Czarna Madonna Remigiusz Mróz






Na „Czarną Madonnę” trafiłem nie całkiem przypadkowo. Nie dość, że bestseller to jeszcze nowość spod pióra autora, który-jak każdy wiedzieć powinien zwie się Remigiusz Mróz. Także nie mogłem nie przeczytać. Znam już trochę jego styl i wiem czego się spodziewać podczas lektury jakiejś jego książki, także z takim nastawieniem przystąpiłem do lektury.

Czarna Madonna” rozpoczyna się niepokojącym, co dziwnym zniknięciem pewnego samolotu. To wydarzenie pociąga za sobą szereg wydarzeń, które raczej nie mogą liczyć na racjonalne wyjaśnienie. Filip-były ksiądz szczególnie chciałby wyjaśnić to zniknięcie, jako że na pokładzie samolotu znajdowała się jego narzeczona. Po pewnym czasie znika kolejny samolot, informacje wskazują na zgoła odmienną lokalizację maszyny, a miejsca w których wykryto sygnał samolotów tworzą dziwny znak… Na dokładkę Filip doświadcza dziwnych wizji, odwiedza go szeptunka a  siostra jego narzeczonej zaczyna mu pomagać w wyjaśnieniu całego zajścia. Po pewnym czasie samolot wraca, jednak to co znajduje się na pokładzie zmieni postrzeganie wszystkiego. Tradycyjnie zresztą, po resztę wpadnijcie do księgarni.

Można by powiedzieć, że od lat analizuję twórczość Pana Mroza, poczynając od nieszczęsnej „Kasacji” i uważam, że jak na tak płodnego pisarza, trzyma on równy poziom i każda jego powieść warta jest uwagi i zastanowienia się nad opowieścią jaką zawiera. Jednak zagłębiając się w „Czarną Madonnę” poległem.

Powieść wciąga-nie da się temu zaprzeczyć. Ciekawostki o końcu świata, informacje o egzorcyzmach, o walce z odwiecznym złem, można by wymieniać długo. To wszystko zaliczam na duży plus, czyta się to całkiem interesująco. Jednak sami bohaterowie, z byłym księdzem na czele są jacyś mdli i nijacy. Początkowe strony nie są zbyt pasjonujące i trzeba dużo samozaparcia żeby przez nie przebrnąć, a przynajmniej ja je tak odebrałem. Później jest lepiej i naprawdę trudno się oderwać od książki, jak już nadmieniłem. Samo zakończenie mnie nie zaskoczyło, jednak pewne uniesienie brwi było. W końcu nie każdy by wpadł na taką bombę!
Mam dużo sympatii do tego pisarza i jego”pisaniny”, jednak uważam, że horror to nie jest to za co powinien się brać nasz Remigiusz. A jeszcze religijny horror, który powinien wzbudzać jakiś wewnętrzny niepokój, a nie wzbudza. Odniosłem wrażenie, że autor przesadził trochę z nagromadzeniem faktów i zamiast straszno wyszło trochę śmieszno. Ale jednak dobrnąłem do napisów końcowych, także polecam, ale nie nastawiajcie się na kolejną „Kasację”, bo się deczko zawiedziecie.



Komentarze