał się Predator albo Superman, zarażony przez nosiciela zarodków i pozbawiony mocy, mierzył się z Alienami to w ogóle było coś. Był też czas, kiedy takich crossoverów, czasem aż przesadnie crossowych było wiele, a przynajmniej więcej – „Witchblade/Aliens /Darkness/Predator” czy „Aliens versus Predator versus Terminator” to dobre ich przykłady. Ostatnio jednak się to pozmieniało, poprzetasowywało, ale pojawiło się też takie coś, jak ta publikacja. I to publikacja fajna, gdzie najważniejsi bohaterowie DC muszą walczyć z King Kongiem i Godzillą. Ambicji w tym żadnych, ale zabawa jest dobra.




Co tu dużo mówić, ten komiks nie ma być oryginalny, nie ma być ambitny. Ma być widowiskowy i pełen akcji. I jest. i to takiej konkretnej, bo rozpisanej na blisko 250 stron. Dużo akcji, pokazu wizualnych możliwości, nawiązań i puszczania oka do fana, w połączeniu z klimatem daje nam to, czego chcemy. Może i zero w tym inwencji czy oryginalności, a efektywność zamieniono na efekciarstwo, ale nie oszukujmy się, poza pierwszą „Godzillą” i „Shin-Godzillą” w serii nie działo się nic poza widowiskiem a i to dość specyficznym, podobnie w „King Kongu”, który poza klimatami oryginału z lat 30., nie oferował niczego szczególnego. A ten komiks wrzuca trochę fajnej, lekkiej rozrywki do gara, gdzie kiszą się już bohaterowie filmowych hitów i pichci z tego całkiem zjadliwe danie.




Grafika? Rysunki są tu dość realistyczne i przede wszystkim odpowiednio mroczne i dopracowane. Co prawda tego mroku czasem przydałoby się więcej, bo Godzilla i Kong najlepsi są wtedy, kiedy najbliżej im do survival horroru, ale i tak ogląda się to wszystko z przyjemnością, co po części jest również zasługą znakomitego koloru. A całość, nawet w prostszych momentach, jest nastrojowa i przyjemna dla oka. I chociaż wyładowana jest nawiązaniami i postaci z DC, to przede wszystkim rzecz dla fanów kaiju i nawet jeśli nie znają uniwersum superbohaterów, jeśli lubią wielkie potwory, śmiało powinni sięgnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Koszmarne komando David Dastmalchian, Jesús Hervás

  Patrząc na ten komiks, trudno nie odnieść wrażenia, że DC trochę nie ma pomysłu na nowe, więc sięga do tego, co już kiedyś było, ale zbytn...