Historia projektu badawczego, który z pozoru ma konkretne podstawy i opiera się na twardych zasadach naukowych, nabiera wysoce filozoficznego wymiaru, im dalej zagłębiamy się w opowieść. W miarę rozwoju projektu to, w jaki sposób członkowie zespołu badawczego i populacja wykorzystują dane badawcze, staje się ważniejsze niż sam sygnał. Istotne jest również to, przez co jednostki przechodzą, próbując zrozumieć sygnał. Lem przedstawia świetny obraz tego, jak bardzo jesteśmy zamknięci w naszym własnym schemacie. Nawet jeśli ktoś (lub coś) do nas "mówi", będziemy w stanie usłyszeć tylko to, co jesteśmy w stanie pomyśleć.
I myślenie o tym nie sprawia, że czujesz się dobrze. W rzeczywistości zdajesz sobie teraz sprawę, że cały rozwój, badania, postęp i nowa technologia polegają jedynie na tworzeniu jeszcze bardziej wyrafinowanych narzędzi do wyrażania tego, co już rozumiemy w naszym języku, w przeciwieństwie do prawdziwego zrozumienia samej koncepcji. Był czas, kiedy wierzyłem nawet, że sygnał nie był tak naprawdę żadną przyczyną. Było to w zasadzie lustro odbijające zdolność ludzkości do tworzenia znaczenia dla każdej koncepcji, niezależnie od tego, czy istniało znaczenie, czy nie (lub jeśli istniało, ludzkość nie była w stanie go osiągnąć).
Fascynujące w Lemie jest to, że nigdy nie przynosi nam ulgi. W żadnym momencie nie nastąpi "moment aha", w którym w pełni zrozumiemy coś, czego się o nim dowiedzieliśmy. W rzeczywistości rośnie świadomość, że taki "moment aha" jest mało prawdopodobny. Niekoniecznie wynika to z ograniczeń technologii lub danych, ale raczej z ograniczeń naszych mózgów. Jest to niepokojące, ponieważ większość historii rozwiązuje zagadkę na końcu. W tej historii pozostajemy z czystym opisem tego, jak zawiodła nas percepcja.
Pisanie tutaj robi to, co powinno, ale nie jest to łatwa lektura. To nie jest książka do przełknięcia. Zamiast tego należy ją przeżuć; a czasami, gdy coś przeżuwasz, stajesz się trochę sfrustrowany. Jest wiele dyskusji, dygresji, naukowych rzeczy, ale to działa, aby stworzyć rodzaj świata, w którym znajdują się wszystkie te postacie; intelektualne zamieszanie książki. Czytelnik może poczuć zmęczenie bohaterów, ich wątpliwości, ich wątpliwości, czy to, co odkrywają, jest nowym odkryciem, czy tylko poruszaniem się po starym gruncie
Moim zdaniem ta książka pozostaje w pamięci, w przeciwieństwie do jej narracji czy fabuły. Szczerze mówiąc, nie nazwałbym fabuły pierwszorzędną. Ważne jest to, co się po niej czuje - jest to coś niemal kojącego, ale też lekko denerwującego, w tym sensie, że uświadamiamy sobie, że we wszechświecie mogą istnieć rzeczy, których mimo naszych starań nigdy nie pojmiemy. I nie jest to w żaden sposób związane z czasem. Wielu osobom nie przypadnie do gustu, ponieważ uważam, że negatywnie wpłynie na tych, którzy będą oczekiwać, że znajdą w niej gdzieś "akcję", "ekscytację" lub "kontakt". Dla tych czytelników, którzy uwielbiają książki, które wstrząsają ich próbami ponownej oceny własnych możliwości, Głos Pana robi rzeczy, które sprawiają, że chcesz ponownie przemyśleć oszacowanie swoich maksymalnych możliwości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz