Kłamca tom 1 Jakub Ćwiek


/SQN/

Jakuba Ćwieka nikomu nie trzeba przedstawiać. Jego Chłopców, czy Grimm City czytał każdy, kto chociaż trochę interesuje się fantastyką. Ja jako że z twórczością tego pisarza zaznajomiłem się całkiem niedawno najbardziej lubię z jego dorobku Gotuj z papieżem – przez niektórych uznane za zbyt kontrowersyjne. A kolejne jego dzieło, które lubię to cykl Grimm City o niezwykłym mieście – i jego jeszcze dziwniejszych – mieszkańcach. 
A jeśli już mowa o słynnych książkach – wydawnictwo Sine Qua Non wznawia właśnie debiut tego pisarza, czyli cykl Kłamca.

Z okładki możemy dowiedzieć się że:
Jest jeden Bóg To znaczy był, bo odszedł i dziś nikt nie wie, gdzie się podziewa.
Zanim jednak zniknął na dobre, dał ludziom wyobraźnię, wolną wolę i siłę wiary, a ci wykorzystali owe dary, by stworzyć sobie nowych bogów, półbogów, tytanów i innych, którzy zasiedlili ziemię i wprowadzili nowe porządki.
Aniołowie potrzebują sojusznika, którego nie obowiązują ich rygorystyczne zasady i prawa. Kogoś, kto pomoże im wygrywać w toczących się na ziemi starciach i bez problemu odnajdzie się zarówno pośród istot mitycznych, jak i współczesnych ludzi.
Wybór archaniołów pada na Lokiego, boga ognia i kłamstwa z panteonu Asów. Współpraca zaczyna się obiecująco, ale czy ktoś taki jak on da się długo trzymać na krótkiej smyczy?


Słowem podsumowania, ta publikacja to raczej zbiór krótkich opowiadań, niż powieść, jednak niektóre elementy są wspólne jak – chociażby – anielskie zastępy, czy kłamca doskonały, jakim jest Loki. W tej książce przeważają także dialogi, a przynajmniej dla mnie taka przewaga występuje. Chciałbym poczytać więcej opisów miejsc, w których rozgrywa się akcja tej publikacji, albo chociaż miejsc, z których pochodzą bohaterowie. Bowiem anioły i Loki to nie są postaci pojawiające się w każdej opowieści. Ciekawie tutaj wyszło połączenie wierzeń chrześcijańskich i tych, w których bogowie nordyccy wiodą prym. Tu nie ma zwycięzcy, tutaj każdy byt ma coś do powiedzenia w sprawie swoich owieczek. A sam Loki nie jest taki naiwny jak zapewne uważają anioły. Nie daje sobą manipulować i w gruncie rzeczy to on gra tutaj pierwsze skrzypce, choć mogłoby się wydawać inaczej.
Nowe wydanie, z nową grafiką na okładce. Powrót po nastu latach wygląda na udany. Polecam, zachęcam do lektury.

Komentarze