Dawaj czasy! Czyli wyzwolenie po sowiecku Stanisław M. Jankowski

/REBIS/

W 1945 roku, "bratni naród" zaczął nas wyzwalać spod jarzma niemieckiego buta. Witany z nadzieją i wielką radością okazał się być większym zagrożeniem niż Niemcy. Bolszewickie bandy zaczęły grabić, palić i gwałcić, wszystko na niespotykaną dotąd skalę. Mieszkańcy "wyzwalanych" miejscowości, co tu dużo kryć byli w szoku i długo nie mogli bez traumy opowiadać o tamtych wydarzeniach.

Pisarz dotarł nie tylko do utajnionych dokumentów z tamtych czasów, ale i odbył mnóstwo rozmów ze świadkami tamtych wydarzeń. Z tych relacji wyłania się obraz półanalfabetów, którzy nastawieni tylko na zysk masakrowali niewinnych ludzi, których mieli przecież wyzwalać, od podobno gorszego wroga. Banda idiotów, których nie brakowało w radzieckiej armii czuła się bezkarna, a nasze władze miast chronić swoich wolała tuszować wybryki zgrai bolszewickiej. Polskie władze kierowały się oczywiście własnym interesem, sam Gomułka śmiał twierdzić, że to nie Rosjanie, a pewnie przebrani partyzanci. Każdy zapewne widział co chciał.

Interesująca lektura, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że sowiecka armia wyzwoleńcza była znacznie gorsza od niemieckiego okupanta. I nie przekonają mnie żadne argumenty. Oczywiście nie umniejszam przy tym niemieckiej winy, która jest bezsporna, jednak ich działania, nie były tak bezwzględne, przynajmniej w moim przekonaniu. Książka dodatkowo wzbogacona mnóstwem zdjęć.

Polecam, nie tylko miłośnikom historii. Pomniki wdzięczności dla Armii Czerwonej winny być pomnikami dziękczynnymi, że jakoś to przetrwaliśmy. Oby nigdy więcej takich "sojuszników".

Komentarze